28 czerwca 2016

[Recenzja] Gary Moore - "Victims of the Future" (1983)



"Victims of the Future" to kolejny, po "Corridors of Power", krok ku bardziej zmetalizowanemu brzmieniu. Gary Moore nie odnajdywał się jednak w tej stylistyce najlepiej. Sam po latach krytykował ten okres swojej twórczości. Wszystkie te cięższe, szybsze kawałki wydają mi się raczej beznadziejne - mówił w jednym z wywiadów przeprowadzonych w latach 90. Cóż, słuchając tego albumu całkowicie się z nim zgadzam. Odnoszę wrażenie, że Moore grał taką muzykę wyłącznie z czystego koniunkturalizmu - bo była w tamtym czasie bardzo popularna. Nie wkładał w nią serca, opierał się na schematach i najbardziej oczywistych rozwiązaniach. Dobrym przykładem jest podmetalizowana wersja "Shapes of Things" z repertuaru The Yardbirds. Moore kompletnie nie miał na nią pomysłu - zwiększył ciężar, dodał mnóstwo (niepotrzebnych) dźwięków w solówce, ale te zmiany tylko wyszły na gorsze. A tak w ogóle, to ten utwór już kiedyś doczekał się doskonałej wersji - w bardziej pomysłowym wykonaniu The Jeff Beck Group - więc nagrywanie kolejnej po prostu nie miało sensu.

Niestety, przy autorskich kompozycjach też często zastanawiam się, jaki sens miało nagrywanie tak sztampowych kawałków, niemających praktycznie nic do zaoferowania. "Teenage Idol" czy "All I Want" opierają się na ogranych do bólu patentach. Nawet w zaangażowanych tekstowo "Victims of the Future" i "Murders in the Sky" muzyka jest po prostu szablonowa (choć w pierwszym z nich dobrze wypada spokojny wstęp). A kiedy już Moore próbował czymś zaskoczyć, efekt też pozostawia sporo do życzenia (przekombinowany "Law of the Jungle"). Całości na pewno nie pomaga typowe dla lat 80. brzmienie - szczególnie w obficie wzbogaconym syntezatorami "Hold on to Love". Jego zwrotki jeszcze się bronią zgrabną melodią, solówka też niczego sobie, ale refren to już kwintesencja ejtisowego kiczu. Ale na albumie znalazła się też jedna prawdziwa perła - rewelacyjna ballada "Empty Rooms". Jest tu i fantastyczna melodia, i świetne popisy solowe (na gitarze akustycznej, basowej i elektrycznej), i nie do końca oczywista struktura. Słychać, że właśnie takie balladowe granie sprawiało Gary'emu najwięcej radości, a w rezultacie dawał z siebie wszystko. Są tu szczere emocje, zarówno w partiach wokalnych, jak i gitarowych. To bezsprzecznie jedna z najwspanialszych kompozycji w całym dorobku Moore'a.

"Victims of the Future" nie jest jakimś tragicznie słabym albumem. Nawet da się go przesłuchać w całości bez większego bólu (no, może poza "Shapes of Things", bo jak można tak zepsuć dobrą kompozycję?). Problem tkwi w tym, że większość utworów brzmi jak produkt - stworzony tylko dlatego, że akurat był na niego popyt (zresztą album faktycznie okazał się sporym sukcesem komercyjnym). Jedynie wyłamujący się ze schematu "Empty Rooms" pokazuje, że Gary'ego Moore'a stać było w tamtym czasie na znacznie więcej. Ale najwidoczniej bardziej wówczas potrzebował pieniędzy, niż osobistej satysfakcji z nagranego materiału.

Ocena: 5/10



Gary Moore - "Victims of the Future" (1983)

1. Victims of the Future; 2. Teenage Idol; 3. Shapes of Things; 4. Empty Rooms; 5. Murder in the Skies; 6. All I Want; 7. Hold on to Love; 8. Law of the Jungle

Skład: Gary Moore - wokal i gitara, bass (1,7,8); Ian Paice - perkusja (1,3,4,8); Bobby Chouinard - perkusja (2,5,6,7); Neil Carter - instr. klawiszowe, dodatkowy wokal
Gościnnie: Bob Daisley - bass (2,5);  Neil Murray - bass (3); Mo Foster - bass (4,6); Noddy Holder - dodatkowy wokal (3)
Producent: Jeff Glixman


Brak komentarzy

Prześlij komentarz