13 kwietnia 2016

[Recenzja] Cactus - "Cactus" (1970)



Nie byłoby grupy Cactus, gdyby nie samochodowy wypadek Jeffa Becka. Wówczas szlag trafił jego planowaną współpracę z sekcją rytmiczną właśnie rozpadającego się Vanilla Fudge - Timem Bogertem i Carminem Appicem. Doszło do niej dopiero trzy czy cztery lata później. W międzyczasie Bogert i Appice zdążyli stworzyć - wspólnie z wokalistą Rustym Dayem (ex-The Amboy Dukes) i gitarzystą Jimem McCartym (ex-Buddy Miles Express) - inny zespół, właśnie Cactus, i nagrać z nim cztery albumy studyjne. Grupa została szybko ochrzczona przez prasę mianem "amerykańskiego Led Zeppelin". Czy jednak słusznie?

Stylistycznie oba zespoły z pewnością mają wiele wspólnego. Jednak już pierwszy utwór, strasznie chaotyczna przeróbka "Parchman Farm" Mose'a Allisona, dobitnie uświadamia jak wiele w tym porównaniu przesady. Kawałek sprawia wrażenie, jakby dla muzyków liczyło się tylko, by grać szybko i ciężko. Wrażenie pogłębia bełkotliwa partia wokalna. Później jest już lepiej, jednak bez wzlotów na miarę Ołowianego Sterowca. "My Lady from South of Detroit" to zaskakujący zwrot o 180 stopni - łagodna i nieco zbyt ckliwa ballada, oparta na brzmieniach akustycznych. Poziomu na pewno nie podnosi trzeci utwór, czyli nudnawe boogie "Bro. Bill". Całkiem przyzwoicie wypadają natomiast dwie kolejne kompozycje - rozbudowana, pełna dynamicznych kontrastów wersja "You Can't Judge a Book by the Cover" (przeróbka rhythm'n'bluesowego standardu Bo Diddleya), oraz rock and rollowy "Let Me Swim", z bardziej wyrazistą warstwą melodyczną (nie licząc chaotycznej końcówki).

Najlepsze zespół zostawił jednak na koniec. Trzy ostatnie utwory ratują ten album. "No Need to Worry" to klasyczna bluesowa ballada. Nie zaliczyłbym jej do najlepszych tego typu utworów, jakie słyszałem, jednak gitarowe solówki wypadają naprawdę porywająco. W końcu McCarty pokazał swój talent, o jaki nie sposób byłoby go podejrzewać na podstawie wcześniejszych kawałków. Zdecydowanie najlepszym fragmentem longplaya jest natomiast "Oleo". Niby tradycyjny bluesrockowy kawałek w szybkim tempie, wyróżniający się jednak porywającymi solówkami McCarty'ego, oraz basowym popisem Bogerta. Całkiem udany jest także hardrockowy finał albumu, "Feel So Good", z wyrazistym riffowaniem w zasadniczej części, oraz wzbogacony długą perkusyjną solówką Appice'a.

Debiutancki album Cactus pozostawia mieszane odczucia. Szkoda, że dopiero w ostatnich utworach muzycy pokazują, na co naprawdę ich stać. Wcześniejsza część albumu jest bardzo bałaganiarska, zarówno przez stylistyczne niezdecydowanie, jak i nieład panujący w samych utworach (szczególnie w "Parchman Farm"). Razi to tym bardziej, że grają tu przecież doświadczeni instrumentaliści, po których można by spodziewać się większego profesjonalizmu. Najsłabszym ogniwem zespołu jest jednak Rusty Day, którego surowy, niechlujny wokal potęguje wrażenie chaosu. A najwięcej tracą na tym te najbardziej udane utwory, które z lepszym wokalistą mogłyby być jeszcze bardziej porywające.

Ocena: 6/10



Cactus - "Cactus" (1970)

1. Parchman Farm; 2. My Lady from South of Detroit; 3. Bro. Bill; 4. You Can't Judge a Book by the Cover; 5. Let Me Swim; 6. No Need to Worry; 7. Oleo; 8. Feel So Good

Skład: Rusty Day - wokal, harmonijka; Jim McCarty - gitara; Tim Bogert - bass, dodatkowy wokal; Carmine Appice - perkusja i instr. perkusyjne, dodatkowy wokal
Producent: Cactus


2 komentarze:

  1. Cactus to moja ulubiona grupa;ich debiut nie jest moze porywający-mnie razi dosc surowa produkcja i niechlujne brzmienie....natomiast dwie kolejne płyty to moim zdaniem mistrzostwo-nie ustepują dokonaniom Zeppów. p.s fajnie,że przypominasz o Grand Funk i Cactus tylko ddlaczego recenzje płyt Allman Brothers zakonczyłes na latach 70-tych? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - kolejne dwa albumy Cactus są znacznie lepsze ;)

      Nie mogłem przebrnąć przez albumy Allmanów z lat 80. Możliwe, że jednak wrócę do opisywania tego zespołu - np. od czasu "Seven Turns". Natomiast już od poniedziałku na bloga "wróci" The Who, bo Czytelnicy dopominali się o recenzje późniejszych longplayów ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.