4 marca 2016

[Recenzja] Steamhammer - "Mk II" (1969)



Debiutancki album Steamhammer nie odniósł komercyjnego sukcesu, choć zespół zdobywał coraz większą popularność dzięki koncertom. Wiosną 1969 roku muzycy dostali propozycję wsparcia słynnego amerykańskiego bluesmana Freddiego Kinga na jego brytyjskiej trasie. Wspólne koncerty rozpoczynały się od występu Steamhammer, a następnie wokalista Kieran White i gitarzysta Martin Pugh schodzili ze sceny, a do pozostałych muzyków - gitarzysty Martina Quittentona, basisty Steve'a Davy'ego i perkusisty Michaela Rushtona - dołączał King, by zaprezentować swój repertuar. Tak to działało w tamtych czasach - solowi artyści ze Stanów nie mogli koncertować w Europie ze swoimi stałymi współpracownikami, bo wytwórnie nie chciały płacić za ich przelot i pobyt za granicą. Stąd konieczność występowania z lokalnymi instrumentalistami. Innym przykładem takiej sytuacji były np. wspólne występy The Yardbirds z Sonnym Boyem Williamsonem.

Niedługo przed nagraniem drugiego albumu, ze Steamhammer zdecydowali się odejść Rushton i Quittenton. Nowym perkusistą został Mick Bradley, natomiast zamiast nowego gitarzysty przyjęto saksofonistę Steve'a Jolliffe'a (późniejszego członka Tangerine Dream, z którym nagrał album "Cyclone"). Rezultatem tego posunięcia jest większa rozpiętość stylistyczna. Zespół kontynuuje eksperymenty z psychodelią i folkiem, ale też wprowadza elementy jazzowe. Najmniej w tym wszystkim bluesa, który przecież dominował na debiucie. "Mk II" to bardzo zróżnicowany album, co najlepiej oddają cztery pierwsze utwory - każdy utrzymany w zupełnie innym stylu. "Supposed to Be Free" pokazuje nowe, jazzujące oblicze grupy; na pierwszy plan wybijają się tutaj saksofonowe partie Jolliffe'a. "Johnny Carl Morton" przynosi psychodeliczny klimat, utworzony za pomocą klawesynu i hipnotycznego basu. Z kolei "Sunset Chase" to akustyczna, instrumentalna miniaturka, przywodząca na myśl folkowe utwory Led Zeppelin. Natomiast "Contemporary Chick Con Song" to jedyny na tym albumie utwór stricte bluesrockowy. A zarazem jeden z jego najlepszych fragmentów, ze świetnymi solówkami na saksofonie i gitarze.

Dalsza część albumu wydaje się nieco bardziej spójna, choć zróżnicowanie stylistyczne wciąż jest spore. Wpływy folkowe powracają w "Down Along the Grove" i "Fran and Dee Take a Ride" - kolejnych akustycznych instrumentalach - a także w "6/8 for Amiran", który - nie tylko za sprawą fletu - brzmi jak zaginiony utwór Jethro Tull (gdzieś z okresu wydanego w tym samym roku "Stand Up"). "Turn Around" i "Passing Through" to z kolei bardziej piosenkowe, łagodne utwory o przyjemnych melodiach. Najbardziej wyróżniającym się utworem jest natomiast 15-minutowy "Another Travelling Tune". Nie tylko ze względu na czas trwania i mniej oczywistą strukturę, ale także dlatego, że to najostrzejszy, najbardziej hardrockowy utwór na albumie. Zasadnicza część utworu oparta jest na gitarowym duecie, budzącym skojarzenia z Wishbone Ash, jednak potem utwór ciekawie ewoluuje, pojawiają się interesujące solówki na saksofonie, a długi fragment instrumentalny zahacza o jazz, folk i psychodelię. Utwór stanowi zatem doskonałe podsumowanie całego albumu.

"Mk II" jest dowodem rozwoju zespołu, którego wówczas nie można było już przypisać do konkretnej stylistyki. Z drugiej strony, przez owo zróżnicowanie, albumowi można zarzucić brak spójności. Poszczególne utwory jednak się bronią, a niektóre z nich to prawdziwe perełki.

Ocena: 8/10



Steamhammer - "Mk II" (1969)

1. Supposed to Be Free; 2. Johnny Carl Morton; 3. Sunset Chase; 4. Contemporary Chick Con Song; 5. Turn Around; 6. 6/8 for Amiran; 7. Passing Through; 8. Down Along the Grove; 9. Another Travelling Tune; 10. Fran and Dee Take a Ride

Skład: Kieran White - wokal, gitara, harmonijka; Martin Pugh - gitara; Steve Jolliffe - saksofon, flet, klawesyn (2), dodatkowy wokal; Steve Davy - bass; Mick Bradley - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Fritz Fryer i John Hawkins


1 komentarz:

  1. No i zabrałem się za Steamhammer...Nie wiem czy dobrze rozpocząłem od płyty Mk II, ale w sumie nie żałuję bo to świetna muzyka. Sam się zaczynam sobie dziwić ale zaczynają mi się podobać jazzrockowe klimaty. Te solówki na saksofonie doskonale tu pasują i naprawdę fajnie to brzmi z gitarą. Moimi ulubionymi utworami są Supposed to Be Free z jazzowymi wstawkami, piękna miniaturka Sunset Chase czy Another Travelling Tune gdzie nieco irytują mnie psychodeliczne odjazdy. Największą perłą jest jednak fantastyczny Johnny Carl Morton ze świetnym podkładem granym na akustyku i klawesynie. Zupełnie nie odpowiada mi np. bardzo pokręcony 6/8 for Amirian. Ogólnie płyta godna uwagi.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.