3 marca 2016

[Blog] Podsumowanie lutego

W lutym odszedł, w wieku zaledwie czterdziestu lat, kolejny utalentowany muzyk - Piotr Grudziński, gitarzysta grupy Riverside. Miałem okazję poznać go osobiście, gdy trzy lata temu przeprowadzałem wywiad na potrzeby bloga i serwisu, z którym wówczas współpracowałem. Choć to nie z nim miałem rozmawiać o właśnie wydanym albumie "Shrine of New Generation Slaves", podszedł do mnie by się przywitać i zamienić kilka słów. Okazał się bardzo pozytywnym i przyjacielskim człowiekiem. Zawodowo, jeśli można to tak określić, był natomiast profesjonalistą i chyba nie będzie w tym przesady, jeśli nazwę go jednym z najlepszych, a może najlepszym polskim gitarzystą. Choć Riverside nie należy do często słuchanych przeze mnie wykonawców, informacja o śmierci Piotra była dla mnie ogromnym szokiem.


Pora przejść do radośniejszej części tego tekstu, czyli nowości w mojej muzycznej kolekcji. W lutym nie kupiłem żadnych winyli, za to uzupełniłem braki w płytach DVD. Najważniejszy zakup to "London Hyde Park 1969" supergrupy Blind Faith - polowałem na to wydawnictwo przez ponad rok. Nie będę się rozpisywał na jego temat, ponieważ niedawno go zrecenzowałem. Dwie inne nowości to "In Concert: Historical Live Performance" Black Sabbath oraz "Live from Radio City Music Hall" alter ego tej grupy, Heaven & Hell. Pierwsze z tych wydawnictw to bootleg, z fatalnej jakości obrazem (jakby przegranym ze starej kasety VHS) i amatorskim montażem. Przynajmniej dźwięk jest przyzwoity, choć bez rewelacji. Jednak płyta zawiera niezwykle ekscytujący materiał - zapis występu z 20 grudnia 1970 roku w Paryżu. Naprawdę warto, nawet w tak podłej jakości obrazu, zobaczyć jak bardzo młodzi Ozzy, Tony, Geezer i Bill wykonują utwory ze swoich dwóch pierwszych, rewelacyjnych albumów. Ciężko zrozumieć dlaczego oficjalnie wydane zostały tylko fragmenty (za to lepszej jakości) tego występu - to przecież fantastyczny materiał. "Live from..." to z kolei rejestracja koncertu z 30 marca 2007 roku w Nowym Jorku. Zespół występował wówczas pod inną nazwą i w innym składzie - z Ronniem Jamesem Dio i perkusistą Vinnym Appice'em. Na repertuar składają się utwory z trzech albumów Black Sabbath nagranych z Dio, a jest to równie ekscytujący materiał, co ten z początku lat 70. Wykonawczo jest bez zarzutu - muzycy mimo wieku są w doskonałej formie. Jak przystało na oficjalne wydawnictwo, tym razem i obraz, i dźwięk są idealne. Pozostaje tylko żałować, że zlekceważyłem szansę zobaczenia na własne oczy ówczesnego koncertu grupy w Polsce. 




Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.