11 lipca 2016

[Recenzja] Groundhogs - "Split" (1971)



"Split" to największe osiągnięcie Groundhogs. Zarówno pod względem komercyjnym (5. miejsce na UK Album Chart - a mogło być nawet wyższe, lecz wytłoczono za mało egzemplarzy), jak i - przede wszystkim - artystycznym. Było to możliwe w tamtych czasach, gdy ogromną popularnością cieszyła się muzyka hardrockowa (jeszcze w ambitniejszej formie, przed skomercjalizowaniem jej przez grupy pokroju Aerosmith) i progrockowa. Zawartość "Split" może się podobać wielbicielom obu tych stylów. Brzmienie jest ciężkie, stricte hardrockowe, zaś same kompozycje ambitne i nawet jak na tamte czasy niezbyt radiowe. Dlatego też można uznać, że zespół nie wpasował się w ówczesne trendy w celu zdobycia większej popularności, lecz było to spowodowane chęcią rozwoju, poszukiwania nowych rozwiązań. Sukces przyszedł bez żadnych kompromisów.

Całą pierwszą stronę winylowego wydania wypełniają cztery kompozycje o wspólnym tytule "Split". Pod względem muzycznym nie tworzą one całości - każdy utwór ma swój początek i zakończenie - są za to spójne tekstowo. Tony McPhee nawiązał tutaj do swoich własnych przeżyć, kiedy miał wrażenie, że popada w schizofrenię. Warstwa wokalna jest tu jednak tylko dodatkiem; dominuje granie instrumentalne z porywającymi gitarowymi popisami i intensywną grą sekcji rytmicznej. W utworach sporo się dzieje, mnóstwo w nich świetnych riffów (szczególnie w "Part Two") i ekscytujących solówek, ale nie brakuje też dobrych, wyrazistych melodii. Brzmienie jest cięższe niż na poprzednich albumach, ale zespół zachował rozpoznawalność - McPhee ma swój własny, unikalny styl gry na gitarze. Ciekawie wypada także druga strona albumu. Energetyczny, ciężki "Cherry Red" to najbardziej przebojowy kawałek. Muzycznie utwór jest świetny, ale partia wokalna częściowo śpiewana jest irytującym falsetem. W najkrótszym na płycie "A Year in the Life" muzycy nieco zwalniają tempo i ściszają wzmacniacze, nie jest to jednak typowa ballada. W "Junkman" zespół pokazuje swoje bardziej eksperymentalne oblicze - szczególnie w jego drugiej połowie, składającej się wyłącznie z gitarowych zgrzytów. Na sam koniec muzycy wracają natomiast do swoich korzeni - "Groundhog" to tradycyjny blues, inspirowany utworem "Groundhog's Blues" Johna Lee Hookera, któremu zresztą grupa zawdzięcza swoją nazwę.

"Split" to album trudny do zaszufladkowania. Brzmienie jest stricte hardrockowe, ale podejście muzyków jest bardziej progrockowe, w dodatku czasami przypominają o swoich bluesowych korzeniach. Bez względu jednak na to, jaki to styl, jest to po prostu bardzo dobra muzyka. Zdecydowanie najlepszy longplay w dorobku Groundhogs, może tylko nieznacznie ustępująca ówczesnym dokonaniom rockowej czołówki (choć od części z nich na pewno lepsza). Pozycja absolutnie obowiązkowa.

Ocena: 9/10



Groundhogs - "Split" (1971)

1. Split (Part One); 2. Split (Part Two); 3. Split (Part Three); 4. Split (Part Four); 5. Cherry Red; 6. A Year in the Life; 7. Junkman; 8. Groundhog

Skład: Tony McPhee - wokal i gitara; Peter Cruikshank - bass; Ken Pustelnik - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Tony McPhee


1 komentarz:

  1. Świetny album! Jak pierwszy raz go usłyszałem byłem w szoku, że pomniejszy zespół rockowy (bo nie oszukujmy się, Groundhogs nie był ani szczególnie odkrywczy, ani niczemu w żaden sposób nie liderował) mógł nagrać coś aż tak dobrego. Inne ich płyty też bywają fajne, ale "Split" to był przebłysk geniuszu.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.