25 czerwca 2016

[Recenzja] Ten Years After - "Ten Years After" (1967)



Recenzje Ten Years After pojawiły się na blogu już trzy lata temu - tuż po śmierci oryginalnego wokalisty i gitarzysty grupy, Alvina Lee. Wówczas jednak nie interesowałem się szczególnie muzyką bluesrockową i miałem spore braki w wiedzy na jej temat. Dlatego też ówczesne recenzje pozbawione są właściwej perspektywy, a co więcej - kilku ważnych albumów w ogóle nie zrecenzowałem (debiutu, żadnej koncertówki). Stąd też decyzja o ponownym, dokładniejszym omówieniu twórczości tej grupy. Nowe recenzje będą pojawiać się co sobotę, natomiast stare zostaną wkrótce usunięte.

Ten Years After był jednym z pierwszych brytyjskich zespołów bluesrockowych. Wcześniej zadebiutowali tylko John Mayall, Cream i Savoy Brown. Debiut grupy ma oczywiście wiele wspólnego z pierwszymi albumami wymienionych wykonawców. Jak przeniesienie bluesowych patentów na rockowy grunt, czy obecność urockowionych wersji bluesowych standardów. Czymś oryginalnym było natomiast umieszczenie kilku dłuższych utworów o bardziej swobodnej, wręcz spontanicznej strukturze. Na debiutach Mayalla i Savoy Brown nie było takich utworów, a na "Fresh Cream" tylko jeden - "Spoonful". Zresztą utwór ten pojawia się także tutaj. W odrobinę krótszej wersji niż "kremowa", choć wciąż ponad dwukrotnie dłuższej od oryginalnego wykonania Howlin' Wolfa. Główne różnice, między oboma coverami, to partia organów (u TYA) zamiast harmonijki, oraz zupełnie inne popisy gitarowe - w obu jednak przypadkach wspaniałe; ponadto tutejsza wersja brzmi odrobinę lżej i bardziej pogodnie. Ciekawie rozbudowany i przearanżowany został także "I Can't Keep from Crying Sometimes" (oryginalnie nagrany rok wcześniej przez Ala Koopera). Najlepszym przykładem niczym nieskrępowanego grania jest natomiast finałowy "Help Me" - ponad dziewięciominutowy blues (z dorobku Sonny'ego Boya Williamsona II), którego sporą część stanowią porywające popisy Alvina Lee. Takiego utworu nie było do tamtej pory na żadnym brytyjskim albumie studyjnym.

Reszta albumu, w większości autorstwa Lee, to już utwory zdecydowanie krótsze, mieszczące się w przedziale czasowym od dwóch do trzech minut. Utwory te są bardzo zróżnicowane: od energetycznego otwieracza "I Want to Know" (z repertuaru krótko istniejącej grupy Powerhouse, w skład której wchodzili m.in. Eric Clapton, Jack Bruce i Steve Winwood), przez jazzująco-psychodeliczny instrumental "Adventures of a Young Organ" i zahaczający o muzykę country "Losing the Dog", po klasyczny chicagowski blues "Don't Want You Woman". Gdzieś pomiędzy pojawiają się jeszcze typowo bluesrockowe kawałki "Feel It for Me" i "Love Until I Die". To całkiem przyjemne utwory, choć daleko im do trzech wspomnianych na początku. Może z wyjątkiem "Adventures of a Young Organ", w którym zachwycają klawiszowe partie Chick Churchill, a także krótkie, lecz efektowne solówki Alvina Lee i basisty Leo Lyonsa. W pozostałych krótszych utworach brakuje właśnie takich porywających solówek i pewnej spontaniczności.

Debiut Ten Years After, mimo wspomnianych drobnych zastrzeżeń, pozostawia bardzo dobre wrażenie. Mimo sporej różnorodności całość brzmi całkiem spójnie. A w kilku utworach muzycy pokazali ogromny talent do grania takiej muzyki, z miejsca stając się jednym z najlepszych i najbardziej ekscytujących zespołów bluesrockowych.

Ocena: 8/10



Ten Years After - "Ten Years After" (1967)

1. I Want to Know; 2. I Can't Keep from Crying Sometimes; 3. Adventures of a Young Organ; 4. Spoonful; 5. Losing the Dogs; 6. Feel It for Me; 7. Love Until I Die; 8. Don't Want You Woman; 9. Help Me

Skład: Alvin Lee - wokal i gitara, harmonijka; Leo Lyons - bass; Ric Lee - perkusja i instr. perkusyjne; Chick Churchill - instr. klawiszowe
Producent: Mike Vernon i Gus Dudgeon


4 komentarze:

  1. Świetny pomysł. I powracają recenzje sobotnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyście mieli co czytać w okresie wakacyjno-urlopowym ;)

      Usuń
    2. Z mojej strony parę nowych rekomendacji muzycznych:

      Van Halen: "Women and Children First" (1980)
      Ramones: "Too Tough to Die" (1984) - obie dość zróżnicowane jak na te zespoły
      Accept: "Breaker" (1981) i "Metal Heart" (1985) - porządny czad połączony ze świetnymi melodiami
      The Runaways: "Queens of Noise" (1977) - to samo co powyżej, dodatkowo sam się zdziwiłem, że laski mogą tak ostro i dobrze grać, niby dość typowy heavy metal, ale z kilkoma niespodziankami

      Usuń
  2. Wszystkie płyty TYA są jeśli nie bardzo dobre to przynajmniej dobre. Zawsze były utrzymane na solidnym poziomie. Do dziś słucham ich z wielką przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń