20 kwietnia 2016

[Recenzja] Cactus - "One Way... or Another" (1971)



Zaledwie osiem miesięcy po ukazaniu się debiutanckiego longplaya Cactus, do sklepów trafił jego następca, "One Way... or Another". W międzyczasie nie doszło do żadnych drastycznych zmian - ani w kwestii składu, ani kierunku muzycznego. Jednak muzycy zdążyli się zgrać i w rezultacie stworzyć bardziej przemyślany materiał od chaotycznego (przynajmniej momentami) debiutu. Kompozycje są bardziej dopracowane, choć gdy trzeba, jest też miejsce na (kontrolowane) improwizacyjne szaleństwo. Za to, podobnie jak poprzednio, pomiędzy autorskimi utworami znalazły się też cudze - tym razem w liczbie dwóch. Całość rozpoczyna się tradycyjnie od jednego z nich - "Long Tall Sally" z repertuaru Little Richarda. Niewiele zostało z rock and rollowego oryginału. Muzycy przerobili utwór na rasowy blues rock. Jest ciężko, ale i melodyjnie. I nawet wokal Rusty'ego Daya brzmi tutaj lepiej, nie tak bełkotliwie, jak na debiucie.

Niestety, nie wszystkie utwory trzymają poziom. W "Rockout Whatever You Feel Like" i "Rock n' Roll Children" zespół zapuścił się w rejony bardziej komercyjnego rocka, oba kawałki odrzucają banalnymi melodiami. Ciekawostką w pierwszym z nich jest przejęcie obowiązków głównego wokalisty przez Tima Bogerta, co jednak wyszło kiepsko. W obu utworach bronią się tylko gitarowe solówki Jima McCarty'ego. "Big Mama Boogie (Parts I & II)" z początku też nie porywa - pierwsza część jest dość monotonna, oparta na akompaniamencie gitary akustycznej i harmonijki. Dla odmiany, druga, instrumentalna część to porywający popis muzyków o jamowym charakterze i hardrockowym brzmieniu. A to dopiero rozgrzewka przed tym, co zawiera druga strona albumu, na którą zespół zachował najlepsze utwory. Na początek kolejny cover - "Feel So Bad", oryginalnie wykonywany przez amerykańskiego bluesmana Chucka Willisa. W wersji Cactus jest to bardzo chwytliwy - ale bez popadania w banał - bluesrockowy kawałek. Ciekawie wprowadzono tutaj brzmienia akustyczne, nie brakuje jednak także ostrzejszych partii gitar. "Song for Aries" to z kolei interesujący utwór instrumentalny, początkowo utrzymany w balladowym nastroju, jednak z czasem nabierający ostrości. Najwspanialszym utworem jest jednak "Hometown Bust". Rozpoczęty dość leniwie, od partii wokalnej - zaskakująco dobrej - z delikatnym gitarowym akompaniamentem. Po chwili jednak nabiera ciężaru i przeradza się w porywający blues w średnim tempie. Zarówno instrumentaliści, jak i wokalista, pokazują się tutaj od najlepszej strony. Całość kończy tytułowy "One Way... or Another" - rozpędzony, hardrockowy czad, oparty na świetnym riffowaniu, a ponadto na swój sposób bardzo przebojowy.

Drugi album Cactus nie jest pozbawiony słabszych momentów, jednak jako całość wypada całkiem dobrze. Cieszy, że tym razem zespół bardziej przyłożył się do tworzenia kompozycji i ich wykonania. Momentami naprawdę niewiele brakuje, by uznać za uzasadnione porównanie Cactus do Led Zeppelin, wymyślone niegdyś przez amerykańskich dziennikarzy, a dumnie używane przez grupę do dziś. "Niewiele" robi jednak różnicę, bo "One Way... or Another" to z pewnością nie poziom największych dzieł Brytyjczyków. Cóż jednak z tego, skoro to naprawdę dobry album hard/bluesrockowy.

Ocena: 7/10



Cactus - "One Way... or Another" (1971)

1. Long Tall Sally; 2. Rockout Whatever You Feel Like; 3. Rock n' Roll Children; 4. Big Mama Boogie (Parts I & II); 5. Feel So Bad; 6. Song for Aries; 7. Hometown Bust; 8. One Way... or Another

Skład: Rusty Day - wokal, harmonijka; Jim McCarty - gitara; Tim Bogert - bass, wokal (2), dodatkowy wokal; Carmine Appice - perkusja i instr. perkusyjne, dodatkowy wokal
Producent: Cactus


Brak komentarzy

Prześlij komentarz