17 czerwca 2016

[Recenzja] Far Out - "Nihonjin" (1973)



Dziś w muzyczną podróż udamy się nieco dalej niż zwykle - aż do Kraju Kwitnącej Wiśni, tudzież Wschodzącego Słońca. Japońska scena rockowa przyniosła kilka interesujących zespołów, wśród których najbardziej znane to Flower Travellin' Band, Blues Creation i Far East Family Band. Zalążkiem tego ostatniego była działająca w pierwszej połowie lat 70. grupa Far Out - w obu tych zespołach występował wokalista i multiinstrumentalista Fumio Miyashita. Far Out zostawił po sobie tylko jeden album, wydany w 1973 roku "Nihonjin" (w oryginale "日本人", co po polsku znaczy po prostu "japoński"). Zawarta na nim muzyka to bardzo ciekawe połączenie rocka i elementów charakterystycznych dla tradycyjnej muzyki japońskiej.

Na longplay składają się zaledwie dwa utwory, z których każdy zajmuje całą stronę płyty winylowej. Pierwszy utwór, "Too Many People", wyraźnie wskazuje na inspirację zachodnim rockiem. Z nieco przydługiego wstępu z różnymi szumami i gwizdami, powoli wyłaniają się dźwięki gitary akustycznej, do których wkrótce dołącza partia wokalna, a potem sekcja rytmiczna. W tle słychać też sitar. Zwieńczeniem tej części utworu jest całkiem zgrabna solówka gitarowa, po której następuje nagłe przełamanie posępnym, niemal sabbathowym riffem, którego monotonne powtarzanie tworzy niemal transowy nastrój. W tej części zespół przypomina o swoim pochodzeniu, tworząc orientalny nastrój - najpierw za sprawą gitarowej solówki w japońskiej skali, a następnie świetnej solówki na sitarze. Ostatnia część utworu znów jednak brzmi bardziej europejsko/amerykańsko - powraca akustyczny motyw, tym razem z towarzyszeniem solówkowych zagrywek gitary elektrycznej, a następnie znów rozbrzmiewa partia wokalna i wchodzi sekcja rytmiczna, zaś gra muzyków stopniowo staje się coraz bardziej intensywna, prowadząc do nagłego finału.

W drugim utworze, "Nihonjin", proporcje się odwracają, na korzyść elementów muzyki japońskiej. Zaczyna się bardzo klimatycznie, od dźwięków sitaru i perkusjonaliów, które tworzą fantastyczny nastrój. W trzeciej minucie zostaje on jednak przełamany bardziej konwencjonalną częścią z wokalem i balladowo-rockowym podkładem. Później jednak znów dzieją się magiczne rzeczy - w ósmej minucie rozpoczyna się część o bardziej improwizowanym charakterze. Z początku przeważają w niej wpływy rockowe - pod postacią fantastycznej gitarowej solówki - które z czasem ustępują miejsca wpływom tradycyjnej muzyki japońskiej - a ściślej mówiąc, rewelacyjnej partii sitaru, który znów wprowadza niesamowity nastrój. Następnie zaś w orientalny klimat świetnie wtopiono cięższe, rockowe partie gitar i sekcji rytmicznej. Jednocześnie powraca partia wokalna, po raz pierwszy śpiewana po japońsku. I ten utwór nagle się urywa, choć tym razem jest to tylko zmyłka przed klimatyczną kodą, z partią fletu i organowym tłem.

"Nihonjin" to - obok "Satori" wspomnianego we wstępie Flower Travellin' Band - najlepszy japoński album, jaki dane mi było poznać. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, że zarówno muzycy Far Out, jak i FTB, mimo ewidentnej fascynacji muzyką zachodu, nie obawiali się nawiązywać w swojej twórczości do tradycji swojego regionu. To dzięki temu powstały tak oryginalne i intrygujące albumy. Naprawdę warto posłuchać.

Ocena: 8/10



Far Out - "Nihonjin" (1973)

1. Too Many People; 2. 日本人 (Nihonjin)

Skład: Fumio Miyashita - wokal, gitara, flet, harmonijka, syntezator; Eiichi Sayu - gitara, organy, dodatkowy wokal; Kei Ishikawa - bass, sitar, wokal; Manami Arai - perkusja i instr. perkusyjne, dodatkowy wokal
Producent: Fumio Miyashita


12 komentarzy:

  1. Wokal jest nie do zniesienia. Muzycznie jest całkiem fajnie, chociaż trzeba uczciwie przyznać, że nie wybija się to ponad poziom co lepszego NKRu, i że jest to płyta jakich dziesiątki, o ile nie setki. Ale sposób śpiewania tego typa (w Far East Family Band chyba też on jest, bo wokal również jest tam irytujący) to zbrodnia. Zawsze ciężko mi się tego słuchało, właśnie z winy wokalisty.

    A z klasycznych japońskich progów spoko są jeszcze Kenso (chociaż to jest już dosyć jazzowe), Ain Soph (przy czym to w sumie avant-prog. Ale prog ;) ), różnorakie projekty Stomu Yamash'ty, poza tym Samurai, czy Cosmos Factory (to nieco mniej lubię, ale to raczej wysoko oceniana kapela). No i cała fura japońskiego fusion, naprawdę fajnego, chociaż niekoniecznie bardzo oryginalnego: Masabumi Kikuchi, Akira Ishikawa, Terumasa Hino, Shunzo Ohno, Sadao Watanabe, Hiromasa Suzuki i wielu, wielu innych. Znaczna część tamtejszego fusion jest łatwa do przyswojenia dla fanów rocka, więc w wolnej chwili polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wokal rzeczywiście jest tutaj najsłabszym ogniwem, ale i tak jest pod tym względem dużo lepiej, niż u Flower Travellin' Man ;) Z tych poleconych zespołów w planach mam zrecenzowanie Samurai (może już na następny piątek), a z pozostałych kojarzę tylko Stomu Yamashtę (recenzowałem albumy Stomu Yamashta's Go), z resztą muszę się zapoznać ;)

      Usuń
    2. Oczywiście miałem na myśli Flower Travellin' Band. Z kolei "Travellin' Man" to tytuł utworu Free, może dlatego tak napisałem ;)

      Usuń
  2. "GO" Stomu Yamashty ostro zaburza obraz jego twórczości. To słabiutki - moim naturalnie zdaniem - i niereprezentatywny materiał jego dokonań. Uwielbiam Stomu, ale "GO" omijam z daleka.Polecam natomiast - "Floating Music", "Freedom Is Frightening", "One By One" czy "Raindog". Do dziś pamiętam dzień (dawne lata 70-te) kiedy po raz pierwszy go usłyszałem. Nie mogłem się oderwać od tego co płynęło z głośników. Ależ to było - i do dziś jest - smakowite.. SAMURAI jest rzeczywiście godny zrecenzowania - choć poza nazwą nie ma nic wspólnego z ojczyzną Stomu Y.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady. Go - ten studyjny - jest według mnie na takim samym poziomie jak większość jazz-rockowych płyt Yamashty. A Go koncertowy to najlepsze co pod jego nazwiskiem wyszło.

      Niemniej jednak wiele jego płyt warto znać, w tym również te, które wymieniłeś (zwłaszcza Freedom Is Frightening IMO).

      Usuń
  3. Mnie akurat Go się podoba (bardziej koncertowy album niż studyjny), choć to głównie zasługa Steve'a Winwooda, który tam się udzielał wokalnie ;)

    W składzie Samurai było kilku Japończyków, m.in. Tetsu Yamauchi (późniejszy basista Free i The Faces), zaś sam zespół został założony w Tokio, jeśli wierzyć informacjom z RateYourMusic. Więc trochę jednak miał wspólnego z Nipponem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fakt faktem - "GO" pozostaje najbardziej znanym dziełem SY - zapewne to również zasługa innych, bardzo znanych muzyków biorących udział w projekcie. Cóż - do mnie przemawiają zdecydowanie inne pozycje (choć również z europejczykami). Wygląda na to, iż SY wiedział co robi - zawsze zyskiwał słuchaczy swoich muzycznych pomysłów. To dobrze. A SAMURAI ? No cóż miałem na myśli i oceniłem wyłączenie płytę pod tym samym tytułem. Samurai to nowa/późniejsza nazwa THE WEB. Tetsu Y. owszem rzeczywiście grał w grupie pn. SAMURAI, ale to chyba był zupełnie inny SAMURAI - wcześniejszy (lata 60-te)i rzeczywiście japoński.. A może to już mnie się wszystko myli... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, są dwa zespoły o nazwie Samurai. Ten o którym piszesz jest brytyjski. A ja mam w planach zrecenzowanie tego drugiego, japońskiego.

      Usuń
    2. The Web świetny zespół. Znam ich album "I Spider" i jest znakomity. Ten angielski Samurai też bardzo przyjemny. Jak dla mnie ciekawsza to muzyka od Samuraia japońskiego :)

      Usuń
  5. Dzięki za uratowanie mojej pamięci.. :-) Tak czy owak - czekam na Twoją opinię japończyków.

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro pojawił się Far Out, to na pewno za niedługo poczytamy o Bi Kyo Ran? ;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt daleko idący wniosek ;) Pierwszy raz widzę taką nazwę - kiedyś nadrobię zaległości. A te, jeśli chodzi o muzykę japońską, są spore. Ale nie sądzę, żeby recenzje japońskich wykonawców pojawiały się na blogu częściej niż dotychczas, a więc raz na wiele miesięcy.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.