26 października 2016

[Recenzja] Stone the Crows - "Stone the Crows" (1970)



Szkocki zespół Stone the Crows powstał pod koniec lat 60. i wykonywał muzykę na pograniczu rocka i bluesa. Bynajmniej nic oryginalnego. Takich kapel było wówczas bez liku. A jednak Szkoci posiadali pewien atut, wyróżniający ich spośród podobnych grup. Przy mikrofonie stała bowiem wokalistka, Maggie Bell. W tamtych czasach kobiety niezwykle rzadko zasilały składy rockowych zespołów, szczególnie w Wielkiej Brytanii był to prawdziwy ewenement. W dodatku nie była to byle jaka wokalistka, a obdarzona naprawdę mocnym głosem, kojarzącym się natychmiast z Janis Joplin. Towarzyszący jej instrumentaliści również byli muzakami z wysokiej półki. Gitarzysta Les Harvey, śpiewający basista Jimmy Dewar i klawiszowiec John McGinnis doskonale znali się na swoim fachu, zaś perkusista Colin Allen doświadczenie zdobywał u samego Johna Mayalla, co jest najlepszą możliwą rekomendacją w świecie brytyjskiego bluesa.

Zespół nie mógł być zresztą zły, skoro zainteresował się nim sam Peter Grant, słynny menadżer Led Zeppelin, i postanowił przyjąć muzyków pod swoje skrzydła. Wiąże się z tym pewna anegdota. Gdy Grant po raz pierwszy usłyszał zespół, występujący jeszcze pod nazwą Power, wykrzyknął słowa stone the crows - w Wielkiej Brytanii zwrot ten jest wyrażeniem zaskoczenia, a w tym wypadku pewnie i zachwytu. Muzykom tak się to spodobało, że postanowili przemianować zespół. Grant zaś został ich menadżerem, wespół z Markiem Londonem. London został także producentem grupy.

Niestety, debiutancki album Stone the Crows pozostawia spory niedosyt. Nie udało się na nim odtworzyć porywających występów grupy. Fatalnym pomysłem było rozpoczęcie całości wolną balladą "The Touch of Your Loving Hand", w warstwie instrumentalnej zdominowaną przez pianino elektryczne i organy. Jej ckliwy charakter podkreśla damsko-męski duet wokalny Bell i Dewara (który, nawiasem pisząc, śpiewał później na pierwszych solowych albumach Robina Trowera). Utwór trwa ponad sześć minut i bardzo się dłuży. O wiele lepiej w roli otwieracza sprawdziłby się kolejny utwór, "Raining in Your Heart" - rozpędzony, zadziorny brzmieniowo, pełen świetnych solówek McGinnisa i Harveya, a także ekspresyjnego śpiewu dwójki wokalistów. To najlepszy fragment albumu - jedyny, który pokazuje jak grupa brzmiała na koncertach.

Ponadto na pierwszej stronie winylowego wydania znalazły się dwie przeróbki: akustyczny blues "Blind Man" autorstwa Josha White'a Juniora, który dzięki oszczędnej aranżacji w pełni pokazuje wokalne możliwości Maggie Bell, a także beatlesowski "The Fool on the Hill", który w tej wersji stracił swój psychodeliczny klimat, broni się jednak jako zgrabna, klimatyczna ballada. Całą drugą stronę albumu wypełnia natomiast 17-minutowa kompozycja "I Saw America". Nie jest to typowy dla bluesrockowych wykonawców jam, a próba stworzenia wieloczęściowej suity progrockowej. Niestety, muzycy znacznie przecenili swoje umiejętności i efekt jest, delikatnie mówiąc, kiepski. Poszczególne fragmenty są naprawdę fajne i jako osobne utwory by się obroniły. Ale połączono je kompletnie bez pomysłu, przez co całość jest po prostu chaotyczna. Doskonały przykład przerostu formy nad treścią.

Debiutancki album Stone the Crows pozostawia mieszane odczucia. Choć mam wrażenie, że wszystkie jego wady wynikają z niekompetencji producenta, niż z winy muzyków. To przecież producent powinien odwieść zespół od nagrania czegoś tak nieprzemyślanego, jak "I Saw America" (tymczasem jego nazwisko widnieje na liście kompozytorów tego utworu), a także zadbać o właściwe ułożenie tracklisty (aby nie zniechęcać słuchaczy umieszczeniem najbardziej smętnego kawałka na samym początku). Mimo wszystko, "Stone the Crows" przyniósł pewien powiew świeżości na scenie brytyjskiego blues rocka. W sumie bardzo fajne to granie, choć niewykorzystujące potencjału grupy.

Ocena: 7/10



Stone the Crows - "Stone the Crows" (1970)

1. The Touch of Your Loving Hand; 2. Raining in Your Heart; 3. Blind Man; 4. The Fool on the Hill; 5. I Saw America

Skład: Maggie Bell - wokal; Les Harvey - gitara; Jimmy Dewar - bass, wokal; Colin Allen - perkusja i instr. perkusyjne; John McGinnis - instr. klawiszowe
Producent: Mark London


1 komentarz:

  1. STC to fajne, mocne i z zębem zagrane płyty.. Mam i lubię.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.