25 października 2016

[Recenzja] Jeff Beck - "Wired" (1976)



Na swoim drugim solowym albumie, "Wired", Jeff Beck jeszcze dalej zapuszcza się w klimaty jazzrockowe. Nie przypadkiem w nagraniach wsparli go m.in dwaj byli członkowie Mahavishnu Orchestra - klawiszowiec Jan Hammer i perkusista Narada Michael Walden. Ten drugi jest zresztą kompozytorem aż czterech utworów z albumu ("Come Dancing", "Sophie", "Play with Me" i "Love Is Green"). Poza tym znalazło się tutaj po jednej kompozycji Hammera ("Blue Wind"), Maxa Middletona ("Led Boots") i basisty Wilbura Bascomba ("Head for Backstage Pass", napisana wspólnie z Andym Clarkiem), oraz przeróbka jazzowego standardu "Goodbye Pork Pie Hat" Charlesa Mingusa. Sam Beck tym razem - w przeciwieństwie do albumu "Blow By Blow" - nie brał udziału w komponowaniu materiału.

Album rozpoczyna się od "Led Boots" - przewrotnego hołdu dla Led Zeppelin. Przewrotnego, bo w praktycznie nie przypominającego twórczości tej grupy. Utwór opiera się na bardzo gęstej grze Waldena, stanowiącej podkład dla gitarowo-klawiszowych popisów Becka, Middletona i Hammera. Zwraca uwagę brzmienie, które za sprawą wykorzystania syntezatorów znacznie rożni się od wcześniejszych dokonań Jeffa. Trochę prościej jest w "Come Dancing", opartym na funkowej grze sekcji rytmicznej i wyrazistej - wręcz chwytliwej - melodii. Funkowy klimat podkreślają syntezatory, tym razem pełniące rolę ozdobnika. Oczywiście i tu nie brakuje skomplikowanych partii gitarzysty. Talent Becka potwierdza jednak przede wszystkim wykonanie "Goodbye Pork Pie Hat". Przepiękny saksofonowy temat został bardzo udanie przełożony na gitarę; a towarzyszy jej subtelny podkład rytmiczny, z bardzo przyjemnie pulsującym basem. Wilbur Bascomb pierwszoplanową rolę przejmuje w krótkim, mocno funkowym "Head for Backstage Pass", napędzanym jego intensywną grą na basie.

Otwierający druga stronę winylowego wydania rozpędzony "Blue Wind" to z kolei przede wszystkim popis Jana Hammera, grającego nie tylko na syntezatorach, ale także na perkusji - i dlatego też rytm jest tu znacznie prostszy, niż w większości utworów. Utwór wyróżnia się także sporą melodyjnością. Bardzo ładnie rozpoczyna się "Sophie", jednak po chwili muzycy zagęszczają i komplikują swoją grę, co nie najlepiej współgra z dość banalnym motywem przewodnim. Dość przeciętnie wypada także "Play with Me", oparty na funkowym rytmie, stanowiącym podkład do niezbyt interesujących popisów Becka i klawiszowców. Prześlicznie wypada natomiast finałowy "Love Is Green", z przejmującą partią gitary, wspartą partią pianina wyjątkowo w wykonaniu Waldena.

"Wired" pod wieloma względami wypada słabiej od "Blow By Blow". Wiele utworów zdaje się płynąć bez konkretnego celu, dając jedynie czas na skomplikowane popisy muzyków. Najlepiej wypadają tu te kompozycje, w których chodzi przede wszystkim o stworzenie nastroju ("Goodbye Pork Pie Hat", "Love Is Green"), a także pozostałe, w których nie zapomniano o warstwie melodycznej ("Come Dancing", "Blue Wind"). Cała reszta to takie granie dla samego grania, w którym owszem, można podziwiać wykonawcze umiejętności muzyków, ale nic poza tym.

Ocena: 7/10



Jeff Beck - "Wired" (1976)

1. Led Boots; 2. Come Dancing; 3. Goodbye Pork Pie Hat; 4. Head for Backstage Pass; 5. Blue Wind; 6. Sophie; 7. Play with Me; 8. Love Is Green

Skład: Jeff Beck - gitara; Max Middleton - instr. klawiszowe; Jan Hammer - syntezator, perkusja (5); Wilbur Bascomb - bass; Narada Michael Walden - perkusja (1,2,6,7), pianino (8); Richard Bailey - perkusja (3,4); Ed Greene - perkusja (2)
Producent: George Martin i Chris Bond; Jan Hammer (5)


1 komentarz:

  1. Widze że Jeff też grał funk-rock,na pewno mu to wychodziło lepiej niż Stonesom.Bo Purple to funkowe improwizacje mieli na koncertach np.:Live in Long Beach,california 76.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.