8 czerwca 2016

[Recenzja] The Butterfield Blues Band - "East-West" (1966)



Lato 1966 roku przyniosło dwa albumy, które zdefiniowały muzykę bluesrockową. Najpierw, w lipcu, ukazał się "Blues Breakers" Johna Mayalla i Erica Claptona, który pokazał Europejczykom, że muzyka bluesowa, dotąd popularna głównie wśród Afroamerykanów, może być atrakcyjna również dla nich. Wystarczyło tylko połączyć ją z rockową energią. Zaledwie kilka tygodni później, już w sierpniu, ukazał się album "East-West" amerykańskiej grupy The Butterfield Blues Band, na którym zaprezentowano jak elastyczne mogą być ramy owego bluesrockowego stylu.

Korzenie zespołu sięgają początku lat 60., kiedy na Uniwersytecie w Chicago poznało się dwóch wielbicieli bluesa - Paul Butterfield i Elvin Bishop. Pierwszy śpiewał i grał na harmonijce, drugi na gitarze, więc szybko zaczęli wspólnie jamować. Kiedy, gdzieś w 1963 roku, zaoferowano im występy w jedynym z lokalnych klubów, duet postanowił zaprosić do współpracy sekcję rytmiczną wspomagającą w tamtym czasie Howlin' Wolfa - basistę Jerome'a Arnolda i perkusistę Sama Laya. Pierwszy występ okazał się sukcesem i kwartet postanowił nawiązać trwałą współpracę. Podczas jednego z kolejnych występów, wśród publiczności znalazł się początkujący producent Paul A. Rothchild (który wkrótce miał zyskać sławę, odkrywając m.in. grupę The Doors), który zaproponował muzykom kontrakt. Przekonał także grupę, aby przyjąć do składu świetnego gitarzystę Mike'a Bloomfielda, będąc pod wrażeniem jego okazjonalnego jamu z Paulem Butterfieldem. Wkrótce zespół poszerzył się jeszcze o klawiszowca Marka Naftalina. W tym składzie zarejestrowany został debiutancki album grupy, "The Paul Butterfield Blues Band", wydany pod koniec 1965 roku. Longplay składa się głównie z energetycznych przeróbek utworów chicagowskich bluesmanów, uzupełnionych nowymi kompozycjami w tym stylu.

Dopiero drugi album, "East-West" pokazał większą wszechstronność muzyków. Poniekąd wiązało się to z odejściem Sama Laya i przyjęciem na jego miejsce Billy'ego Davenporta - perkusisty zorientowanego bardziej na granie jazzu. Kolejna zmiana, to zwiększenie demokracji w zespole, wcześniej dominowanym przez Butterfielda. Podczas tworzenia tego albumu, pozostali muzycy mogli zaprezentować swoje pomysły, co przełożyło się na większą różnorodność. W rezultacie, obok rockowo zagranego bluesa (np. "Walkin' Blues" Roberta Johnsona, "Get Out of My Life Woman" Allena Toussainta, "Two Trains Running" Muddy'ego Watersa) i obowiązkowych bluesrockowych ballad (rewelacyjny "I Got a Mind to Give Up Living" i "Never Say No" - oba nieznanego autorstwa), znalazły się tu także utwory innego rodzaju. Jak chociażby "Mary, Mary", napisany dla grupy przez niejakiego Michaela Nesmitha (który później nagrał go ze swoją grupą The Monkees), będący właściwie utworem acidrockowym, ze sfuzzowanymi partiami gitar i bardzo chwytliwą melodią.

Z kolei dwa instrumentalne utwory, "Work Song" (z repertuaru Nata Adderleya) i "East-West" (autorstwa Bloomfielda i Nicka Gravenitesa), zdradzają silne wpływy jazzowe. Ten pierwszy to niemal ośmiominutowa improwizacja oparta na jazzowej grze sekcji rytmicznej, z rewelacyjnymi gitarowymi solówkami także o jazzowym charakterze, ale i rockowej ostrości, a także z bluesowymi popisami Butterfielda na harmonijce i organowymi solówkami Naftalina. Utwór tytułowy to z kolei 13-minutowy jam, inspirowany muzyką indyjską i twórczością Johna Coltrane'a. Sam pomysł narodził się w głowie Bloomfielda po całonocnych eksperymentach z LSD. Improwizacja opiera się na wyrazistym basowym motywie i transowej partii perkusji, które stanowią tło dla niesamowitych popisów pozostałych muzyków - przede wszystkim dla rewelacyjnych, orientalnie zabarwionych solówek gitarzystów (przypadkiem lub nie, momentami kojarzących się z "Eight Miles High" The Byrds), a także dla fantastycznych partii harmonijki. Niesamowite, jak wiele Paul Butterfield potrafił wydobyć z tak prostego instrumentu. "East-West" to jeden z najwspanialszych przykładów zarówno jazz rocka, jak i rocka psychodelicznego, jakie dane mi było słyszeć.

Jak już wspomniałem we wstępie, "East-West" to album pokazujący, że muzyka bluesrockowa nie musi ograniczać się do powielania utartych, bluesowych schematów. Że jest w niej miejsce także na eksperymenty z innymi stylami, które wcale nie muszą szkodzić spójności albumu, a mogą go bardzo ciekawie ubarwić. A akurat na tym longplayu właśnie te eksperymenty są najbardziej ekscytujące. Chociaż pozostałym utworom nie mogę nic zarzucić - to naprawdę dobrze zagrany blues rock, niczym nie ubiegający chociażby twórczości Johna Mayalla. Krótko podsumowując - "East-West" to jeden z najlepszych i najważniejszych albumów w historii i bluesa, i rocka. Wstyd nie znać.

Ocena: 10/10



The Butterfield Blues Band - "East-West" (1966)

1. Walkin' Blues; 2. Get Out of My Life Woman; 3. I Got a Mind to Give Up Living; 4. All These Blues; 5. Work Song; 6. Mary, Mary; 7. Two Trains Running; 8. Never Say No; 9. East-West

Skład: Paul Butterfield - wokal, harmonijka; Mike Bloomfield - gitara; Elvin Bishop - gitara, wokal (8); Jerome Arnold - bass; Billy Davenport - perkusja i instr. perkusyjne; Mark Naftalin - instr. klawiszowe
Producent: Mark Abramson i Paul Rothchild


3 komentarze:

  1. Super, że pojawiła się tutaj ta recenzja :) W rzeczy samej jest to album, którego wstyd nie znać!

    Swoją drogą to ciekawe, że w swoich początkach mieszanie bluesa z rockiem wiązało się z bardzo dużą otwartością muzyków na przeróżne wpływy (Coltrane, hindusi i tak dalej) i z ogromną swobodą form, podczas gdy im później taka muzyka powstawała tym bardziej była homogeniczna. Chyba najlepiej widać to w zestawieniu "East-West" z płytami Aerosmith, które ostatnio recenzujesz...

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczna płyta. "Jedynki" i "Dwójki" BBB mogę słuchać w kółko. Dzieje się tak o wielu, wielu już lat. Harmonijka Paul'a B. nie do podrobienia. MASTER.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za polecenie, świetny album!

    OdpowiedzUsuń