4 maja 2016

[Recenzja] Cactus - "Restrictions" (1971)



Trzeci album Cactus, "Restrictions", to znów bardzo nierówne wydawnictwo. Niewątpliwie są tu mocne momenty. Należy do nich przede wszystkim rewelacyjna wersja kompozycji Howlin' Wolfa, "Evil" - znacznie cięższa od oryginału, porywająca świetnym riffowaniem i solówkowaniem, ale wciąż bardzo bluesowa. Dobrze wypadają również czadowe "Restrictions" i "Bag Drag", albo rozbudowany "Guiltless Glider", w którym wrażenie robią zwłaszcza długie fragmenty instrumentalne. Niestety, są tu też słabsze utwory, jak banalny "Sweet Sixteen", czy zalatujący muzyką country "Token Chokin'". Niespecjalnie wyszły też akustyczne numery, dość nużące "Alaska" i "A Mean Night in Cleveland". Potwierdza się zatem to, co sugerowały dwa poprzednie albumy zespołu - że choć w jego składzie są niewątpliwie utalentowani instrumentaliści, to jednak kompozytorzy z nich średni. Właśnie warstwa kompozytorska po raz kolejny okazuje się bardzo nierówna. Może gdyby muzycy rzadziej wchodzili do studia, jakość poszczególnych albumów byłaby wyższa. Bo z najlepszych fragmentów "Cactus", "One Way... or Another" i "Restrictions" można by skompilować jeden naprawdę mocny album. Być może z czasem muzycy doszliby do podobnych wniosków, jednak nie było im to już dane.

Wkrótce po premierze "Restrictions" z zespołu odszedł Jim McCarty, który nie potrafił dostosować się do niekonwencjonalnej gry Tima Bogerta na basie. W tym samym czasie, wytwórnia zmusiła zespół do odprawienia Rusty'ego Daya z powodu... za mało komercyjnego głosu. Day zrezygnował wówczas z dalszej kariery muzycznej i zajął się... handlem narkotykami (co zresztą przepłacił życiem - w 1982 roku został zamordowany, prawdopodobnie w związku ze swoim zajęciem). Na jego miejsce przyjęto, paradoksalnie, wokalistę o równie niekomercyjnym głosie - Pete'a Frencha, znanego z Leaf Hound i Atomic Rooster. Nowym gitarzystą został natomiast Werner Fritzschings, ponadto postanowiono poszerzyć skład o klawiszowca, Duane'a Hitchingsa. W tej konfiguracji personalnej nagrany został bardzo słaby album "'Ot 'N' Sweaty" (1972), w połowie wypełniony niezbyt porywającymi nagraniami koncertowymi, a w drugiej - nowymi kompozycjami w klimatach boogie rocka. Po jego wydaniu zespół zakończył działalność. Bogert i Carmine Appice stworzyli wówczas efemeryczną supergrupę Beck, Bogert & Appice, po czym ich drogi także się rozeszły - nie licząc częstych reaktywacji ich pierwszej grupy, Vanilla Fudge. W 2005 roku reaktywowali natomiast Cactus, czego wynikiem był wydany rok później album "Cactus V". W jego nagraniu, wzięli udział także McCarty i były wokalista Savoy Brown, Jimmy Kunes. Pomimo stylistycznego nawiązania do pierwszych albumów Cactus, longplay sprawia wrażenie zbyt wykalkulowanego, a samym utworom brakuje wyrazistości.

"Restrictions" można zatem uznać za ostatni "prawdziwy" album Cactus - a w każdym razie ostatnie studyjne wydawnictwo grupy, z którym warto się zapoznać. Bo choć longplay jako całość jest bardzo nierówny, to nie brakuje na nim solidnego, hard rockowego grania. A przeróbka "Evil" to jeden z najlepszych przykładów u(hard)rockowienia bluesowego standardu.

Ocena: 7/10



Cactus - "Restrictions" (1971)

1. Restrictions; 2. Token Chokin'; 3. Guiltless Glider; 4. Evil; 5. Alaska; 6. Sweet Sixteen; 7. Bag Drag; 8. A Mean Night in Cleveland

Skład: Rusty Day - wokal, harmonijka, instr. perkusyjne; Jim McCarty - gitara; Tim Bogert - bass, dodatkowy wokal; Carmine Appice - perkusja i instr. perkusyjne, dodatkowy wokal
Gościnnie: Ron Leejack - gitara (2); Albhy Galuten - pianino (5)
Producent: Geoffrey Haslam


5 komentarzy:

  1. oceniam Cactus, a zwłaszcza tę płytę znacznie mniej surowo.... pragne zauważyc,że nawet Zeppelinom zdarzały sie bardzo nierówne albumy( np III I WSZYSTKIE NASTEPNE OD "Houses of the holly")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "In Through the Out Door" to kompletne nieporozumienie i nawet najsłabsze utwory Cactus prezentują wyższy poziom od tamtejszych kompozycji. Natomiast wszystkie wcześniejsze albumy Led Zeppelin uważam za co najmniej bardzo dobre (czyli 8/10 według blogowej skali). Jednak to całe porównywanie Cactus do Led Zeppelin nie ma najmniejszego sensu - ot, jakiś dziennikarz, może zaprzyjaźniony z członkami zespołu, rzucił hasłem "amerykański Led Zeppelin" i się przyjęło. W tamtym czasie były dziesiątki zespołów grających hard rock z wpływami bluesa i te dwa bynajmniej nie miały ze sobą więcej wspólnego niż każdy z nich z dowolnym innym, przy czym można by znaleźć sporo grup bardziej podobnych do jednego lub drugiego ;)

      Usuń
    2. po raz pierwszy punktacja zaskoczyła mnie
      Wiem, że z gustami się nie dyskutuje, Płyta ta błąka się na rateyourmusic i besteveralbums w okolicach końca piątej setki. Ale skoro z tego roku Imagine i Look at Yourself zasłużyły u Ciebie na 8 to wydaje mi się że ocena tej płyty jest chyba nieco trochę zawyżona.
      ale tak jak napisałem wcześniej z gustami się nie dystkutuje,
      może rozwiązaniem byłoby skala 12-punktowa
      gdzie dodatkowy punkt płyta otrzymywałaby za wytrzymanie próby czasu i punkt za to czy wykonawca zaliczał się w owym czasie do tzw. topu.
      pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. Nigdy nie byłem fanem solowego Lennona, ani Uriah Heep, a do ich albumów, także tych wspomnianych, w ogóle nie wracam, więc 8/10 to i tak wysokie oceny. Przyznane bardziej z obiektywnych, niż subiektywnych odczuć.

      Usuń
  2. Cactus to... Cactus, Led Zeppelin to Led Zeppelin, Lynyrd Skynyrd to Lynyrd Skynyrd,Humble Pie to Humble Pie etc. etc. Litości, nie porównujmy kapel ze sobą. Są inne i takie być mają. Można co najwyżej dyskutować na tematy "lubię/nie lubię" itp. No właśnie... 3-ka Led Zepplin słaba ??? Dla mnie przeciwnie - NAJLEPSZA i kto ma rację.. ano żaden z nas "jeden lubi ogórki, a drugi ogrodnika córki" - jednemu z nas 3-ka nieprzypadła do gustu, a drugiemu wręcz przeciwnie i... tak winno właśnie być, albowiem dzięki takim właśnie rozbieżnościom w odbiorze możemy sobie pogadać, a może nawet wzajemnie przekonywać... Kurcze, może się kiedyś uprzedziłem, posłucham raz jeszcze może się mylę... :-) Cóż, osobiście zdarza mi się od czasu do czasu wracać do płyt, które od lat uważam za gnioty i niestety w większości takimi pozostają, ale bywa, że odkrywam je z niemałym zaskoczeniem dla siebie samego na nowo - czego życzę i WAM i sobie. I pamiętajmy CACTUS nas kłuje, LED ZEPPELIN unosi - toż to uczucia, o które w życiu chodzi i których szukamy czyli.. LET IT BE. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń