7 kwietnia 2016

[Recenzja] King Crimson - "Live in Toronto" (2016)



To już drugie koncertowe wydawnictwo odrodzonego King Crimson. Od wydania "Live at the Orpheum" minęło zaledwie kilkanaście miesięcy. Tym razem zespół jednak podzielił się bardziej ekscytującym materiałem. Bo choć "Orpheum" ukazuje zespół w naprawdę dobrej formie, ma też jedną istotną wadę - jest bardzo krótki (jak na album koncertowy). To tylko fragment znacznie dłuższego występu. Nic dziwnego, że wkrótce zaczęły krążyć bootlegi z zapisami pełnych koncertów. Zmotywowały one muzyków do wydania kolejnej, tym razem bardziej obszernej koncertówki. "Live in Toronto" to kompletny zapis ponad dwugodzinnego występu, który odbył się 20 listopada 2015 roku w największym mieście Kanady.

Setlista występu prezentuje się naprawdę wyśmienicie. Dominują na niej utwory z początków kariery grupy, w tym liczne niespodzianki. Robert Fripp, lider i jedyny stały członek King Crimson, zawsze skupiał się na teraźniejszości, niechętnie wracając do starszych utworów. Na szczęście, podczas aktualnej trasy postanowił zmienić swoje podejście. I dzięki temu, na "Live in Toronto", obok "obowiązkowych" punktów występów zespołu - jak "21st Century Schizoid Man" i "Red" - można usłyszeć także utwory nie wykonywane przez zespół od ponad czterdziestu lat. I są to prawdziwe perły, jak "Epitaph", "The Court of the Crimson King", "Pictures of a City", "Larks' Tongues in Aspic (Part One)" i "Easy Money". Z tego wczesnego okresu działalności zespołu znalazły się tu także trzy utwory powtarzające się z "Live at the Orpheum" - "The Letters", "Sailor's Tale" i "Starless" (zabrakło jednak "One More Red Nightmare"), które także zostały odświeżone po latach. Późniejsze dokonania grupy reprezentowane są trzema instrumentalnymi utworami - po jednym z trzech ostatnich albumów ("VROOOM", "The Construkction of Light", "Level Five"). Całości dopełniają zaś cztery nowe kompozycje. Chociaż dwie z nich, "Hell Hounds of Krim" i (obecny już na "Orpheum") "Banshee Legs Bell Hassle", to tylko perkusyjne solówki. Niewiele więcej wnosi instrumentalny "Radical Action (to Unseat the Hold of Monkey Mind)", z połamanym rytmem, ciężkimi gitarami i solówką na flecie. Co innego "Meltdown", w którym pojawia się partia wokalna i ciekawy orientalizujący motyw przewodni.

Wykonania są solidne, choć trochę szkoda, że zespół unika dłuższych improwizacji - wyjątek stanowi "21st Century Schizoid Man", z rozbudowaną częścią instrumentalną. Pozostałe utwory są raczej wierne studyjnym pierwowzorom, choć brzmią ciężej, a niektóre zostały przearanżowane i dopasowane do możliwości obecnego składu. W praktyce wygląda to tak, że np. w "Larks' Tongues in Aspic (Part One)" partia skrzypiec została zastąpiona fletem, a w kilku innych utworach pojawiają się dodatkowe partie saksofonu (np. w "Red" lub "VROOOM" - szczególnie w tym drugim dało to ciekawy efekt i zupełnie nową jakość). Warto też wspomnieć, jak sprawdza się nowy wokalista, Jakko Jakszyk (w zespole dopiero od 2013 roku, choć z jego materiałem zaczął oswajać się już dekadę wcześniej, jako członek 21st Century Schizoid Band*). Pod względem barwy głosu i umiejętności najbliżej mu do Bozza Burrella - nic więc dziwnego, że najlepiej sprawdza się w utworach z albumu "Islands" ("The Letters", "Sailor's Tale"). Świetny popis wokalny daje także w "Starless" i "The Court of the Crimson King". Kompletnie położył natomiast "Epitaph", w którym daleko mu do przejmującej i emocjonującej interpretacji oryginalnego wokalisty, Grega Lake'a. Gorzej wypadają tu także partie saksofonu Mela Collinsa, któremu nie udało się odtworzyć mrocznej atmosfery, osiągniętej niegdyś przez Iana McDonalda. To jednak jedyny fragment, do którego mam takie zastrzeżenia.

"Live in Toronto" to bardzo dobry album koncertowy, jak na dzisiejsze standardy. Fantastyczny wybór utworów i wykonania w większości dorównujące studyjnym pierwowzorom - tylko raz zdecydowanie lepsze ("VROOOM") i raz zdecydowanie gorsze ("Epitaph"). Do tego świetna forma muzyków, choć przecież niektórzy z nich są aktywni od niemal pięćdziesięciu lat. Na chwilę obecną jest to najlepsze wydawnictwo 2016 roku.

Ocena: 8/10

* Był to cover band King Crimson, utworzony przez byłych członków zespołu: Michaela i Petera Gilesów, Mela Collinsa, oraz Iana McDonalda.



King Crimson - "Live in Toronto" (2016)

CD1: 1. Threshold Soundscape; 2. Larks' Tongues in Aspic (Part One); 3. Pictures of a City; 4. VROOOM; 6. Radical Action (to Unseat the Hold of Monkey Mind); 7. Meltdown; 8. Hell Hounds of Krim; 9. The Construkction of Light; 10. Red; 11. Epitaph
CD2: 1. Banshee Legs Bell Hassle; 2. Easy Money; 3. Level Five; 4. The Letters; 5. Sailor's Tale; 6. Starless; 7. The Court of the Crimson King; 8. 21st Century Schizoid Man

Skład: Jakko Jakszyk - wokal i gitara; Robert Fripp - gitara i instr. klawiszowe; Mel Collins - saksofon i flet; Tony Levin - bass; Gavin Harrison - perkusja i instr. perkusyjne; Pat Mastelotto - perkusja i instr. perkusyjne; Bill Rieflin - perkusja i instr. perkusyjne, instr. klawiszowe
Producent: King Crimson


Brak komentarzy

Prześlij komentarz