2 czerwca 2016

[Blog] Podsumowanie maja

Zgodnie z blogową tradycją, początek nowego miesiąca to pora na kolejne podsumowanie. Próbowałem wymyślić nową nazwę tego cyklu, bo aktualna jest trochę myląca (sugerując raczej omówienie aktualnych wydarzeń w świecie muzyki lub wydawniczych nowości), jednak na razie nic nie przychodzi mi do głowy. Trochę odświeżyłem natomiast samą formę podsumowania, które tym razem nie będzie się ograniczać jedynie do opisów nowości w moich zbiorach. Od teraz opisy te będą zresztą znacznie krótsze, bo wszystkie kupowane przeze mnie albumy i tak już zostały - lub zostaną w najbliższym czasie - bardziej szczegółowo zrecenzowane na blogu.

Majowe zakupy.

W maju poszerzyłem moją muzyczną kolekcję o cztery nowe pozycje: "Blues Breakers (with Eric Clapton)" Johna Mayalla, "Fifth Dimension" The Byrds, "Grand Funk" Grand Funk Railroad, oraz "Still Got the Blues" Gary'ego Moore'a. Dwie pierwsze to wczesne reedycje, z początku lat 70., natomiast kolejne dwie to oryginalne wydania, odpowiednio z 1969 i 1990 roku. Poza kilkukrotnym odtworzeniem każdego z tych albumów, niewiele muzyki słuchałem na gramofonie. Wolałem przeznaczyć ten czas na poznawanie nieznanej mi muzyki, lub przypominanie sobie tej dawno nie słuchanej. Do niedawna odkrywanie przeze mnie nowej muzyki wiązało się ściśle z prowadzeniem bloga - gdy zaczynało brakować pomysłów na recenzje, rozpoczynałem poszukiwania. Mniej więcej dwa miesiące temu postanowiłem jednak słuchać jak najwięcej nieznanych/zapomnianych przeze mnie albumów. Często po kilka dziennie. Przeważnie trzymam się gatunków i stylów, których słucham na co dzień, czasem jednak sięgam po coś z innej półki - jak "Tribute to Jack Johnson" Milesa Davisa, czy "Cyclone" Tangerine Dream. Oba pozostawiły mnie z mieszanymi odczuciami. Za to kompletnie nie trafia już do mnie sztampowy heavy metal w stylu The Michael Schenker Group czy Saxon. Z tego samego powodu nie spodobała mi się spora część twórczości Gary'ego Moore'a, który w latach 80. też obracał się głównie w takich klimatach. Na szczęście przypomniałem sobie także "Still Got the Blues", który idealnie wpasował się w mój aktualny gust. Choć do blues rocka też jestem już coraz mniej bezkrytyczny - wciąż bardzo lubię, ale od kolejnych albumów oczekuję czegoś świeżego, innego niż tylko powielanie utartych schematów. A o to w tym stylu trudno. Na szczęście wciąż zdarza mi się odkrywać kolejne perły, jak chociażby "East-West" The Butterfield Blues Band, którego recenzja niebawem pojawi się na blogu. I na tym optymistycznym akcencie zakończę.


Recenzje:

13 komentarzy:

  1. Widzę, że regularnie kupujesz płyty ;) dużo ich już zgromadziłeś? Ja jestem w kupowaniu dość wybredny i póki co przez jakieś 7 lat zgromadziłem ok 60 kompaktów (bowiem ja kupuję CD)

    Czy Gary Moore się tu pojawi? Nie przepadam za nim jakoś strasznie, ale chciał nie chciał poznałem jego Najbardziej Znany Kawałek (tm) a nawet fragmenty płyty z której pochodzi. Ale i tak najbardziej lubię Over The Hills And Far Away (wersję, do której został zrobiony teledysk, ma lepsze solo ;D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam dokładnie jak długo zbieram winyle, myślę że od jakiś 5-6 lat, choć już wcześniej miałem jakieś nieliczne egzemplarze. Przez ten czas zgromadziłem ich równo 180, a kolejne dwa są w drodze ;) Wcześniej zbierałem kompakty i miałem ich pewnie koło stu, ale większość sprzedałem - zostało 27. Oprócz tego mam 20 DVD z koncertami. Podaję dokładne liczby, bo wszystko mam skatalogowane na rateyourmusic.com ;)

      Recenzje Gary'ego Moore'a będą na blogu pojawiać się od przyszłego tygodnia, we wtorki (ale nie każdego tygodnia), na miejsce Grand Funk, z którym definitywnie skończyłem ;)

      Usuń
    2. I też jestem dość wybredny w tym, co kupuję, bo większość kolekcji, to albumy, które oceniłem na 8 i wyżej ;) Do tego kilka "siódemek" i naprawdę nieliczne "szóstki". Nic poniżej!

      Usuń
    3. Skoro mówimy o "siódemkach", to takie "Get Your Wings" jest twoim zdaniem warte zakupu?

      Usuń
    4. Jest tam kilka przyjemnych kawałków i dla samego "Seasons of Wither" mógłbym ten album kupić, gdybym trafił na tani egzemplarz (co nie powinno być trudne), ale obawiam się, że głównie by się kurzył;)

      Usuń
  2. jest szansa na recenzje starszych polskich zespołów rockowych, typu Lady Pank, Turbo, Maanam, TSA czy Oddział Zamknięty? dzięki z góry za odp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może w przyszłości pojawią się niektóre z tych zespołów, ale na chwilę obecną nie ma takich planów.

      Usuń
  3. Nazywanie płyt Michael Schenker Group sztampowym Heavy Metalem uważam za nieporozumienie i całkowity brak znajomości tematu co w przypadku autora tego fantastycznego bloga bardzo mnie dziwi. Można krytykować większość płyt MSG ale ta muzyka to w żadnym wypadku nie jest heavy metal. Zawsze będe bronił pierwszych 4 płyt tej grupy bo to klasyczny hard rock. Zwłaszcza Assault Attack jest znakomita. Na wokalu jest tam sam Graham Bonnet a na bębnach Ted Mc Kenna z grupy uwielbianego przez Pawła pewnego gitarzysty z Irlandii. Późniejsze krążki faktycznie były nomentami nie do słuchania. Ale wciąż był to hard rock. Doprawdy nie rozumiem dlaczego nadużywa się tak często określenia heavy metal. Pseudo znawcy zaliczają do tego gatunku np. AC/DC czy Guns n Roses. Od początku mojej aktywności na blogu uważam jego autora za czującego temat. Zresztą pod wpływem bloga sięgnąłem po wiele nieznanych mi wcześniej płyt (dzięki!!!). Ale pisanie o MSG jako grupie heavy metalowej (nawet pseudo) jest wielką wpadką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma zgodności co do tego, kiedy kończy się hard rock, a zaczyna się heavy metal. Przez lata wymyślono różne podziały, zmieniała się też granica między jednym a drugim. W latach 70. heavy metalem nazywano przecież np. Led Zeppelin, Deep Purple, a nawet Queen (patrz: recenzja "A Night at the Opera" z "Rolling Stone", dostępna w Internecie). Do dziś trwają spory czy Black Sabbath to hard rock czy heavy metal. Na pewno przyczynili się do powstania tego drugiego, ale w ich twórczości nie ma wielu elementów tego stylu - przynajmniej do czasu "Heaven and Hell". Podobnie Judas Priest początkowo grali hard rock, ale po odrzuceniu elementów bluesowych (hard rock zresztą wywodzi się bezpośrednio z blues rocka) zaprezentowali w pełni dojrzały heavy metal ze wszystkimi jego cechami. I według mnie właśnie te słyszalne wpływy bluesowe są jednym z głównych wyznaczników hard rocka, a ich brak - heavy metalu. Są też inne kwestie, jak tempo czy sposób grania solówek - z racji później pory nie będę się wdawał w szczegóły, może innym razem. W każdym razie według tych wyznaczników twórczość MSG jest bliższa tego, co wówczas grały zespoły NWOBHM (czyli w sumie nie odległa od hard rocka), niż klasycznego hard rocka z poprzedniej dekady.

      Usuń
    2. Na wszelki wypadek sprecyzuję, że pisząc o heavy metalu, nie mam na myśli całego gatunku z jego różnymi odmianami, jak thrash, power, death, itd., ale konkretny styl, który należy traktować raczej jako odmianę hard rocka. Uzasadniam to tym, że zespoły wykonujące taki styl - a więc większość przedstawicieli nurtu NWOBHM, oraz np. Black Sabbath z Dio, czy Judas Priest od czasu "Stained Class" - tak naprawdę grają muzykę bardzo zbliżoną do klasycznego hard rocka. Różniącą się pewnymi detalami, dlatego można mówić o innym stylu, ale na pewno nie gatunku. Mimo pewnych różnic, wciąż mają więcej wspólnego z hard rockiem, niż różnymi odmianami metalu. Weźmy taki Iron Maiden - bliżej mu do Deep Purple, niż Slayera ;) A z drugiej strony są też takie zespoły, jak UFO (z czasów Schenkera) czy Rainbow (z Dio), które choć wciąż hard rockowe, to mające wiele cech charakterystycznych dla heavy metalu. Są idealnym przykładem na to, jak cienka i niejednoznaczna jest granica między tymi dwoma stylami.

      Usuń
  4. Z większością tego co napisałeś zgadzam się w 100%. Fajnie że udało się nawiązać dyskusję. Jednakże nie przekonałeś mnie do Twojego zdania w kwestii MSG. Jeśli według Ciebie twórczość tej grupy bliższa jest NWOBHM to podaj proszę przykład, która płyta tak brzmi. Pisałeś o wyróżnikach takich jak tempo czy specyficzny sposób grania solówek. Młodszy Schenker jest jednym z najbardziej klasycznych przykładów hard rockowej szkoły gitarowej i ja naprawdę nie słyszę w jego grze ani krzty grania metalowego. Kompozycje jego grupy również nie mają ani struktury ani tempa charakterystycznego dla takiego grania. Chyba że pominąłem jakieś jego płyty... Większość znam bardzo dobrze i wielokrotnie powtarzałem na łamach bloga że niezwykle cenię sobie pierwsze 4 albumy oraz koncertową One Night at Budokan. Pozostałe są słabe bądź przeciętne. Podsumowując chciałem jeszcze tylko napisać że zupełnie nie zgadzam się z Twoim stwierdzeniem że płyty UFO z Schenkerem mają cechy heavy metalu. A jakie konkretnie płyty lub utwory? Lights Out czy może Phenomenon, która w mojej ocenie jest bardziej blues rockowa. Dzięki za polemikę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co piszesz, potwierdza jak niejasna jest granica między tymi stylami ;) Dla Ciebie solówki Schenkera należą do "klasycznej hard rockowej szkoły gitarowej", a moim zdaniem nie mają już nic wspólnego z bluesowymi solówkami pierwszych grup hard rockowych. Nie mam zamiaru Cię przekonywać do swojego zdania, ale naprawdę nie słyszysz jak wiele wspólnego twórczość UFO ma np. z Iron Maiden? Byli jedną z głównych, a może i najważniejszą inspiracją tej grupy.

      Usuń
    2. MSG to jak najbardziej heavy metal, co prawda czasem zmiękczony klawiszami ale jednak - ciężkie brzmienie gitar, ostre riffy i solówki (przynajmniej na pierwszych płytach).

      Usuń