14 września 2016

[Recenzja] Gary Moore - "Blues for Greeny" (1995)



"Blues for Greeny" to hołd dla jednego z największych idoli Gary'ego Moore'a - Petera Greena. Na repertuar złożyły się wyłącznie utwory, które Green nagrał z Johnem Mayallem i Bluesbreakers ("The Same Way", "The Supernatural") lub z Fleetwood Mac (wszystkie pozostałe). W zdecydowanej większości są to kompozycje jego autorstwa lub współautorstwa (z wyjątkiem "Need Your Love So Bad" z repertuaru Little Williego Johna). Co ciekawe, Moore nie sięgnął po najbardziej oczywiste utwory - jak "Black Magic Woman", "Albatross", "Oh Well" czy "The Green Manalishi" - lecz wybrał mniej znane kompozycje. Smaczku dodaje fakt, że Moore gra tutaj na tej samej gitarze, na której Green grał w oryginalnych wersjach.

Brzmieniowo album nie różni się od dwóch poprzednich solowych albumów Moore'a. Cieszy natomiast, że - w porównaniu do "After Hours" - znacznie uproszczone zostały aranżacje. Całkowicie zrezygnowano z żeńskich chórków, zaś udział sekcji dętej ograniczono do ledwie dwóch utworów ("If You Be My Baby" i "Love That Burns" - ten drugi  również w wersji oryginalnej zawiera partie saksofonu), a w jednym pojawiają się smyczki ("Need Your Love So Bad"). Wykonania są ogólnie zbliżone do pierwowzorów. Czasem tylko bardziej rozbudowane zostały solówki (np. w "If You Be My Baby", "Need Your Love So Bad", "Looking for Somebody" i przede wszystkim w prawie trzykrotnie dłuższym "Driftin'"), które jednak zachowują klimat oryginałów. W rezultacie jedyne poważniejsze różnice między tymi wersjami, a oryginalnymi, to głos Moore'a i bardziej współczesne brzmienie. To drugie, w zależności od indywidualnego gustu słuchacza, może być zaletą lub wadą. Dla mnie akurat działa na niekorzyść. Do bluesa zdecydowanie lepiej pasuje brzmienie lat 60. Wypolerowana produkcja z lat 90. nie jest w stanie w pełni oddać magicznego klimatu oryginalnych wersji.

"Blues for Greeny" to przyjemny album, który broni się jednak przede wszystkim jako kolejny album Gary'ego Moore'a. Jako hołd dla Petera Greena już słabiej, bo wykonania są zbyt zachowawcze. Choć w sumie dobrze, że powstał. Z pewnością właśnie dzięki niemu wiele osób odkryło (lub dopiero odkryje) wspaniałą twórczość wczesnego Fleetwood Mac i Bluesbreakers. Za promowanie takiej muzyki należy się pozytywna ocena.

Ocena: 7/10



Gary Moore - "Blues for Greeny" (1995)

1. If You Be My Baby; 2. Long Grey Mare; 3. Merry-Go-Round; 4. I Loved Another Woman; 5. Need Your Love So Bad; 6. The Same Way; 7. The Supernatural; 8. Driftin'; 9. Showbiz Blues; 10. Love That Burns; 11. Looking for Somebody

Skład: Gary Moore - wokal i gitara; Andy Pyle - bass; Graham Walker - perkusja; Tommy Eyre - instr. klawiszowe
Gościnnie: Nick Payn - saksofon (1,10); Nick Pentelow - saksofon (1,10)
Producent: Gary Moore i Ian Taylor


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.