1 maja 2016

[Blog] Podsumowanie kwietnia



W kwietniu moja kolekcja płyt wzbogaciła się o pięć kolejnych pozycji, w tym dwa albumy studyjne, koncertówkę i dwie kompilację. Ogólnie nie przepadam za składankami, jednak w przypadku zespołów zaczynających karierę w latach 60. trudno się bez nich obyć, gdyż wiele utworów - przeważnie tych najlepszych - ukazywało się wyłącznie na singlach. Dzięki kompilacjom można je zdobyć na jednym wydawnictwie, zamiast kupować kilka, kilkanaście małych płytek. Zarówno "Meaty, Beaty, Big & Bouncy" The Who, jak i "Greatest Hits" Fleetwood Mac zawierają wszystkie najlepsze niealbumowe kawałki tych grup z wspomnianej dekady. Obie zawierają także po kilka utworów albumowych. O ile jednak na składaku The Who ich wybór jest tak trafny, że nie muszę już kupować żadnego albumu zespołu z lat 60., tak w przypadku Fleetwood Mac jest kilka braków, szczególnie ze świetnego "Then Play On" (reprezentowanego tylko przez "Rattlesnake Shake", nie będącego wcale jego najlepszym fragmentem). Dodam jeszcze, że na "Meaty, Beaty, Big & Bouncy" polowałem od dawna, czekając na egzemplarz w dobrym stanie i w akceptowalnej cenie. Zakup "Greatest Hits" był natomiast całkiem spontaniczny. Podobnie jak koncertowego "Live! in Europe" Rory'ego Gallaghera (nabytego w "pakiecie" z The Who). Nie jest to tak porywające wydawnictwo, jak "Irish Tour '74", jednak stanowi fajne uzupełnienie (obie koncertówki zawierają zupełnie inne utwory). Już dla samej przeróbki "Messin' with the Kid" Juniora Wellsa warto mieć ten album, a poza tym znalazły się na nim też świetne wersje "Laundromat" czy "In Your Town". Rory'ego nigdy dość.

Najważniejsze nowości w kolekcji to jednak albumy studyjne. Poszukiwany przeze mnie od dawna "Truth" Jeffa Becka (a właściwie The Jeff Beck Group, choć nazwa ta nie została wymieniona na okładce) to klasyka blues rocka i  w pewnym sensie pomost między tym, co zaproponowali inni ex-gitarzyści The Yardbirds - Eric Clapton z Cream i Jimmy Page z Led Zeppelin (zresztą Page na tym albumie wystąpił, podobnie jak John Paul Jones). Połączenie porywających solówek Becka, ekspresyjnego śpiewu Roda Stewarta i solidnej sekcji rytmicznej Ronniego Wooda i Micky'ego Wallera, procentuje tutaj rewelacyjnymi wersjami bluesowych standardów (a czasem rockowych - jak "Shapes of Things" Yardbirds, czy folkowych - vide "Morning Dew" Bonnie Dobson). Druga nowość to debiut The Damnation of Adam Blessing. Moje niedawne odkrycie, które wciąż uważam za jedno z najlepszych. Moim zdaniem to czołówka szerzej nieznanych albumów. Świetna mieszanka hard rocka i rocka psychodelicznego, momentami zahaczająca o blues rock (szczególnie w przeróbce "You Don't Love Me" Williego Cobbsa). Wyjątkowo zdecydowałem się na zakup reedycji (wytwórni Akarma, specjalizującej się w takich perełkach, bardzo ładnie wydane, a chociaż brzmieniowo nie powala, to nie ma tragedii - obyło się bez cyfrowego remasteringu), bo oryginalne wydania są zbyt drogie na swój stan. A zawsze lepiej odłożyć na kolejny winyl.


Recenzje:

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.