23 maja 2016

[Recenzja] Aerosmith - "Get Your Wings" (1974)



Drugi album Aerosmith sprawia o wiele lepsze wrażenie od debiutu. Tym razem muzycy postawili na hardrockowy czad, darując sobie wycieczki w stronę sztampowego rock and rolla, co wyszło zdecydowanie na dobre. Zespół bynajmniej nie unika tutaj chwytliwych melodii, ale zazwyczaj udaje mu się uniknąć popadania w banał. Już otwierający całość "Same Old Song and Dance" z powodzeniem łączy zadziorne brzmienie (w które dobrze wpasowały się dęciaki) z zapadającą w pamięć melodią. W nieco lżejszym "Lord of the Thighs" jeszcze bardziej uwypuklono warstwę melodyczną, jednak i tutaj nie brakuje ostrych partii gitar. Jeżeli jednak chodzi o chwytliwe melodie, to moim zdaniem bezkonkurencyjny jest "Spaced". Nieco bardziej eksperymentalny utwór, wzbogacony klimatycznymi klawiszami, jednak wciąż nieodchodzący daleko od hard rocka. Rozpędzony riffowiec "S.O.S. (Too Bad)" to z kolei przede wszystkim solidna dawka energii, choć i pod względem melodycznym nie można mu nic zarzucić.

Bardziej bluesrockowy charakter ma "Woman of the World", wyróżniający się dłuższymi gitarowymi solówkami i popisem na harmonijce. A skoro już jesteśmy przy takich klimatach - zespół zamieścił tu także własną wersję rhythm'n'bluesowego standardu "Train Kept-A-Rollin'", oryginalnie wykonywanego przez Tiny'ego Bradshawa. Wersja Aerosmith składa się z dwóch wyraźnie odrębnych części: pierwsza jest wolniejsza, zaś druga - ewidentnie inspirowana coverem The Yardbirds - bardzo rozpędzona. W obu nie brakuje świetnych gitarowych popisów, za które wyjątkowo odpowiadają nie gitarzyści grupy, lecz sesyjni muzycy Dick Wagner i Steve Hunter (obaj byli wówczas członkami zespołu Alice'a Coopera). Wyszło naprawdę nieźle, choć bezsensownym pomysłem było wklejenie odgłosów publiczności, pochodzących z albumu "The Concert for Bangladesh" George'a Harrisona. Przyczepić nie mogę się natomiast do fantastycznej ballady "Seasons of Wither", łączącej akustyczne fragmenty z obowiązkowymi zaostrzeniami, w której nie brakuje też świetnej melodii. Ciekawe natomiast, że brzmi jak pierwowzór grunge'owych ballad - charakteryzuje się podobnym brzmieniem i klimatem. Słabo na tle całości wypada natomiast finałowy "Pandora's Box" - banalny muzycznie i zanadto rozwleczony.

Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek napiszę to o jakimś albumie Aerosmith, ale "Get Your Wings" to naprawdę solidny hardrockowy krążek. Muzycy poczynili znaczne postępy od czasu niedopracowanego debiutu - zwłaszcza w kwestii kompozytorskiej. Oczywiście nie jest to szczególnie wybitne ani ambitne granie - nawet jak na hard rock -  jednak słucha się tego całkiem przyjemnie. A momentami ("Seasons of Wither", "Spaced") aż ciężko uwierzyć, że to ten sam zespół, który spłodził te wszystkie żenujące przeboje z lat 80. i 90.

Ocena: 6/10



Aerosmith - "Get Your Wings" (1974)

1. Same Old Song and Dance; 2. Lord of the Thighs; 3. Spaced; 4. Woman of the World; 5. S.O.S. (Too Bad); 6. Train Kept A-Rollin'; 7. Seasons of Wither; 8. Pandora's Box

Skład: Steven Tyler - wokal, pianino (2,8), harmonijka (4), gitara (7); Joe Perry - gitara, dodatkowy wokal; Brad Whitford - gitara; Tom Hamilton - bass; Joey Kramer - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Dick Wagner - gitara (1,6); Michael Brecker - saksofon (1,8); Stan Bronstein - saksofon (1,8); Jon Pearson - puzon (1); Randy Brecker - trąbka (1); Ray Colcord - instr. klawiszowe (3); Steve Hunter - gitara (6)
Producent: Ray Colcord, Jack Douglas i Bob Ezrin


5 komentarzy:

  1. Mi "Seasons of Wither" przypadło do gustu od pierwszego usłyszenia. Świetna rzecz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli "Get Your Wings" jest jedyną płytą Aerosmith jaką możesz polecić słuchaczom? W stosunku do reszty ich krążków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ktoś by się uparł, że chce przesłuchać jakiś album Aerosmith, to odparłbym, że ewentualnie może to być właśnie ten, ale jest tyle ciekawszych hardrockowych wydawnictw, że w ogóle nie ma potrzeby słuchania tego zespołu.

      Usuń
    2. A to dziwne, bo 7 to pozytywna ocena, poza tym wszystkie utwory poza "Pandora's Box" zostały pochwalone. A "Seasons..." zostało określone wręcz "fantastycznym", z czym się zgadzam :) :)

      Usuń
    3. To taka naciągana siódemka z minusem ;) Da się tego słuchać, nie jest to jakieś męczące, a czasem nawet całkiem przyjemne, ale jest tyle lepszych rzeczy, że w sumie nie warto.

      Usuń