9 listopada 2016

[Recenzja] John Mayall - "Thru the Years" (1971)



"Thru the Years" to kolejna kompilacja zbierająca niealbumowe nagrania Johna Mayalla. Doskonale uzupełniająca się z wydaną dwa lata wcześniej "Looking Back" - to, czego tam brakowało, znalazło się tutaj. Ponad połowa utworów została nagrana w okresie drugiego albumu Bluesbreakers, "A Hard Road", a więc w składzie z Peterem Greenem, Johnem McVie i Aynsleyem Dunbarem. Co ciekawe, w części z nich nie wystąpił... Mayall. Znalazły się wśród nich dwa świetne instrumentale - łagodny, jazzujący "Greeny" i ostry, wręcz hardrockowy "Curly", oba z rewelacyjnymi popisami Greena - a także dwa utwory śpiewane przez gitarzystę - napisany przez niego, bardzo chwytliwy "Missing You", oraz stonowany blues "Alabama Blues" z repertuaru J.B. Lenoira. W pełnym składzie zarejestrowane zostały natomiast: bardzo energetyczne, przebojowe "Mama, Talk to Your Daughter" (kolejny utwór autorstwa Lenoira) i "Your Funeral and My Trial" (z repertuaru Sonny'ego Boya Willimansona II), a także wspaniała bluesowa ballada "Out of Reach" (z wokalem Greena i jego rewelacyjnymi solówkami), oraz dość ciężki - jak na 1967 rok - "Please Don't Tell".

Późniejszy okres, z Mickiem Taylorem jako gitarzystą, reprezentowany jest trzema utworami. Przebojowy "Suspicions (Part One)" i porywający instrumental "Knockers Step Forward" wyróżniają się obecnością jazzującej sekcji dętej, ale zachowują rockowy charakter dzięki fantastycznym solówkom Taylora. "Hide and Seek" to natomiast stricte bluesrockowy kawałek (znów ze świetnym popisem Micka), a więc nietypowy dla tego składu, który ciągnął w stronę jazzu (współtworzyli go trzej późniejsi członkowie jazzrockowego Colosseum - basista Tony Reeves, perkusista Jon Hiseman i, akurat w tym utworze niewystępujący, saksofonista Dick Heckstall-Smith). Na "Thru the Years" cofamy się także do czasów przed powstaniem Bluesbreakers. Sporym zaskoczeniem mogą być pierwsze single Mayalla, "Crawling Up a Hill i "Crocodile Walk", bliższe twórczości, powiedzmy, The Animals (choć lepsze pod względem melodycznym), niż kojarzonego z artystą blues rocka. Podobne naleciałości słychać także w "My Baby Is Sweeter", choć tu już jest nieco bardziej bluesowo. Te trzy utwory to takie ciekawostki dla fanów, ale całkiem interesujące.

"Thru the Years" to naprawdę świetny zbiór utworów, które zazwyczaj w niczym nie ustępują tym z regularnych albumów, a część z nich prezentuje nawet wyższy poziom. Poza tym jest to prawdopodobnie najbardziej przebojowe ze wszystkich wydawnictw Johna Mayalla - tyle tu świetnych melodii. Choć więc jest to "tylko" składanka, to stanowi ona obowiązkową pozycję w kolekcji każdego fana brytyjskiego bluesa (najlepiej razem z uzupełniającym "Looking Back").

Ocena: 9/10



John Mayall - "Thru the Years" (1971)

1. Crocodile Walk; 2. My Baby Is Sweeter; 3. Crawling Up a Hill; 4. Mama, Talk to Your Daughter; 5. Alabama Blues; 6. Out of Reach; 7. Greeny; 8. Curly; 9. Missing You; 10. Please Don't Tell; 11. Your Funeral and My Trial; 12. Suspicions (Part One); 13. Knockers Step Forward; 14. Hide and Seek

Skład: John Mayall - wokal, gitara, instr. klawiszowe i harmonijka (1-4,6,10-14); Roger Dean - gitara (1,2); John McVie - bass (1-11); Hughie Flint - perkusja (1,2); Bernie Watson - gitara (3); Martin Hart - perkusja (3);  Peter Green - gitara (4-11), wokal (5,6,9), harmonijka (9); Aynsley Dunbar - perkusja (4-11); Mick Taylor - gitara (12-14); Paul Williams - bass (12); Keef Hartley - perkusja (12); Dick Heckstall-Smith - saksofon (12,13); Chris Mercer - saksofon (12,13); Tony Reeves - bass (13,14); Jon Hiseman - perkusja (13,14); Henry Lowther - trąbka (13)
Producent: John Mayall i Mike Vernon


2 komentarze:

  1. Równie świetna jak "Looking Back". Nigdy nie komentowałem recenzji płyt JM, a to tylko z jednego prozaicznego powodu - dla mnie BYŁ, JEST i BĘDZIE WIELKI. Może mniej wokalnie, ale kompozytorsko i muzycznie z pewnością. Człowiek blues'a z krwi i kości. Tylko chylić czoła i dziękować, dziękować, dziękować... Jasiu trzymaj się !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kawałki Greena rzeczywiście świetne, chyba nawet lepsze niż te z regularnych płyt, z Taylorem też spoko, ale jednak początek płyty bardzo średni i niestety ciągnie on całość w dół...

    OdpowiedzUsuń