12 sierpnia 2016

[Recenzja] Rare Earth - "Get Ready" (1969)



Rare Earth to dość niezwykły zespół. Owa niezwykłość polega głównie na tym, że grupa białych muzyków nagrywała dla wytwórni Motown, która jednoznacznie kojarzy się z "czarną" muzyką, przede wszystkim soulem i funkiem. Pod koniec lat 60., w odpowiedzi na rosnącą popularność muzyki rockowej, wytwórnia postanowiła jednak odtworzyć nowy oddział, specjalnie dla białych wykonawców. Jednym z pierwszych zakontraktowanych zespołów był właśnie Rare Earth (mający już na koncie jeden album "Dreams/Answers" z 1968, zawierający nijakie, proste piosenki na pograniczu popu, soulu i rocka). Pozostał tylko problem jak nazwać nowy oddział. Muzycy Rare Earth zażartowali, żeby nazwać go tak samo jak ich zespół, co niespodziewanie spotkało się z aprobatą przedstawicieli wytwórni.

"Get Ready" to drugi album zespołu i zarazem debiut w "barwach" Rare Earth Records. Tytuł pochodzi od przeboju The Temptations, który muzycy Rare Earth nagrali już na swój debiutancki longplay, a tutaj zaprezentowali nową wersję, bazującą na ich koncertowych wykonaniach utworu (co podkreślono dodając w miksie odgłosy publiczności). W tej formie jest to ponad dwudziestominutowe nagranie, składające się głównie z porywającej rockowej improwizacji o psychodeliczno-soulowym klimacie, podczas której wszyscy instrumentaliści po kolei prezentują swoje umiejętności (większości solówek towarzyszy świetna, transowa linia basu). Krótkie fragmenty z wokalem są natomiast niesamowicie chwytliwe (pierwszy z nich, trwający niespełna trzy minuty, wydano na singlu, który stał się sporym przebojem - większym od oryginalnej wersji The Temptations). W wydaniu winylowym "Get Ready" zajmuje całą drugą stronę albumu.

Pierwszą stronę longplaya wypełnia natomiast pięć krótszych kawałków, w tym tylko jeden własnego autorstwa, "Magic Key". Bardzo melodyjny kawałek, o wyraźnie soulowym zabarwieniu, ale zarazem z zadziornym, rockowym brzmieniem. Pozostałe utwory to znów przeróbki, głównie dość popularnych utworów, jak "Tobacco Road" The Nashville Teens, "Feelin' Alright" Traffic, czy "Train to Nowhere" Savoy Brown, choć znalazł się wśród nich także zupełnie nieznany "In Bed" z repertuaru innego podopiecznego Rare Earth Records, Wesa Hendersona (którego cała dyskografia ogranicza się do jednego singla). W wersjach Rare Earth utwory te brzmią ostrzej i bardziej psychodelicznie, z soulowym odcieniem. "Train to Nowhere" wypadł znacznie bardziej energetycznie, natomiast "Tobacco Road" rozrósł się do ponad siedmiu minut, za sprawą dłuższych solówek na saksofonie i organach. Wszystkie utwory wypadają bardzo przyjemnie.

"Get Ready" to bardzo udany album. A zarazem jeden z najciekawszych przykładów elastyczności muzyki rockowej na przełomie lat 60. i 70. Zespół ciekawie połączył tutaj rock psychodeliczny z elementami soulu, tworząc tym samym swój rozpoznawalny i dość unikalny styl. Nie wszystkim rockowym słuchaczom takie połączenie przypadnie do gustu, ale na pewno jest to album, obok którego nie można przejść obojętnie.

Ocena: 9/10



Rare Earth - "Get Ready" (1969)

1. Magic Key; 2. Tobacco Road; 3. Feelin' Alright; 4. In Bed; 5. Train to Nowhere; 6. Get Ready

Skład: Pete Rivera - wokal, perkusja i instr. perkusyjne; Rod Richards - gitara, dodatkowy wokal; John Parrish - bass, puzon, dodatkowy wokal; Kenny James - instr. klawiszowe, dodatkowy wokal; Gil Bridges - saksofon, instr. perkusyjne, dodatkowy wokal
Producent: Rare Earth


2 komentarze:

  1. Świetna płyta. Mam wrażenie, że jakby nie rozkminiać czy to soul, czy nie soul to wyszedłby z tego po prostu fajny klasyczny rock ;) Myślę, że każdemu fanowi rocka z tamtych lat "Get Ready" będzie się podobało. Jeśli nie od pierwszego odsłuchu to od któregoś kolejnego, ale będzie.

    Rare Earth super jest jeszcze "In Concert" z 71. A z podgatunku zwanego psychodelicznym soulem polecam sprawdzić przede wszystkim dwie płyty Shuggie Otisa:

    Freedom Flight (1971)
    Inspiration Information (1974)

    Miejscami bliżej temu do jazz-rocka niż soulu. Zresztą facet przewinął się nawet przez zespół Franka Zappy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Doskonały album. Koncert rzeczywiście równie świetny..

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.