26 sierpnia 2016

[Recenzja] Kvartetten Som Sprängde ‎- "Kattvals" (1973)



Tydzień temu opublikowałem recenzję "The End of the Game" Petera Greena, dziś zaś postanowiłem zaprezentować inny instrumentalny album z dzikim kotem na okładce. "Kattvals" to jedyny longplay szwedzkiej grupy Kvartetten Som Sprängde. Nazwę tę, w wolnym tłumaczeniu, można przełożyć na "wybuchowy kwartet". Paradoksalnie, w chwili nagrywania tego materiału zespół był triem, gdyż jakiś czas wcześniej, z powodu różnic artystycznych, ze składu odeszła wokalistka Margareta Söderberg. Pozostali muzycy postanowili zachować nazwę, uznając, że tak będzie zabawnie. Zespół bywa porównywany z The Doors, z powodu linii basu granych przez klawiszowca, gdyż w składzie nie było basisty. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Stylistycznie jest to zupełnie inna muzyka. Twórczość Szwedów można określić jako rock progresywny z elementami psychodelii i jazzu. Utwory grupy mają dość luźny, jamowy charakter.

Rozpoczynający całość "Andesamba", za sprawą charakterystycznych gitarowych solówek i bogatego użycia perkusjonaliów, przywodzi na myśl twórczość grupy Santana - przynajmniej do czasu pojawienia się podniosłej partii organów, której nie sposób nie skojarzyć z "A Whiter Shade of Pale" Procol Harum. To jednak jedyny utwór, w którym muzycy tak wyraźnie zdradzają inspirację innymi rockowymi wykonawcami. Na ogół czerpią raczej z tradycyjnej muzyki skandynawskiej. Takim klimatem przepełnione są dwie kolejne kompozycje. Gitarzysta Finn Sjöberg i klawiszowiec Fred Hellman, z perkusyjnym akompaniamentem Rune'a Carlssona, "malują" w nich za pomocą swoich instrumentów przepiękne muzyczne pejzaże. "På En Sten" wyróżnia się ślicznym wstępem, w którym cudowanie przeplatają się partie gitary i fletu, gitarowo-organową częścią środkową, oraz pojawiającą się pod koniec jazzującą solówką na pianinie. Jeszcze wspanialej wypada "Gånglåt Från Valhallavägen" z przepięknym motywem przewodnim, będącym punktem wyjścia do dłuższych improwizacji Sjöberga i Hellmana. Utwór trwa prawie dziewięć minut, ale jest tak hipnotyzujący (klimat przypomina "Careful with That Axe, Eugene" Pink Floyd), że w ogóle nie odczuwam tej długości. Niesamowita kompozycja, jeden z najwspanialszych znanych mi instrumentali.

Drugą stronę rozpoczyna tytułowy "Kattvals" - ciężka, jazzrockowa improwizacja, z bardzo gęstym rytmem i praktycznie bez śladów melodii. Jego kompletnym przeciwieństwem jest kolejny utwór, "The Sudden Grace", wyróżniający się na tle całego albumu bardziej konwencjonalnym, niemalże piosenkowym charakterem. Ciekawie przeplatają się tutaj partie dwóch gitar i klawiszy, grających bardzo chwytliwy temat, rozwijany oczywiście w solowe popisy. "Vågspel" to powrót do tego charakterystycznego dla grupy, "malowniczego", klimatycznego grania. Tym razem jednak jest to całkowicie solowy popis Hellmana, który wydobywa ze swoich organów Hammonda przepiękne dźwięki. Utwór płynnie przechodzi w energetyczny "Ölandsshuffle" - pogodny utwór z psychodelicznymi organami i zadziornymi zagrywkami na gitarze. Ogólnie jest to zatem bardzo zróżnicowany album, z ciekawymi aranżacjami i bardzo dobrą, zintegrowaną grą muzyków. Gorąco polecam wszystkim wielbicielom progresywnego / jamowego grania. A choć osobiście nie przepadam za albumami w całości instrumentalnymi, "Kattvals" jest jednym z kilku wyjątków.

Pozostaje tylko żałować, że Kvartetten Som Sprängde przestał istnieć wkrótce po wydaniu tego albumu. Choć warto dodać, że wszyscy muzycy grupy w 1973 roku wzięli udział w nagrywaniu albumu "Valhall" folkowego wokalisty Bernta Stafa - pod względem stylistycznym była to już jednak zupełnie inna muzyka, zdecydowanie mniej interesująca. Później drogi muzyków się rozeszły. Rune Carlsson wrócił do pracy muzyka sesyjnego (już wcześniej współpracował m.in. z Krzysztofem Komedą i Bo Hanssonem). W jego ślady postanowił pójść Finn Sjöberg (także wystąpił na kilku albumach Hanssona, wspierał też w studiu... ABBĘ), który ponadto w 1978 roku zadebiutował jako solista albumem "Finn". Fred Hellman wycofał się natomiast z muzycznego biznesu.

Ocena: 8/10



Kvartetten Som Sprängde ‎- "Kattvals" (1973)

1. Andesamba; 2. På En Sten; 3. Gånglåt Från Valhallavägen; 4. Kattvals; 5. The Sudden Grace; 6. Vågspel; 7. Ölandsshuffle

Skład: Finn Sjöberg - gitara, flet; Fred Hellman - instr. klawiszowe; Rune Carlsson - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Anders Burman


9 komentarzy:

  1. Pierwszy raz słuchałem tego albumu z 15 lat temu u kumpla i zapomniałem o nim. Dopiero recenzja na jednym z blogów które u siebie polecasz, przypomniała mi o nim. Kupiłem ją na winylu, oczywiście wznowienie bo na oryginał mnie nie stać. Świetny album. Dobrze, że są blogi, które przypominają o takich perełkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiedziałem, że na innym blogu jest recenzja tego albumu, muszę poszukać ;) Też chętnie bym sobie kupił ten longplay, chociaż reedycję.

      Usuń
  2. Całkiem możliwe, że kolega wspomniał o moim blogu, ale może jeszcze ktoś wspominał o tym albumie ;-)
    Wspaniały, prawda?
    Notabene można kupić to wznowienie za niecałe 130 złotych. Warto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy znasz szwedzką progresywną grupę Änglagård?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kojarzę, a warto znać?

      Usuń
    2. Jeżeli ktoś bardzo lubi główny nurt klasycznego proga i - to ważna uwaga - naprawdę dobrze się już z nim osłuchał, a nadal chce więcej słuchanie retro proga (Änglagård, Anekdoten, After Crying, Discipline i tak dalej - sporo tego jest) ma sens, ale dla wszystkich innych raczej nie. Änglagård jest obiektywnie patrząc jednym z najlepszych z tego typu zespołów, ale to jest już nawet nie nisza, ale fan-art. W sumie poprawny i z niezłymi pomysłami, ale przede wszystkim dla maniaków, bo wątpię, żeby kogokolwiek z zewnątrz mogła ich muzyka zainteresować.

      Natomiast w wypadku autora bloga, który nie tylko rzadko zapuszcza się w nieco mniej znane progowe rejony, ale nawet nie pisze (być może słyszał, ale recenzji chyba nie było) o części z tych najbardziej podstawowych grup jak Camel, Gentle Giant, czy VDGG branie się za szwedzki retro prog to trochę tak, jakby ktoś, kto tak sobie zna The Beatles zabierał się za britpop. Raczej bez sensu.

      Usuń
    3. Autor zna zespoły z drugiego akapitu i być może kiedyś o nich napisze. Natomiast nie chce poznawać żadnego rocka re(tro-pro)gresywnego.

      A już myślałem, że to jakiś ciekawy zespół z lat 70. w stylu Kvartetten...

      Usuń
    4. To dobrze :D

      Chociaż mówiąc serio, to z retro proga sprawdź zespół Wobbler. Nagrali 3 naprawdę dobre płyty, które równie dobrze mogłyby wyjść w latach 70'. I jeszcze coś nie do końca retro (ale trochę tak) czyli Morte Macabre - "Symphonic Holocaust", bo to zaskakująco dobry album, który powoli staje się kultowy (ma prawie 20 lat).

      Co się tyczy klasycznej, progowej Szwecji polecam przyjrzeć się:

      Älgarnas Trädgård - Framtiden är ett svävande skepp, förankrat i forntiden
      Archimedes Badkar - Tre
      Berits Halsband - Berits Halsband
      Fläsket Brinner - Fläsket Brinner
      Bo Hansson - Sagan om ringen
      International Harvester - Sov gott Rose-Marie
      Kultivator - Barndomens Stigar
      Ragnarök - Ragnarök
      Samla Mammas Manna - 4 pierwsze płyty. To dość nietypowa muzyka, ale warto przynajmniej wiedzieć, że był taki zespół.
      Trettioåriga Kriget - Krigssång

      I pewnie wielu innym płytom. W ogóle cała progresywna Skandynawia to ciekawy do eksploracji teren :)

      Usuń
    5. Dzięki za propozycje ;) Znam tylko Ragnarök i Bo Hanssona.

      W najbliższy piątek będzie na blogu coś z duńskiego progrocka - recenzja jest już napisana i przygotowana do publikacji ;)

      Usuń