8 lipca 2016

[Recenzja] Mike Bloomfield, Al Kooper & Stephen Stills - "Super Session" (1968)



Bloomfield, Kooper & Stills to supergrupa, która tak naprawdę nigdy nie istniała. "Trio" nigdy nie pojawiło się razem ani studiu, ani na scenie. To jednak nie było przeszkodą dla działu marketingowego Columbia Records, który postanowił takim szyldem reklamować te nagrania. Nagrania, które tak naprawdę są efektem spontanicznego, dwudniowego jamu. Pomysłodawcami projektu byli Al Kooper i Mike Bloomfield. Obaj grali razem już wcześniej, wspierając Boba Dylana w nagraniu albumu "Highway 61 Revisited". W 1968 obaj postanowili rozstać ze swoimi ówczesnymi zespołami - Kooper z Blood, Sweat & Tears, a Bloomfield z Electric Flag (który stworzył po odejściu z The Butterfield Blues Band). Muzycy zaangażowali basistę Harveya Brooksa (który również brał udział w nagrywaniu "Highway...", zaś później był członkiem Electric Flag), klawiszowca Barry'ego Goldberga (także z Electric Flag), oraz cenionego perkusistę sesyjnego Eddiego Hoha. Następnie wynajęli na dwa dni studio nagraniowe. Pierwszego dnia wszystko szło idealnie, jednak następnego dnia nie zjawił się Bloomfield. Wtedy właśnie Kooper zwrócił się o pomoc do Stephena Stillsa, który akurat nie miał nic do roboty - dopiero co odszedł z Buffalo Springfield, a supergrupy Crosby, Stills & Nash nie było jeszcze nawet w planach.

Album "Super Session" powstał właśnie podczas tych dwóch dni. Pierwszą stronę winylowego wydania wypełniły nagrania z pierwszego dnia, natomiast na drugą stronę trafiły efekty drugiego dnia sesji. Bloomfieldowa część albumu to przede wszystkim instrumentalne bluesowe jamy w średnim lub wolnym tempie, pełne porywających gitarowych solówek i klawiszowych popisów Koopera ("Albert's Shuffle", "Stop", "Really"). Urozmaiceniem są bardziej piosenkowy "Man's Temptation" - soulowy utwór autorstwa Curtisa Mayfielda, w którym pojawia się partia wokalna, a w akompaniamencie dominują dęciaki - a także niemal dziesięciominutowy jazzowy jam "His Holy Modal Majesty" (w podobnym klimacie, co "East-West" The Butterfield Blues Band), w którym wrażenie robią przede wszystkim popisy Bloomfielda i Brooksa. Druga strona albumu to już zupełnie inna muzyka. Znalazły się tutaj kolejne piosenkowe utwory, w postaci psychodelicznych wersji "It Takes a Lot to Laugh, It Takes a Train to Cry" Boba Dylana i "You Don't Love Me" Williego Cobbsa. Nawet rozbudowany do jedenastu minut "Season of the Witch", z repertuaru Donovana, brzmi dość piosenkowo, dopiero pod koniec nabiera bardziej improwizowanego charakteru. Znalazła się tu jeszcze bardzo ładna, jazzująca miniaturka "Harvey's Tune".

"Super Session" to dość dziwna, niespójna mieszanina instrumentalnych jamów i coverów popularnych utworów. Jak na materiał zarejestrowany w ciągu zaledwie dwóch dni w różnych składach, wypada jednak całkiem przyzwoicie. Zresztą trudno byłoby wskazać tutaj jakieś słabsze momenty - jedyną poważną wadą jest brak spójności.

Ocena: 8/10



Mike Bloomfield, Al Kooper & Stephen Stills - "Super Session" (1968)

1. Albert's Shuffle; 2. Stop; 3. Man's Temptation; 4. His Holy Modal Majesty; 5. Really; 6. It Takes a Lot to Laugh, It Takes a Train to Cry; 7. Season of the Witch; 8. You Don't Love Me; 9. Harvey's Tune

Skład: Al Kooper - wokal, instr. klawiszowe, gitara; Mike Bloomfield - gitara (1-5); Stephen Stills - gitara (6-9); Harvey Brooks - bass; Eddie Hoh - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Barry Goldberg - pianino (1,2)
Producent: Al Kooper


1 komentarz:

  1. Jedna z moich ukochanych płyt bardzo melancholijna i stonowana a zarazem pełna "podskórnego" żaru. Polecam gorąco również przesłuchać The Outlaw Blues Band "Breaking in".Udało mi się kiedyś to kupić na winylu w Stanach teraz w dobrej kondycji kosztuje majątek a wznowienia brak. Za to można kupić jedynkę tej grupy ale to już trochę inna bajka - jest ostrzej i więcej dęciaków. Też polecam

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.