22 kwietnia 2016

[Recenzja] The Byrds - "Turn! Turn! Turn!" (1965)



Drugi album The Byrds nie przynosi żadnych zaskoczeń. Muzycy pozostają wierni stylowi zdefiniowanemu na debiutanckim "Mr. Tambourine Man". Zresztą pomiędzy wydaniem tamtego longplaya, a "Turn! Turn! Turn!", minęło niespełna sześć miesięcy. Zawarte na nich utwory brzmią jak owoc jednej sesji (choć w rzeczywistości zarejestrowano je w innym czasie). Zespół znów wsparł się utworami z repertuaru Boba Dylana ("Lay Down Your Weary Tune", "The Times They Are a-Changin'"), jak i Petera Seegera (tytułowy "Turn! Turn! Turn!"). Poza tym muzycy nagrali własne wersje tradycyjnej folkowej pieśni "He Was a Friend of Mine" (znanej też m.in. z wersji Dylana), utworu "A Satisfied Mind" (oryginalnie wykonanego przez Portera Wagonera), a nawet XIX-wiecznej piosenki "Oh! Susannah" Stephena Fostera.

Najbardziej znanym fragmentem albumu jest utwór tytułowy - kolejny wielki przebój (1. miejsce w Stanach) i jeden z hymnów ruchu hipisowskiego. To przyjemny i przebojowy kawałek, jednak znów najlepsze wrażenie moim zdaniem sprawiają autorskie utwory członków zespołu. Jak bardzo beatlesowskie, energetyczne i chwytliwe "It Won't Be Wrong", "The World Turns All Around Her" oraz "Wait and See". Albo akustyczny, nawiązujący do twórczości Dylana "Set You Free This Time". Pewien niedosyt pozostawia tylko ballada "If You're Gone", której nie można zarzucić nic poza tym, że nie dorównuje balladom z debiutu. Głównym kompozytorem pozostał Gene Clark; jedynie "It Won't Be Wrong" został skomponowany przez Jima McGuinna i Harveya Gersta, a "Wait and See" - przez McGuinna i Davida Crosby'ego.

"Turn! Turn! Turn!" to kolejny udany album The Byrds, którego wadą jest jednak brak świeżych pomysłów. I może odrobinę słabszy, w porównaniu z debiutem, jest poziom utworów. Najlepiej więc potraktować go jako suplement do fantastycznego poprzednika. Bo przełom nastąpił dopiero na kolejnym longplayu... Ale o tym opowiem za tydzień.

Ocena: 7/10



The Byrds - "Turn! Turn! Turn!" (1965)

1. Turn! Turn! Turn! (To Everything There is a Season); 2. It Won't Be Wrong; 3. Set You Free This Time; 4. Lay Down Your Weary Tune; 5. He Was a Friend of Mine; 6. The World Turns All Around Her; 7. Satisfied Mind; 8. If You're Gone; 9. The Times They Are a-Changin'; 10. Wait and See; 11. Oh! Susannah

Skład: Jim McGuinn - wokal i gitara; Gene Clark - gitara, harmonijka, instr. perkusyjne, wokal; David Crosby - gitara, wokal; Chris Hillman - bass, dodatkowy wokal; Michael Clarke - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Terry Melcher - organy (5)
Producent: Terry Melcher


6 komentarzy:

  1. pierwsze pięć longów Byrdsów powala, ale najbardziej powali piąty.... poczekam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej "powalił" trzeci, czyli "Fifth Dimension" ;) A z kolei na piątym, "The Notorious Byrd Brothers", słychać już lekką zapowiedź późniejszych, country rockowych, dokonań zespołu, co nieszczególnie przypadło mi do gustu.

      Usuń
    2. Pierwszych 5-6 płyt najlepszych, chociaż nie wiem czy akurat "Notorious Byrd Brothers" najlepsza. Chyba jednak nie. W przeciwieństwie do autora bloga country rock (i w ogóle country) jak najbardziej trafia w mój gust, ale mimo wszystko psychodela lepsza. Dlatego u mnie numerem jeden jest zdecydowanie "Fifth Dimension". Dalej jest debiut i "Younger Than Yesterday" (długo mi zajęło docenienie tego albumu, ale w końcu do mnie trafił :) ).

      Usuń
    3. Ciekawa dyskusja,Mnie gdy poznawałem Byrdsów,podobnie jak Pana Pawła najbardziej zauroczył "Fifth Dimension" lecz z czasem doceniłem i "Younger Than Yesterday" i " Notorious Byrd Brothers" Trudno Mi orzec który z nich lepszy.Cała trójka psychodelicznych albumów Byrdsów plasuje się w ścisłej czołówce dokonań gatunku,debiut i przywoływany tu "Turn Turn Turn" oceniam ciut niżej.Natomiast zupełnie nie trafiają do Mnie albumy w stylistyce country/rocka choć doceniam pionierski wkład "Sweetheart Of The Rodeo" w rozwój tej formy rocka.Na uwagę zasługuje również bardzo niedoceniony stricte rockowy "Untitled-Studio/Live"z 1970r. zamykający tak po prawdzie rodział pod nazwą The Byrds.Kolejne albumy były już tylko "odcinaniem kuponów"...niestety:(

      Usuń
  2. Nic dodać nic ująć Panie Pawle.Mam niemal identyczne odczucia co Pan.Zgrabna kontynuacja pomysłów z debiutu,przebojowy utwór tytułowy nieco przyćmiewa resztę materiału ale całość wypada bardzo spójnie i przekonująco.Mus dla fanów folk/rocka rodem z zza Wielkiej Wody.Dopiero "wyrzucenie" spiritus movens grupy Gene Clarka sprawiło że pozostali muzycy zabrali się za komponowanie czego efektem następne 3 genialne albumy.Ale o nich poczytam z zainteresowaniem w najbliższych 3 tygodniach.Dziękuję za przypominanie takich formacji jak właśnie The Byrds,trochę niedoceniana(przynajmniej u nas) grupa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gene Clark był dobrym kompozytorem i gdyby został w zespole dłużej, te kolejne albumy mogłyby być jeszcze lepsze. Oczywiście, jeśli jego utwory zajęłyby miejsce coverów, a nie kompozycji McGuinna i Crosby'ego ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.