13 maja 2016

[Recenzja] The Byrds - "The Notorious Byrd Brothers" (1968)



W trakcie nagrywania "The Notorious Byrd Brothers" skład The Byrds notorycznie się zmieniał. Najpierw, z powodu sprzeczki z Davidem Crosbym, odszedł Michael Clarke. W jego miejsce zatrudniono wówczas sesyjnych perkusistów, Jima Gordona (później członka m.in. takich grup, jak Derek and the Dominos, czy Traffic) i Hala Blaine'a. Niedługo później Jim (czy też Roger, jak od tamtej pory chciał by go nazywano) McGuinn i Chris Hillman postanowili wyrzucić Crosby'ego, zatrudniając na jego miejsce byłego członka zespołu, Gene'a Clarka. Ten jednak nie wytrzymał długo i wkrótce ponownie rozstał się z grupą (na albumie nie ma żadnych jego partii, nie licząc domniemanych chórków w dwóch utworach, jest za to współkompozytorem jednego kawałka). Tuż przed końcem sesji do składu wrócił Michael Clarke - tylko po to, aby po zakończeniu nagrań usłyszeć od McGuinna i Hillmana o swoim zwolnieniu. Przynajmniej załapał się na okładkowe zdjęcie, co nie udało się Crosby'emu (grającemu w prawie połowie utworów, z których trzy współkomponował).

W takich warunkach ciężko stworzyć kolejny wybitny album. I rzeczywiście, "The Notorious Byrd Brothers" wypada nieco słabiej od swoich poprzedników. Nie znaczy to jednak, że to słaby longplay. Bynajmniej - trzyma wysoki poziom. No, może z wyjątkiem nieco zbyt ckliwego "Get to You". Za minus można też uznać coraz częstsze wycieczki w stronę muzyki country - vide "Old John Robertson" i "Wasn't Born to Follow". Choć ten ostatni broni się świetną, beatlesowską melodią. O fascynacji tym zespołem przypomina także przeuroczy "Draft Morning", należący do najlepszych fragmentów albumu. Jednak w tamtym czasie zespół wciąż mocno tkwił w psychodelii, czego przykładem są np. wzbogacony dęciakami "Artificial Energy", albo "Change Is Now" z bardzo psychodeliczną solówką. Największy odlot muzycy zafundowali natomiast w finałowym "Space Odyssey", opartym głównie na akompaniamencie syntezatora Mooga. "The Notorious Byrd Brothers" jest zresztą jednym z pierwszych albumów, na którym wykorzystano syntezatory - zagrali na nich McGuinn, producent Gary Usher, a także jeden z pionierów muzyki elektronicznej, Paul Beaver. Poza wspomnianym utworem, wykorzystano je także np. w "Natural Harmony" i singlowym "Goin' Back" (jedynej cudzej kompozycji na albumie, pochodzącej z repertuaru Dusty Springfield). Czymś nowym w twórczości zespołu był także "Tribal Gathering", w którym jazzujący rytm zestawiono z niemal hardrockowymi wstawkami. To także jeden z najlepszych utworów na tym longplayu.

Biorąc pod uwagę ówczesną sytuację w zespole, "The Notorious Byrd Brothers" jest zaskakująco udanym dziełem. Nawet jeśli nie robi już - przynajmniej na mnie - takiego wrażenia, jak dwa poprzednie albumy The Byrds. W sumie jest to naprawdę dobre zwieńczenie pierwszego - i zarazem najlepszego - okresu twórczości grupy. Na późniejszych, stricte country'owych albumach jest to już zupełnie inny zespół. Nie tylko stylistycznie i personalnie odległy od oryginalnego wcielenia The Byrds - późniejsze dokonania grupy nie są już tak dobre pod względem kompozycyjnym i brakuje na nich niekonwencjonalnych pomysłów, jakie cechują "Fifth Dimension", "Younger Than Yesterday" oraz "The Notorious Byrd Brothers". Nie mają też uroku debiutanckiego "Mr. Tambourine Man" ani "Turn! Turn! Turn!". Pierwszych pięć albumów The Byrds to po prostu klasyka rocka. Późniejsze - tylko ciekawostka.

Ocena: 8/10



The Byrds - "The Notorious Byrd Brothers" (1968)

1. Artificial Energy; 2. Goin' Back; 3. Natural Harmony; 4. Draft Morning; 5. Wasn't Born to Follow; 6. Get to You; 7. Change Is Now; 8. Old John Robertson; 9. Tribal Gathering; 10. Dolphin's Smile; 11. Space Odyssey

Skład: Jim McGuinn - wokal, gitara, syntezator; David Crosby - wokal i gitara (4,7-10), bass (8); Chris Hillman - wokal, bass, mandolina (4), gitara (8); Michael Clarke - perkusja (1,4,8,9,10)
Gościnnie: Clarence White - gitara; James Burton - gitara; Red Rhodes - gitara hawajska; Jim Gordon - perkusja (2,3,5); Hal Blaine - perkusja (6,7); Dennis Faust - instr. perkusyjne; Paul Beaver - pianino, syntezator; Terry Trotter - pianino; Gary Usher - syntezator, instr. perkusyjne, dodatkowy wokal; Barry Goldberg - organy; Dennis McCarthy - czelesta; Victor Sazer, Carl West, William Armstrong - skrzypce; Lester Harris, Raymond Kelley, Paul Bergstrom, Jacqueline Lustgarten - wiolonczela; Alfred McKibbon - kontrabas; Ann Stockton - harfa; Richard Hyde - trąbka; Jay Migliori - saksofon; Roy Caron, Virgil Fums, Gary Weber - instr. dęte; Curt Boettcher - dodatkowy wokal
Producent: Gary Usher


1 komentarz:

  1. Po części zgadzam się z opinią na temat późniejszych albumów Byrds, składy które potem skompletował McGuinn były wyśmienite koncertowo (oglądanie na Youtube wyczynów kwartetu McGuinn/White/Battin/Gene Parsons dosłownie zapiera dech w piersiach, sprawdź koniecznie Live at Filmore East), jednak studyjnie nie dorównywały poprzednikom. Wyjątkiem jest jednak Sweetheart at the Rodeo - rozumiem niechęć do country rocka, jednak ten album położył podwaliny pod cały gatunek, to raz, a dwa - to właśnie na nim objawił się gigantyczny talent Grama Parsonsa (bez pokrewieństwa z Gene'em ;-)) - Hickory Wind to kamień milowy gatunku. Piąteczka za dokładne opisanie płyt tak bardzo niedocenianego w Polsce zespołu jak Byrds, sam z większością recenzji w pełni się zgadzam. Zachęcam do sprawdzenia dwóch pierwszych płyt Flying Burrito Brothers - zespołu założonego przez Grama Parsonsa i Chrisa Hillmana, w którym przewinęło się wielu muzyków składu Byrds i czekam na szczegółowe recenzje płyt The Band! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń