10 czerwca 2016

[Recenzja] Quicksilver Messenger Service - "Happy Trails" (1969)



Nie należy oceniać płyty po okładce, jednak w przypadku drugiego albumu Quicksilver Messenger Service, coś jest zdecydowanie nie na miejscu. Westernowa grafika może mniej obeznanym zasugerować, że mają do czynienia z albumem country. Zapewne muzycy wybrali ją dla żartu, ciekawe jednak, jak wiele osób przeszło obok tego albumu obojętnie, nie wiedząc, że to jedno z największych arcydzieł rocka psychodelicznego. Ba, wręcz całej, szeroko pojętej muzyki rockowej. "Happy Trails" to jednak dość specyficzny album. Zarejestrowany został bowiem głównie podczas koncertów (a konkretnie dwóch występów w bliźniaczych salach Fillmore East i Fillmore West), ale później tak go zmiksowano, aby brzmiał jak wydawnictwo studyjne. A choć niemal nie słuchać tutaj odgłosów publiczności, doskonale udało się uchwycić magię koncertowych improwizacji zespołu.

Całą pierwszą stronę winylowego wydania wypełnia 25-minutowa wersja rhythm'n'bluesowego klasyka "Who Do You Love". Kompozycja Bo Diddleya stanowi punkt wyjścia do rozbudowanych improwizacji wszystkich muzyków, wyodrębnionych na płycie jako osobne ścieżki. Zaczynają od dość wiernego odegrania pierwowzoru, ale z niesamowitą energią i mnóstwem porywających solówek. Następnie muzycy płynnie przechodzą w pierwszą improwizację, "When You Love", w której główną rolę odgrywa fenomenalna solówka Gary'ego Duncana o jazzowo-rockowym charakterze, ale uwagę przyciąga także świetna partia basu Davida Freiberga. Kolejny fragment, "Where You Love", podpisany jest nazwiskiem Grega Elmore'a, jednak nie jest to perkusyjna solówka, jak można by się spodziewać. Elmore wybija tutaj stały, transowy rytm, któremu towarzyszą gitarowe zgrzyty. W dalszej części zespół aktywizuje publiczność do interakcji i jest to jeden z niewielu fragmentów, kiedy ją słychać. Muzycy gwałtownie przyśpieszają w części "How You Love", będącej ostrym, rockowym popisem Johna Cipolliny, po czym zwalniają w "Which Do You Love", w którym pierwszeństwo przejmuje Freiberg. Ostatnie sześć minut to powrót do tematu "Who Do You Love", najpierw granego wolno, bardziej bluesowo, by niespodziewanie wróciła rockowa energia. To wykonanie to jeden z najbardziej elektryzujących przykładów koncertowej improwizacji.

Druga strona rozpoczyna się od... kolejnej przeróbki Bo Diddleya, "Mona". W wersji Quicksilver utwór nabrał bardziej psychodelicznego charakteru i rozrósł się do siedmiu minut za sprawą gitarowych popisów Duncana i Cipolliny. Płynnie przechodzi w instrumentalny "Maiden of the Cancer Moon", o wyrazistej melodii i niemal piosenkowej strukturze - z cichszymi fragmentami pełniącymi rolę "zwrotek" i głośniejszymi "refrenami". To kompozycja Duncana, jednak za świetną partię gitary prowadzącej odpowiada Cipollina. I ten utwór płynnie przechodzi w kolejny, także podpisany nazwiskiem Duncana, "Calvary". To już rzecz zupełnie innego rodzaju - trzynastominutowa improwizacja, którą nie sposób przypisać do konkretnego stylu. To mieszanka rocka, jazzu i muzyki z westernów, nad którą unosi się kwaśny, psychodeliczny klimat. Finałowa solówka Duncana wypada przepięknie, jednak cały utwór robi wielkie wrażenie. Na zakończenie albumu czeka jeszcze półtora minutowy żart, w postaci tytułowego "Happy Trails" - przeróbki tematu z radiowego programu Roya Rogersa i Dale'a Evansa, nadawanego w latach 40. i 50. ubiegłego wieku. W tym jednym jedynym fragmencie zespół rzeczywiście mierzy się z muzyką country. Utwór jest tym bardziej nietypowy, że w roli wokalisty wystąpił w nim Elmore, zaś Freiberg porzucił gitarę basową na rzecz pianina.

Pierwsza strona "Happy Trails" to jeden z najwspanialszych, najbardziej porywających przykładów rockowej improwizacji, z którą mogą równać się chyba tylko koncertowe popisy The Allman Brothers Band i Cream. Druga strona (pomijając wspomniany żart) wypada pod tym względem niemal tak samo dobrze. Nie lubię się powtarzać, ale znów muszę to napisać - to album, którego wstyd nie znać.

Ocena: 9/10



Quicksilver Messenger Service - "Happy Trails" (1969)

1. Who Do You Love (Part 1); 2. When You Love; 3. Where You Love; 4. How You Love; 5. Which Do You Love; 6. Who Do You Love (Part 2); 7. Mona; 8. Maiden of the Cancer Moon; 9. Calvary; 10. Happy Trails

Skład: Gary Duncan - wokal i gitara; John Cipollina - wokal i gitara; David Freiberg - wokal, bass i pianino; Greg Elmore - wokal, perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Quicksilver Messenger Servivice


13 komentarzy:

  1. To czemu nie 10?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo mimo wszystko druga strona jest odrobinę słabsza.

      Usuń
  2. U Ciebie Pawle się tyle interesujących zespołów pojawia, że strach się bać o pojemność dysku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można dokupić zewnętrzny dysk, a co ja mam zrobić, jak mi się kończy miejsce na półkach z płytami? ;)

      Usuń
  3. Amerykański rock końca lat 60' to była naprawdę potęga. Dziesiątki świetnych kapel i płyt, które zyskują przy każdym odsłuchu. Z reguły ludzie znają z tego wszystkiego tylko The Doors (mam na myśli znanie naprawdę, nie z nazwy i jednego kawałka), a tymczasem była tego cała galaktyka!

    Prócz Doorsów: Jefferson Airplane, The Byrds, Love, Big Brother & The Holding Company (czyli najciekawsza część twórczości Janis Joplin), Buffalo Springfield, Grateful Dead, The 13th Floor Elevators (niby archaiczne granie, ale jak się człowiek przyzwyczai okazuje się, że jest moc!) to ci najbardziej znani, obok których byli przecież inni, bynajmniej nie gorsi: United States of America, Ultimate Spinach, H.P. Lovecraft, Country Joe & The Fish, Spirit, Strawberry Alarm Clock, Electric Prunes, Music Emporium, Fifty Foot Hose... I Quicksilver Messenger Service oczywiście! I Mnóstwo, mnóstwo innych!

    Ładnych parę lat temu, kiedy miałem okres wgłębiania się w klasyczną, amerykańską psychodelę (angielską zresztą też) zalał mnie natłok nazw, dźwięków i stylów. Czego autorowi bloga i wszystkim jego czytelnikom również życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście wybitna płyta, którą notabene cieszę się już od 1999r., kiedy to nabyłem ją w maleńkim sklepie płytowym obok stacji SKM w Gdańsku-Wrzeszczu. Nie bardzo mogę się zgodzić się z tymi stronami płyty - na drugiej jest równie wspaniała kompozycja "Calvary" (druga pod względem długości), nie odstająca od genialnego "Who Do You Love"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam ten sklep - komis z płytami CD. Coś tam nawet kupiłem ;) Ale nie istnieje już od jakiś dziesięciu lat.

      Usuń
  5. Ja w tym sklepie regularnie zaopatrywałem się w płyty. Dla zainteresowanych winylami proponuję zajrzeć do nowego sklepu otwartego w gdyńskim centrum filmowym. Jeszcze nie byłem ale na mieście głośno o tym się mówi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W samym Gdańsku są cztery sklepy z winylami (nie licząc sieciówek, które mają tylko nowe, fabrycznie zapakowane płyty), w tym działająca od ponad dwudziestu lat Muzyczna Piwnica. Pozostałe trzy powstały w ostatnim czasie. W jednym z nich nigdy nie byłem, a katalog ze strony internetowej nie zachęca mnie do wizyty. Był jeszcze jeden sklep, ale szybko przestał istnieć, nie wiem czy to bardziej wina ubogiej oferty czy fatalnej miejscówki. W Sopocie jest jeden sklep, ale zawsze gdy tam byłem był zamknięty, choć było to w jego godzinach otwarcia. W Gdynii też dotąd był tylko jeden sklep, ale z różnymi nośnikami, winyli średni wybór, mniej więcej po równo nowych i używanych.

      Usuń
  6. Czy to znaczy że jesteś z Trójmiasta czy znasz wszystkie sklepy płytowe w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem z Gdańska. A jak gdzieś wyjeżdżam, zawsze sprawdzam czy są tam jakieś sklepy płytowe ;)

      Usuń
  7. Ja też jestem z Gdańska. Kiedyś najlepsze sklepy płytowe (mam na myśli CD) były w Katowicach. Pamiętam jak w latach 90 jeździłem na koncerty do Spodka na Deep Purple, Black Sabbath czy Whitesnake to zawsze kupowałem tam takie albumy o których u nas w Gdańsku można bylo pomarzyć. O dziwo te sklepy znajdowały się na dworcu PKP i okolicy. Czasem wydawało się cała kase na płyty i nie bylo za co kupić jedzenia;-) eeech to były czasy.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.