6 sierpnia 2016

[Recenzja] Ten Years After - "A Space in Time" (1971)



Na "A Space in Time" znalazł się największy przebój w karierze Ten Years After - "I'd Love to Change the World". Będący zarazem jednym z fajniejszych utworów w repertuarze grupy. Bardzo energetyczny, z chwytliwą melodią, oraz ciekawym zestawieniem niemal folkowych partii gitary akustycznej i stricte rockowych, porywających solówek Alvina Lee na "elektryku". Niestety, ze względu na obecność tylko jednego gitarzysty w składzie, na żywo utwór wypadał nieco słabiej i pewnie dlatego zespół rzadko wykonywał go podczas koncertów. Za to jako singiel sprawdził się idealnie, nie tylko ze względu na przebojowy charakter - był po prostu doskonałą zapowiedzią "A Space in Time", pokazującą jaką ewolucję przeszedł styl zespołu.

Jest to bowiem longplay łagodniejszy, bardziej wyciszony od wcześniejszych wydawnictw Ten Year After. Bardzo dużo tutaj brzmień akustycznych. W "Hard Monkeys", "Once There Was a Time" i "I've Been There Too" są one dopełniane gitarą elektryczną, sekcją rytmiczną i pianinem. Ale znalazł się tutaj także bardzo nastrojowy, przepiękny "Here They Come", który w całości opiera się na akompaniamencie gitary akustycznej, wspartej tylko basem i sporadycznymi klawiszowymi ozdobnikami. Z kolei w sielskim "Over the Hill" całe instrumentarium ogranicza się do "akustyka" i... skrzypiec. Aż trudno uwierzyć, że to utwór Ten Years After.

Na szczęście zespół nie zrywa tutaj całkiem z przeszłością. Znalazło się tu miejsce także dla odrobiny rock and rolla (banalny "Baby Won't You Let Me Rock 'n' Roll You") i jazzu ("Uncle Jam"), jest też mała, lecz smakowita porcja blues rocka, w postaci utworu "One of These Days". Opartego na typowo bluesowych zagrywkach gitary i zawierającego również bardzo bluesową solówkę na harmonijce; zagranego jednak z hardrockowym ciężarem, równoważonym przez przyjemne organowe tło. To jeden z najlepszych fragmentów longplaya, ale to nie powinno dziwić, bo przecież zespół zawsze był dobry w takich klimatach. Bardzo interesującym utworem jest także "Let the Sky Fall", napędzany bluesowym motywem (nie tak odległym od riffu "Good Morning Little Schoolgirl"), ale wyróżniający się bardziej psychodelicznym nastrojem, tworzonym przez transową partię basu i różne efekty dźwiękowe.

"A Space in Time" to jeden z ciekawszych albumów Ten Years After. Zespół odświeżył tutaj swój styl, nie odcinając się całkowicie od swojej przeszłości. Choć pod względem kompozytorskim album jest dość nierówny i obok naprawdę bardzo dobrych utworów są też mniej porywające, a jeden ("Baby...") zdecydowanie odstaje poziomem na minus. Mimo tego, całości słucha się bardzo przyjemnie.

Ocena: 8/10



Ten Years After - "A Space in Time" (1971)

1. One of These Days; 2. Here They Come; 3. I'd Love to Change the World; 4. Over the Hill; 5. Baby Won't You Let Me Rock 'n' Roll You; 6. Once There Was a Time; 7. Let the Sky Fall; 8. Hard Monkeys; 9. I've Been There Too; 10. Uncle Jam

Skład: Alvin Lee - wokal i gitara, harmonijka; Chick Churchill - instr. klawiszowe; Leo Lyons - bass; Ric Lee - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Del Newman - aranżacja instr. smyczkowych (4)
Producent: Ten Years After


3 komentarze:

  1. Jestem na 100% pewny, że recenzja tego albumu już tu była, z oceną rzędu 5-6

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że była - odsyłam do recenzji debiutu Ten Years After, tam jest wyjaśnione dlaczego po kilku latach zdecydowałem się skasować stare recenzje albumów tej grupy i napisać nowe. Powinno to też wyjaśnić dlaczego ocena wzrosła ;)

      Usuń