23 lipca 2016

[Recenzja] Ten Years After - "Cricklewood Green" (1970)



"Cricklewood Green" to jeden z największych sukcesów - artystycznych i komercyjnych - Ten Years After. Pod względem stylistycznym album jest bardziej zróżnicowany od swojego poprzednika, "Ssssh", ale zarazem bardziej spójny od "Stonedhenge". Muzykom udało się znaleźć własne brzmienie, dzięki któremu zachowują rozpoznawalność, mimo poruszania się po różnych stylach. Przeważającym elementem oczywiście wciąż jest blues, ale już nie pełni tak dominującej roli, jak na "Ssssh", nie wspominając nawet o debiutanckim "Ten Years After".

Longplay rozpoczyna się od dwóch bardzo energetycznych i przebojowych kawałków - "Sugar the Road" i "Working on the Road". Wszystko jest tutaj na właściwym miejscu: ostre, porywające partie gitary Alvina Lee, przyjemne organowe tło Chicka Churchilla, a także ta sprawna gra Leo Lyonsa i Rica Lee. Ciekawostką jest użycie syntezatora we wstępie pierwszego z tych utworów - w chwili wydania tego albumu wciąż było to coś innowacyjnego i odważnego, jak na rockowy zespół. "50,000 Miles Beneath My Brain" to już bardziej złożona kompozycja. Utwór rozpoczyna się spokojnie, nastrój jest nieco senny, ale muzycy stopniowo zaostrzają swoje parte, a nad całością unosi się psychodeliczny klimat. Słabiej na tle całości wypada "Year 3,000 Blues", zdradzający wpływy country i akustycznego bluesa. Na szczęście to jedyny utwór odstający poziomem od reszty.

O swojej fascynacji jazzem zespół przypomina w "Me and My Baby". Utwór jest prawdziwym popisem wszystkich muzyków - długie solówki na gitarze i pianinie fantastycznie zazębiają się ze swingującą grą sekcji rytmicznej. "Love Like a Man" to kolejny majstersztyk. Rewelacyjny motyw przewodni, wspaniała linia melodyczna i długa część instrumentalna z porywającą improwizacją muzyków. Utwór był pierwszym singlowym przebojem Ten Years After (choć w znacznie gorszej, wersji, skróconej z prawie ośmiu minut do trzech). Po tak ekscytującym nagraniu przydaję się chwila wytchnienia w postaci uroczego "Circles", zdradzającego wpływy folkowe. Na zakończenie czeka jeszcze jedna perełka - "As the Sun Still Burns Away", oparty na "skradającym się" motywie, najpierw granym tylko na basie, później unisono z gitarą i organami. Fantastyczne solówki Alvina pomagają budować intrygujący nastrój.

Ze wszystkich studyjnych albumów Ten Years After właśnie "Cricklewood Green" najbliższy jest ideału. Nie licząc jednego utworu, wszystkie pozostałe prezentują bardzo wysoki poziom, zaś razem składają się na naprawdę rewelacyjny album. Album różnorodny, a zarazem całkiem spójny.

Ocena: 9/10



Ten Years After - "Cricklewood Green" (1970)

1. Sugar the Road; 2. Working on the Road; 3. 50,000 Miles Beneath My Brain; 4. Year 3,000 Blues; 5. Me and My Baby; 6. Love Like a Man; 7. Circles; 8. As the Sun Still Burns Away

Skład: Alvin Lee - wokal i gitara; Chick Churchill - instr. klawiszowe; Leo Lyons - bass; Ric Lee - perkusja
Producent: Alvin Lee


1 komentarz:

  1. To właśnie ten album miałem na myśli, komentując Twą recenzję "Ssssh", iż najlepsze płyty TYA jeszcze przed nami. Do dziś pamiętam dreszcz jaki mnie przeszedł, gdy igła gramofonowa wydobyła pierwsze dźwięki "Love Like A Man" - i choć od tamtej chwili minęły całe lata, za każdym razem pojawiają się niemałe emocje, gdy słucham tego kawałka i... ZAWSZE ale to ZAWSZE, gdy tylko się kończy, słucham go ponownie - przynajmniej raz jeszcze. Naturalnie "Cricklewood Green" to wspaniały album nie tylko z powodu koronnego rzec można "Love..." - ale, ale przed nami kolejna bardzo dobra - choć niedoceniana - płyta, której już "otwarcie" każdorazowo wprowadza mnie w kapitalny nastrój, nakazujący... więcej, jeszcze więcej TYA. No, ale o tym na razie cicho-sza.. :-)

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.