25 sierpnia 2016

[Recenzja] Blues Pills - "Lady in Gold" (2016)



Blues Pills, jedna z największych nadziei muzyki rockowej ostatnich lat, powraca z drugim albumem studyjnym. Choć od wydania debiutu, zatytułowanego po prostu "Blues Pills", minęły zaledwie dwa lata, zespół zdążył zmienić skład (perkusistę Cory'ego Berry'ego zastąpił André Kvarnström) i przejść zaskakującą metamorfozę stylistyczną. Dominująca na debiucie inspiracja blues rockiem ustąpiła miejsca wpływom... soulowym. Zdecydowanie większą rolę zaczęły odgrywać brzmienia klawiszowe - na poprzednim albumie występujące w śladowych ilościach, tutaj zaś wysunięte często na pierwszy plan i zachwycające swoim bogactwem (oprócz popularnych w muzyce rockowej organów i pianina, pojawia się też rzadziej, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, stosowany melotron). Odbyło się to kosztem partii gitarowych - Dorian Sorriaux niemal nie gra tu żadnych solówek (a przecież jego popisy są jednym z największych atutów debiutu). Zupełną nowością są natomiast chórki, podkreślające soulowy charakter albumu. Zresztą głos Elin Larsson też nabrał bardziej soulowej barwy.

Najbardziej radykalnym przykładem tych zmian jest ballada "I Felt a Change", oparta wyłącznie na akompaniamencie klawiszy. Dzięki temu dość ascetycznemu podkładowi można w pełni docenić wokalny talent Larsson. Ogólnie jest to całkiem ciekawy eksperyment. Innym zaskakującym utworem jest "Bad Talkers", w którym największą rolę odgrywa chórek. Kompozycyjnie nie jest to jednak zbyt udany kawałek, bodajże najsłabszy na albumie. Na szczęście nie zabrakło tu bardziej rockowego grania. Bardzo chwytliwy utwór tytułowy, "Won't Got Back" albo "Rejection", mimo sporej roli klawiszy i soulowych chórków, mają w sobie też sporo rockowego czadu, dzięki energetycznej grze sekcji rytmicznej, ciężkim - choć schowanym w miksie - partiom gitary, oraz ekspresyjnym wokalom Elin. Z kolei w "Burned Out" i "You Gotta Try" w końcu większą rolę odgrywa Sorriaux, prezentujący bluesowe zagrywki, świetnie uzupełniane organowym tłem. Te dwa utwory najbliższe są poprzedniego albumu, mimo zdecydowanie bogatszego brzmienia. Gitarzysta pole do popisu ma także w początkowo balladowym, ale stopniowo zaostrzającym się "Gone So Long", w którym gra krótką, ale całkiem zgrabną solówkę. Zadziornie i intensywnie brzmi także finałowy "Elements and Things", oryginalnie nagrany w 1969 roku przez dziś już zapomnianego amerykańskiego muzyka Tony'ego Joe'ego White'a.

Cieszy, że muzycy Blues Pills nie chcą stać w miejscu, tylko rozwijają swój styl - i to w dość zaskakującym i nietypowym, ale bardzo interesującym kierunku. "Lady in Gold" jest na pewno albumem bardziej dojrzałym od swojego poprzednika, choć pod względem kompozytorskim prezentują podobny poziom (utwory są zgrabne, całkiem chwytliwe, lecz do rockowych klasyków im daleko). Obawiam się tylko, że przez ten stylistyczny zwrot grupa może stracić więcej dotychczasowych fanów, niż zyskać nowych.  Mnie jednak przekonali swoim nowym materiałem.

Ocena: 7/10



Blues Pills - "Lady in Gold" (2016)

1. Lady in Gold; 2. Little Boy Preacher; 3. Burned Out; 4. I Felt a Change; 5. Gone So Long; 6. Bad Talkers; 7. You Gotta Try; 8. Won't Go Back; 9. Rejection; 10. Elements and Things

Skład: Elin Larsson - wokal; Dorian Sorriaux - gitara; Zack Anderson - bass; André Kvarnström - perkusja
Gościnnie: Rickard Nygren - organy; Per Larsson - pianino; Tobias Winterkorn - melotron; Don Alsterberg - ksylofon; Carl Lindvall, Ellinor Svensson, Sofie Lee Johansson - dodatkowy wokal
Producent: Don Alsterberg


10 komentarzy:

  1. To raczej pikowanie - wypełnianie dotychczasowej, muzycznej przestrzeni niepotrzebnymi dodatkowymi dźwiękami pozbawia BP przysłowiowego pazura i obawiam się, iż z pierwotnie niezłego surowego grania wkrótce pozostanie niewiele. BP zatraci to "coś" i wtopi się w muzycznie mdławe otoczenie. Oby się opamiętali - czas na natychmiastową męską rozmowę z producentem, bo za chwilę będzie za późno. Komercja zaczyna - co prawdę nieśmiało - ale już jednak pukać w pigułki. I to nie szczypta soul'u jest tego przyczyną. Moim zdaniem to nie dojrzałość, a uległość wykreowała taki, a nie inny album. A może BP to tylko efemeryda ? Zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Debiut Blues Pills wygrał moje prywatne podsumowanie roku 2014. Dlatego z niecierpliwością czekałem na płytę nr 2. I cieszę, że zespół nie nagrał kopii "Blues Pills". Wydaje mi się, że tegoroczne wydawnictwo wymaga kilku przesłuchań, by w pełni ją docenić. Na chwilę obecną "Lady In Gold" to jedna z ciekawszych płyt AD 2016. Przynajmniej dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod względem płytowych premier jest to, przynajmniej moim zdaniem, fatalny rok. Mało ciekawych nowości, dużo rozczarowań. Ten album na pewno jest jednym z lepszych, ale prawie nie ma żadnej konkurencji.

      Usuń
    2. Obyśmy do tego drugiego worka nie musieli dołożyć nowego albumu Mety :) "Hardwired" póki co nie powala.

      Usuń
    3. Po nowej Metallice nie spodziewam się żadnej rewelacji, ale na pocieszenie zostają udane nowe albumy Megadeth i Anthrax ;) Osobiście czekam na kolejny album Opeth, chociaż singiel nie zapowiada niczego interesującego.

      Usuń
  3. Na podsumowanie roku przyjdzie zapewne czas. Na razie oceniajmy jednak muzyczne - szczególnie nowe - dokonania "na dziś, na teraz" - w oderwaniu od rankingów (płyta roku), które i tak praktycznie niczego nie wnoszą. I tak, każdy z nas wybierze dla siebie to co go poruszy - bez względu na to jak to oceniać będą inni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też jestem ciekawy nowego albumu Opeth. Singiel świetny, czyżby szykował się powrót do death metalu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w którym to miejscu ten singiel jest deathmetalowy?

      Usuń
  5. W żadnym, ale tak ciężko nie grali od dawna. Może na albumie pojawi się jakiś growl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno nie ma być growli. I całe szczęście, przynajmniej dla mnie ;) Liczę na kolejny album w stylu "Pale Communion", bo to bardzo dobry longplay jest. Chociaż nowy singiel mnie nie zachwycił, a wręcz znudził i wymęczył.

      Usuń