10 listopada 2016

[Recenzja] Glenn Hughes - "Resonate" (2016)



Glenn Hughes to ważna postać w świecie hard rocka. Wystarczy przypomnieć, że przewinął się przez składy Deep Purple i Black Sabbath (tak naprawdę wystąpił na solowym albumie Tony'ego Iommiego, ale wytwórnia uparła się, aby wydać go pod szyldem Black Sabbath). Jako solista zadebiutował już w 1977 roku, longplayem "Play Me Out" - w całości utrzymanym w funkowo-soulowych klimatach, jednak naprawdę udanym. Ale jego solowa kariera nabrała rozpędu dopiero na początku lat 90., gdy zaczął regularnie wydawać albumy sygnowane swoim nazwiskiem. W ostatnich latach wrócił jednak do nagrywania z zespołami - Black Country Communion (z którym ponoć właśnie pracuje nad czwartym longplayem) i California Breed. "Resonate" jest jego pierwszym solowym albumem od ośmiu lat i wydanego wówczas "First Underground Nuclear Kitchen".

Hughes na "Resonate" nie unika nawiązań do swojej muzycznej przeszłości. Wyjątkowo często - jak na współcześnie nagrany album - pojawiają się tutaj organy Hammonda, wywołujące natychmiastowe skojarzenia z Deep Purple - vide "Heavy", "God of Money", czy najbardziej purpurowy "Steady". Z drugiej strony, brzmienie jest bardzo współczesne. Takie utwory, jak "Flow", "Let It Shine", "Stumble & Go" i przede wszystkim "How Long", przypominają raczej Soundgarden, niż Deep Purple lub Black Sabbath. Skojarzenie to pogłębia obecna barwa głosu i sposób śpiewania Glenna, przypominające Chrisa Cornella. Wspomniane dotąd utwory charakteryzują się sporą dynamiką i ciężarem (często kontrastowanym łagodniejszymi momentami), nie brakuje w nich przyzwoitych riffów i solówek, a pod względem melodycznym są całkiem zgrabne. W skrócie - nic wybitnego, ani szczególnie porywającego, ale słucha się tego przyjemnie.

Na albumie znalazło się też kilka odmiennych stylistycznie nagrań. "Landmines" przypomina o uwielbieniu Hughesa dla funku - jest tu świetne organowe tło, fajna taneczna partia gitary i interesująco wykorzystany efekt talkbox podczas solówki. Niestety, melodia refrenu wypada trochę banalnie. Są też ballady: "When I Fall", z fantastyczną partią organów i koszmarnie przesłodzonym refrenem, oraz "Long Time Gone", łącząca fragmenty akustyczne z rockowymi zaostrzeniami. Rozszerzone wydanie albumu zawiera jeszcze jedną balladę - "Nothing's the Same", oryginalnie nagraną przez Gary'ego Moore'a. W porównaniu z przesłodzonym pierwowzorem, tutejsze wykonanie jest oszczędniejsze i bardziej poruszające. Hughes śpiewa tu w bardzo uduchowiony sposób (znany chociażby z purplowskiego "This Time Around"), a akompaniament stanowi prześliczna, klasycyzująca partia gitary akustycznej i lekkie pociągnięcia wiolonczeli. Bardzo piękny hołd dla Moore'a (z którym Hughes niegdyś współpracował) i zarazem najlepszy fragment "Resonate".

Glenn Hughes udowodnił, że należy do tych nielicznych rockowych legend, które wciąż potrafią stworzyć coś na poziomie. Oczywiście nie jest to poziom największych osiągnięć Hughesa z przeszłości, ale w porównaniu chociażby z chałturą jaką jest obecne Deep Purple, "Resonate" to naprawdę udany album. To jedno z nielicznych pozytywnych muzycznych zaskoczeń mijającego roku.

Ocena: 7/10



Glenn Hughes - "Resonate" (2016)

1. Heavy; 2. My Town; 3. Flow; 4. Let It Shine; 5. Steady; 6. God of Money; 7. How Long; 8. When I Fall; 9. Landmines; 10. Stumble & Go; 11. Long Time Gone; 12. Nothing's the Same

Skład: Glenn Hughes - wokal, bass, gitara; Søren Andersen - gitara; Pontus Engborg - perkusja (2-10); Lachy Doley - instr. klawiszowe
Gościnnie: Chad Smith - perkusja (1,11); Luis Maldonado - gitara (12); Anna Maldonado - wiolonczela (12)
Producent: Glenn Hughes i Søren Andersen


4 komentarze:

  1. Fajnie, że zabrałeś się za Glenna Hughesa. Rozumiem ,że w planach jest kontynuacja tego wątku i przeczytamy recenzje wszystkich jego płyt. Mnie najbardziej podobają się koncertowe albumy: Burning Japan Live oraz Soulfully Live in the City of Angels. Ze studyjnych całkiem udana jest From Now On. Rewelacyjne jest natomiast L.A. Blues Authority Volume II: Glenn Hughes – Blues. Hughes to dla mnie jeden z najlepszych rockowych krzykaczy. Jako jeden z nielicznych wciąż śpiewa doskonale, czego nie można np. powiedzieć o swoich kolegach z Deep Purple. Mam tu na myśli oczywiście Gillana i Coverdale`a.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kawał solidnego rocka, aż chce się słuchać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hughes śpiewa podobnie do Cornella, czy może raczej na odwrót?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cornell brzmiał tak w latach 90., a Hughes dopiero od kilku lat ma taką barwę, wcześniej brzmiał inaczej. A więc tak, to Hughes śpiewa podobnie do Cornella.

      Usuń