21 czerwca 2016

[Recenzja] Gary Moore - "Corridors of Power" (1982)



Od wydania poprzedniego solowego albumu, "Back on the Streets", minęły aż cztery lata, jednak Gary Moore bynajmniej przez ten czas nie próżnował. W 1979 roku sformował grupę G-Force, w której grał m.in. z Glennem Hughesem (niestety, jedyny album nagrany został już bez niego, a jego muzyczną zawartość najlepiej pominąć milczeniem). Następnie nagrał solowy album "Dirty Fingers", który jednak opublikowany został dopiero po kilku latach. W tym samym czasie wsparł (w studiu i na koncertach) Grega Lake'a, który postanowił rozpocząć karierę solową. W końcu jednak zarejestrował "Corridors of Power", który w przeciwieństwie do "Dirty Fingers" został opublikowany tuż po nagraniu. Podczas sesji nagraniowej Moore'owi towarzyszyli Ian Paice i Neil Murray, którzy właśnie opuścili Whitesnake, a także klawiszowiec Tommy Eyre.

"Corridors of Power" to album bardziej spójny stylistycznie od "Back on the Streets". Moore darował sobie wycieczki na terytorium jazz rocka (i bardzo dobrze, bo kiepsko wychodziło mu takie granie), zamiast tego skupił się na graniu hard rocka. A momentami wręcz heavy metalu, jak w rozpędzonym "Rockin' Every Night", opartym na typowym dla tego stylu riffie. Równie szybko, ale znacznie bardziej przebojowo, jest w świetnym otwieraczu, "Don't Take Me for a Loser". W "End of the World" tempo jest dla odmiany wolniejsze, co tylko pogłębia ciężar tego kawałka. Ciekawostką jest wokalny udział Jacka Bruce'a, a także podobieństwo jednego z riffów do - późniejszego - "Powerslave" Iron Maiden. Przykładem bardziej klasycznego hard rocka jest natomiast chociażby "Wishing Well", pochodzący zresztą z repertuaru Free. Fajna wersja, choć do oryginału się nie umywa. Są i ballady. "Always Gonna Love You" to właściwie nieco przesłodzona, komercyjna piosenka, łącząca fragmenty z akompaniamentem pianina z rockowymi zaostrzeniami. Nie można jej jednak odmówić dobrej melodii i pewnego uroku. Podobnie sprawa ma się z "Falling in Love with You". Interesująco wypada natomiast finałowa "I Can't Wait Until Tomorrow" - nie tak komercyjna jak dwie poprzednie, choć melodycznie także bardzo chwytliwa. Może trochę słabiej wypada tutaj refren, nazbyt toporny, ale poza tym świetny to utwór.

"Corridors of Power" to bardzo równy album, bez większych spadków poziomu, ale niestety również bez żadnych większych wzlotów. Nie ma tu żadnego wybitnego kawałka. Całości słucha się jednak całkiem dobrze - na pewno lepiej, niż nierównego "Back on the Streets".

Ocena: 7/10



Gary Moore - "Corridors of Power" (1982)

1. Don't Take Me for a Loser; 2. Always Gonna Love You; 3. Wishing Well; 4. Gonna Break My Heart Again; 5. Falling in Love with You; 6. End of the World; 7. Rockin' Every Night; 8. Cold Hearted; 9. I Can't Wait Until Tomorrow

Skład: Gary Moore - wokal i gitara; Neil Murray - bass; Ian Paice - perkusja i instr. perkusyjne; Tommy Eyre - instr. klawiszowe
Gościnnie: Mo Foster - bass (5); Don Airey - instr. klawiszowe (5); Jack Bruce - wokal (6); Bobby Chouinard - perkusja (6); John Sloman - dodatkowy wokal
Producent: Jeff Glixman


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.