20 października 2016

[Recenzja] Riverside - "Eye of the Soundscape" (2016)



"Eye of the Soundscape" nie jest kolejnym "zwyczajnym" albumem Riverside. Zespół postanowił tutaj pokazać swoje inne, niż to powszechnie znane, oblicze. Bowiem od blisko dekady muzycy nagrywali także instrumentalne kompozycje o ambientowym klimacie, przepełnione brzmieniami elektronicznymi. Dotąd to oblicze znane było głównie największym fanom grupy, posiadającym rozszerzone wydania regularnych albumów i nagrania z singli. Teraz, dzięki "Eye of the Soundscape", na którym zebrano owe kompozycje, ta strona twórczości Riverside ma szansę dotarcia do szerszej publiczności. Nie jest to jednak zwykła kompilacja, bowiem znalazły się tutaj także cztery zupełnie premierowe utwory, o łącznym czasie trwania przekraczającym pół godziny. Są to ostatnie nagrania z udziałem zmarłego w lutym tego roku gitarzysty Piotra Grudzińskiego.

Starsze kompozycje to przede wszystkim tzw. "nocne" i "dzienne sesje", zarejestrowane odpowiednio podczas sesji nagraniowych albumów "Shrine of New Generation Slaves" i "Love, Fear and the Time Machine", i wydane na ich rozszerzonych edycjach. "Night Session (Part One)" i "Night Session (Part Two)" to ponad dziesięciominutowe improwizacje, pierwsza o bardziej elektronicznym charakterze, oparta na hipnotycznym rytmie, zaś druga o bardziej naturalnym brzmieniu, z odgrywającymi istotną rolę partiami gitary akustycznej i saksofonu, a także wokalizami Mariusza Dudy. Z kolei "Day Sessions" to pięć krótszych nagrań, na ogół o bardzo ambientowym, elektronicznym charakterze ("Heavenland", "Machines"), czasami skontrastowanym wyrazistymi partiami gitary ("Return", "Aether"). Wyróżnia się najkrótszy "Promises", w którym pierwszoplanową rolę pełni partia gitary akustycznej, a klawisze jedynie dopełniają tła.

Jeszcze wcześniejsze są utwory "Rapid Eye Movement" i "Rainbow Trip", nagrane w 2007 roku (pierwszy został oryginalnie wydany na rozszerzonej edycji tak samo zatytułowanego albumu, drugi zaś na singlu/EPce "Schizophrenic Prayer"). Tutaj obie kompozycje mają dopisek "2016 mix", jednak zmiany są ledwo zauważalne, nie wpłynęły na charakter utworów, nawet czas trwania różni się tylko o sekundy w stosunku do oryginalnych wersji. To właśnie od tych utworów zespół rozpoczął swoje eksperymenty z ambientem i pewnie dlatego są one nieco bliższe "codziennej" twórczości grupy, niż pozostałe zebrane tutaj kompozycje - mniej w nich elektroniki, zaś więcej naturalnych brzmień, przede wszystkim gitarowych. Szczególnie w "Rainbow Trip" można podziwiać gitarowy talent Piotra.

Pora przejść do nowości. Ujawniony już jakiś czas temu "Where the River Flows" to dziesięciominutowa, powoli rozwijająca się, transowa kompozycja, z początku zdominowana przez brzmienia elektroniczne, jednak z czasem na pierwszy plan wyłania się partia gitary, do której na sam koniec dochodzi wokaliza. Zupełnie inny charakter ma "Shine" - zaledwie czterominutowy utwór, wyróżniający się większą dynamiką i cięższym brzmieniem, na swój sposób całkiem chwytliwy. Z kolei "Sleepwalkers", łączący mocno orientalny klimat z dość agresywną elektroniką, wywołuje skojarzenia z drugim zespołem Mariusza Dudy, Lunatic Soul. W sumie mógłby trafić na jego najnowszy album, "Walking on a Flashlight Beam", choć byłby tam jednym z bardziej eksperymentalnych fragmentów. Ostatni nowy utwór, będący zarazem zakończeniem całości, tytułowy "Eye of the Soundscape", to wyciszony, wolno płynący ambientowy pejzaż, który zwłaszcza w drugiej połowie nabiera niezwykłego piękna.

"Eye of the Soundscape" nie jest albumem do słuchania na każdą okazję (i między innymi stąd poniższa ocena). Potrzeba odpowiedniego nastroju, wyciszenia i oczywiście sporo wolnego czasu (gdyż to blisko sto minut muzyki), aby w pełni docenić jego zawartość. Choć pomysł na wydanie takiego materiału narodził się jeszcze przed śmiercią Piotra Grudzińskiego, "Eye of the Soundscape" zdaje się być hołdem dla niego - momentami naprawdę pięknym hołdem. Jest to też swego rodzaju podsumowanie dotychczasowej kariery Riverside. Niedługo zespół rozpocznie zupełnie nowy etap działalności, bez stałego gitarzysty w składzie, i trudno przewidzieć w jakim kierunku będzie zmierzać. Na razie pozostaje słuchanie "Eye of the Soundscape", idealnie pasującego na długie jesienne wieczory.

Ocena: 6/10



Riverside - "Eye of the Soundscape" (2016)

CD1: 1. Where the River Flows; 2. Shine; 3.  Rapid Eye Movement (2016 mix); 4. Night Session (Part One); 5. Night Session (Part Two)
CD2: 1. Sleepwalkers; 2. Rainbow Trip (2016 mix); 3. Heavenland; 4. Return; 5. Aether; 6. Machines; 7. Promise; 8. Eye of the Soundscape

Skład: Michał Łapaj - instr. klawiszowe; Piotr Grudziński - gitara; Mariusz Duda - bass, wokal; Piotr Kozieradzki - perkusja
Gościnnie: Marcin Odyniec - saksofon (CD1: 5)
Producent: Riverside, Magda Srzednicka i Robert Srzednicki


5 komentarzy:

  1. Ja tam nie wiem czemu album nie na każdą okazję miałby być gorszy, wręcz przeciwnie, zapewne nie oceniłbyś wysoko składanki hitów RMF, która jest dla wszystkich i do posłuchania wszędzie ;) Ale coś czuję że działalność po Grudzińskim to początek końca Riverside. Ale z tego co piszesz - gitary i elektronika też mogą być spoko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oceniłbym wysoko, ale z zupełnie innych powodów ;) A "Eye of the Soundscape" po prostu nie jest albumem do którego będę wracał, więc nie mogę wystawić mu wyższej oceny. Zresztą jest jeszcze drugi powód - coś czego bardzo nie lubię, czyli mieszanie wcześniej wydanych utworów z premierowymi. Najwięksi fani zespołu już mają rozszerzone wydania wcześniejszych albumów, a na nich 9 z 13 zawartych tutaj utworów. Ale ponieważ są wielkimi fanami, nie oprą się pokusie kupienia tego albumu dla czterech nowych utworów - co znaczy, że po raz drugi zapłacą za pozostałe dziewięć nagrań.

      Usuń
  2. Witam.
    Uważam,iż album ten zasługuje na miano płyty ro(c)ku, pomimo tego, że jest to płyta kompilacyjna. Stylowo także odbiega znacznie od wcześniejszych pozycji zespołu.
    Nie jest to rock progresywny jakim uraczał nas zespół dotychczas. Muzyka zawarta na tymże albumie jest przepełniona przestrzenią, dźwiękiem z pogranicza magii.
    Płyta zawiera w sobie elementy space rocka , a przedewszystkim ambientu. I taka właśnie jest. Piękne dźwięki w czystej postaci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ile jeszcze recenzji ukradkiem usuniesz z bloga?

    Tym razem serio się wkurzyłem ;D

    Ktoś mnie zapytał o Riverside, co bym polecił do przesłuchania, a ponieważ nie znam ich na pamięć, chciałem się podeprzeć Twoim nie-co-dziennikiem muzycznym. A tu wchodzę i zostały dosłownie trzy recenzje na krzyż, i to do tego z obniżonymi ocenami :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to też jakaś wskazówka - żeby nie polecać tych usuniętych ;)

      Usuń