13 lipca 2016

[Recenzja] John Mayall - "Blues from Laurel Canyon" (1968)



John Mayall, znudzony ciągłymi zmianami składu Bluesbreakers, postanowił porzucić ten szyld. "Blues from Laurel Canyon" jest zatem jego drugim albumem solowym. W przeciwieństwie jednak do "Blues Alone", tutaj towarzyszy mu pełny skład - wciąż z Mickiem Taylorem na gitarze, ale też z nową sekcją rytmiczną, basistą Stevem Thompsonem i perkusistą Colinem Allenem. Pod względem muzycznym longplayowi daleko do ascetycznego "Blues Alone", ale także do przebogatego aranżacyjnie "Bare Wires". Mayall znalazł tutaj "złoty środek". Gitara, organy, sekcja rytmiczna i gdzieniegdzie harmonijka - to w zupełności wystarcza, aby zapewnić "pełne" brzmienie.

"Blues from Laurel Canyon" uznawany jest za najbardziej rockowy album Mayalla. I rzeczywiście, dominuje tutaj dynamiczne, zadziorne granie. Dobrą zapowiedzią jest już rozpoczynający całość energetyczny "Vacation", z przykuwającymi uwagę, porywającymi popisami Taylora. Oczywiście, podstawą wciąż są bluesowe patenty. Jednak Mayall prezentuje tutaj dość innowacyjne podejście do tej muzyki. Przede wszystkim jeśli chodzi o strukturę albumu - utwory płynnie przechodzą w kolejne, sprawiając wrażenie jednej długiej kompozycji (właściwie dwóch, bo materiał musiał być podzielony na dwie strony płyty winylowej). To patent charakterystyczny dla rocka progresywnego, na wydawnictwach bluesowych wcześniej niespotykany. Z rockiem progresywnym kojarzy się także finałowa, dziewięciominutowa kompozycja "Fly Tomorrow" - być może najlepsza w całym dorobku Mayalla. Zaczyna się bardzo klimatycznie, a potem cudownie się rozwija. Mick w końcu może w pełni pokazać swoje umiejętności, grając bardzo długą, rewelacyjną solówkę. Organy Johna świetnie dopełniają brzmienie, a sekcja rytmiczna gra jak natchniona.

Pomiędzy dwoma wspomnianymi utworami też dzieje się dużo dobrego. Na szczególne wyróżnienie zasługuje chociażby dynamiczny "Somebody's Acting Like a Child", zbudowany na fantastycznym basowym motywie. Świetnie wypadają tu też partie harmonijki. Swoje umiejętności gry na tym instrumencie Mayall prezentuje także w "Ready to Ride" (który jednak wyróżnia się przede wszystkim wyjątkowo ciężkim gitarowym riffem), natomiast w "Miss James" zachwyca grą na organach. "Long Gone Midnight" to z kolei przede wszystkim popis Taylora, który gra tutaj kolejne wyśmienite solo. Nie można nie wspomnieć o bardzo subtelnym "First Time Alone", opartym wyłącznie na delikatnym akompaniamencie organów i stonowanych partiach gitary. Co ciekawe, w nagraniu tego utworu gościnnie wziął udział były gitarzysta Bluesbreakers, Peter Green. Trochę jednak szkoda, że przypadła mu w udziale akurat ta kompozycja, nie dająca za wiele miejsca do popisu. Całości dopełniają typowe, lecz całkiem przyjemne kawałki bluesrockowe - vide "Walking on Sunset" czy "2401".

Na "Blues from Laurel Canyon" John Mayall intrygująco połączył swoje bluesowe korzenie z bardziej ambitnym podejściem, znanym z nagranego kilka miesięcy wcześniej, eksperymentalnego "Bare Wires".Efekt jest naprawdę bardzo dobry. Longplay w niczym nie ustępuje wydawnictwom Mayalla pod szyldem Bluesbreakers.

Ocena: 8/10



John Mayall - "Blues from Laurel Canyon" (1968)

1. Vacation; 2. Walking on Sunset; 3. Laurel Canyon Home; 4. 2401; 5. Ready to Ride; 6. Medicine Man; 7. Somebody's Acting Like a Child; 8. The Bear; 9. Miss James; 10. First Time Alone; 11. Long Gone Midnight; 12. Fly Tomorrow

Skład: John Mayall - wokal, gitara, instr. klawiszowe, harmonijka; Mick Taylor - gitara; Steve Thompson - bass; Colin Allen - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Peter Green - gitara (10)
Producent: Mike Vernon i John Mayall


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.