31 lipca 2016

[Blog] Looking Back: czerwiec / lipiec

W poprzednim miesiącu zaniechałem napisania podsumowania, dlatego tym razem będzie podwójne. Po raz pierwszy pod nową nazwą, już nie jako mogące wprowadzać w błąd "Podsumowanie miesiąca", a "Looking Back" (od tytułu albumu/składanki Johna Mayalla). Zastanawiam się jeszcze tylko czy może nie lepsze byłoby polskie tłumaczenie, czyli "Spojrzenie wstecz" (sugestie mile widziane w komentarzach). Jeżeli natomiast chodzi o formułę tych wpisów, to przynajmniej na razie pozostanę przy opisywaniu nowości w swojej kolekcji płyt. A w ciągu dwóch ostatnich miesięcy przybyło do niej trochę nowych pozycji. W czerwcu na aukcjach internetowych wylicytowałem dwa albumy Grand Funk Railroad - dość trudno dostępne, ale kupione w rozsądnej cenie "On Time" i "E Pluribus Funk" - a także "Wild Frontier" Gary'ego Moore'a.


W czerwcu wybrałem się także na giełdę winylową w Gdańsku, gdzie zdobyłem kolejne trzy albumy: "Valentyne Suite" Colosseum (niestety reedycję, ale dość wczesną), a także dwie kultowe koncertówki: "Strangers in the Night" UFO i "Live and Dangerous" Thin Lizzy.


Kolejnych, już lipcowych, zakupów dokonałem znów na aukcjach internetowych. Najpierw kupiłem "Recorded Live" Ten Years After - kolejną koncertówkę, nie tak popularną jak dwie powyższe, ale moim zdaniem jeszcze bardziej porywającą. Następnie w końcu udało mi się upolować "Then Play On" Fleetwood Mac i to w tej najbardziej "słusznej" wersji (z fantastycznymi "Without You" i "One Sunny Day", które w wydaniu amerykańskim zastąpił "Oh Well (Part I & II)" - też świetny utwór, ale mam go na składaku "Greatest Hits"). I w końcu wygrałem także licytację z "A Matter of Life and Death" Iron Maiden - kolejnego albumu ciężkiego do zdobycia na winylu. Właściwie nie sądziłem, że się uda wygrać licytację, a decyzję o udziale w niej podjąłem dwie minuty przez jej zakończeniem.


Obowiązkowo musiałem także pojawić się na gdańskim Jarmarku Dominikańskim. Oczywiście pierwszego dnia, kiedy stoiska z winylami nie są jeszcze poprzebierane. Rozczarowała mnie mniejsza, w porównaniu z poprzednimi latami, ilość stoisk z muzyką, w dodatku na żadnym z nich nie było albumów, na których znalezienie najbardziej liczyłem (np. "East-West" The Butterfield Blues Band", albo "Happy Trails" Quicksilver Messenger Service). Mimo wszystko, znalazłem kilka fajnych bluesrockowych pozycji: "Cricklewood Green" Ten Years After", "A Hard Road" i "Looking Back" Johna Mayalla, oraz "Completely Well" B.B. Kinga.


W ciągu ostatnich dwóch miesięcy nie miałem natomiast zbyt wiele czasu na odkrywanie nowej muzyki. Mimo tego starałem się przesłuchać jak najwięcej albumów. W ostatnim czasie sięgałem często po "prawdziwy" blues (w wykonaniu m.in. Alberta Kinga, Williego Dixona, Howlin' Wolfa i Muddy'ego Watersa), jazz rock (Soft Machine, Frank Zappa, Mahavishnu Orchestra, wczesny Santana, Jeff Beck), a nawet funk (Sly and the Family Stone); tradycyjnie nie zabrakło też cięższego grania (długo by wymieniać). Posłuchałem też albumów wykonawców, których fenomenu nigdy nie rozumiałem, by przekonać się, że dalej tego nie rozumiem (Joy Division, David Bowie, The Police). Więcej grzechów nie pamiętam.

1 komentarz:

  1. Tak na szybko, w miejsce "LOOKING BACK" i troszkę z przymrużeniem oka - „Na wstecznym”/ „Wczoraj…” / „Było - nie minęło” / "Wspominki" / „Moje retrospekcje” / „Lornetka czasu” / „Lupa przeszłości” / „Minione płyty” / „Obgadane kruki/krążki” / "Za nami.." i możliwe wzajemne kombinacje :-). Skorzystasz - OK.Nie skorzystasz - OK. A fenomenu wymienionych wykonawców rzeczywiście nie sposób w żaden sposób pojąć. Cóż - to tylko PRODUKTY jakich przybywa każdego dnia. Długo by można na ten temat, ale po co ? Wolę - jako zagorzały Zappoman - dysputy o Franciszku Wincentym bądź jako miłośnik Canterbury Scene o Soft Machine, Caravan, Gong etc. Mahavishnu, Weather Report, Nucleus czy Passport to też niezłe tematy... :-)

    OdpowiedzUsuń