3 czerwca 2016

[Recenzja] Quicksilver Messenger Service - "Quicksilver Messenger Service" (1968)



Quicksilver Messenger Service to jeden z najważniejszych, obok Jefferson Airplane i Grateful Dead, przedstawicieli psychodelicznej sceny San Francisco. Grupa powstała już w 1965 roku, jednak muzycy dość długo zwlekali z podpisaniem kontraktu, obawiając się komercjalizacji. W międzyczasie doszło do kilku personalnych przetasowań. W oryginalnym składzie znajdowali się gitarzyści John Cipollina i Dino Valenti, basista David Freiberg, oraz grający na harmonijce Jim Murray; cała czwórka dzieliła się obowiązkami wokalnymi. Wkrótce jednak Murray opuścił zespół, aby zgłębiać tajniki gry na sitarze, zaś Valenti trafił na ponad rok do więzienia za posiadanie marihuany. Miejsce tego ostatniego zajął Gary Duncan. Postanowiono też zatrudnić perkusistę Grega Elmore'a. W tym właśnie składzie, w 1968 roku, grupa podpisała w końcu kontrakt i po raz pierwszy weszła do studia.

Debiutancki album Quicksilver składa się z sześciu kompozycji, które można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej zaliczają się utwory prostsze, o piosenkowych strukturach. Są wśród nich zarówno kawałki bardziej dynamiczne ("Pride of Man", "Dino's Song", "It's Been Too Long"), jak i subtelniejsze (nastrojowa ballada "Light Your Windows"). Są one całkiem przyjemne i melodyczne, wszystkie zachwycają też gitarowymi popisami Duncana i Cipolliny, jednak o wiele większe wrażenie robią utwory z drugiej grupy. Należą do niej tylko dwa, ale za to bardzo rozbudowane utwory: niemal siedmiominutowy, instrumentalny "Gold and Silver", oraz ponad dwunastominutowy, w sporej części także instrumentalny "The Fool". Oba cechują się jamowym charakterem i zdradzają silny wpływ jazzu; muzycy pokazują w nich swój talent do zespołowych improwizacji. "Gold and Silver" to przede wszystkim zadziorne popisy gitarzystów, na tle mocnego podkładu rytmicznego. Z kolei w "The Fool" muzycy stawiają na budowanie klimatu; nie brakuje tu psychodelicznych odlotów gitarowych, wyraźnie inspirowanych muzyką indyjską.

Debiutancki album Quicksilver Messenger Service wydaje się potwierdzać wspomniane we wstępie obawy muzyków, bojących się komercjalizacji w wyniku współpracy z wytwórnią. Longplay jest jakby wynikiem kompromisu. Oprócz muzyki, jaką zespół prezentował wówczas na koncertach, czyli rozbudowanych jamów, znalazły się tutaj także bardziej konwencjonalne kompozycje. I choć te drugie są całkiem udane, to poniższa ocena jest przede wszystkim zasługą dwóch najdłuższych utworów.

Ocena: 8/10



Quicksilver Messenger Service - "Quicksilver Messenger Service" (1968)

1. Pride of Man; 2. Light Your Windows; 3. Dino's Song; 4. Gold and Silver; 5. It's Been Too Long; 6. The Fool

Skład: Gary Duncan - wokal i gitara; John Cipollina - gitara; David Freiberg - bass i wokal, wiolonczela; Greg Elmore - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Nick Gravenites, Harvey Brooks i Pete Welding


3 komentarze:

  1. Super płyta i świetny zespół! Bardzo fajnie, że o nich napisałeś, bo taką muzykę należy wśród polskich fanów rocka promować ile się da!

    Quicksilver Messenger Service to tak naprawdę zespół dwóch płyt - tej i koncertowego Happy Trails. Dwa naprawdę ważne punkty na mapie amerykańskiego rocka tamtych lat. Później niestety zespół poszedł w przeciętność, ale i tak za te dwa dobre krążki szacunek na dzielnicy im się należy ;)

    Btw. "Gold and Silver" to bardzo ciekawy utwór. Jest to rockowa interpretacja "Take Five" Dave'a Brubecka - jednego z najsławniejszych utworów cool jazzu, opartego na jednym z najlepiej rozpoznawalnych tematów w całej muzyce jazzowej. QMS nie byli oczywiście pierwszym zespołem rockowym mocno inspirującym się jazzem, ale wydaje mi się, że ten ich utwór jest jednym z pierwszych rockowych numerów tak dosłownie do jazzu nawiązujących. No i w sumie to własnie ten numer stał się ich wizytówką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, że z podobną sytuacją mamy do czynienia na "East-West" The Butterfield Blues Band. Tam też pierwsza stronę kończy urockowiona wersja jazzowego utworu ("Work Song" Nata Adderleya), a drugą - długi jam o jazzująco-orientalnym charakterze ;)

      Poza debiutem QMS i "Happy Trails" znam jeszcze trzeci album, "Shady Grove", który rzeczywiście nie jest już tak porywający. To właściwie album pianisty Nicky'ego Hopkinsa, który w tamtym czasie zasilił skład zespołu i który pełni tam dominującą rolę.

      Usuń
    2. Z porównywaniem do bandu Butterfielda byłbym ostrożny, bo jednak ich "Work Song" jest dosyć zachowawcze w stosunku do wersji jazzowych, tymczasem w wypadku QMS to "Gold and Silver" wydaje się być bardziej swobodny od "Take Five". Zresztą nie ma w tym nic dziwnego, przecież te płyty dzielą dwa lata... Z drugiej strony utwór "East-West" jest absolutnie przełomowy, z pewnością Quicksilverzy nigdy czegoś aż takiego nie stworzyli. To miejscami prawie że free - chyba nigdy wcześniej muzycy rockowi tak nie grali! A i później też rzadko kiedy...

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.