1 lutego 2016

[Recenzja] The Rolling Stones - "Tattoo You" (1981)



Zaliczanemu do albumów studyjnych "Tattoo You" zdecydowanie bliżej do kompilacji. Na początku lat 80. Stonesi intensywnie koncertowali, co - według ich własnych słów - uniemożliwiało im tworzenie nowych utworów. Jednocześnie uważali, że kolejne trasy powinny być związane z promocją nowego materiału. Muzycy wpadli więc na pomysł, aby wyciągnąć z archiwum niewykorzystane utwory, w razie potrzeby wzbogacić je nowymi partiami (przede wszystkim wokalnymi) i wydać jako nowy album. "Tattoo You" jest zatem głównie zbiorem odrzutów z kilku poprzednich longplayów - wyjątek stanowią dwa nowe kawałki ("Neighbours" i "Heaven"). Najstarsze w zestawie są "Tops" i "Waiting on a Friend" - oba powstały jeszcze z myślą o albumie "Goats Head Soup". Wykorzystano tutaj część ścieżek oryginalnych nagrań, z końcówki 1972 roku, w tym także gitarowe partie Micka Taylora (jego nazwisko pojawiło się jednak dopiero na reedycjach). "Slave" i "Worried About You" to z kolei odrzuty z albumu "Black and Blue". Cała reszta to pozostałości po sesjach do "Some Girls" i "Emotional Resque".

Album podzielony został na dwie części, odpowiadające stronom płyty winylowej. Stronę A wypełniły bardziej dynamiczne kawałki, natomiast B - spokojniejsze, o balladowym charakterze. Z tej pierwszej wyróżnia się przede wszystkim otwierający całość "Start Me Up". Jego korzenie sięgają sesji do albumu "Some Girls" - wówczas muzycy próbowali nagrać go w wersji reggae. Kolejne podejście do nagrania nastąpiło podczas sesji "Emotional Resque", ale wówczas znów rezultat okazał się niezadowalający. W końcu muzycy postanowili nagrać go w bardziej dynamicznej, rockowej wersji, opartej na charakterystycznym riffie, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Powstał jeden z najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej chwytliwych kawałków grupy. Zupełnie zasłużenie stał się największym przebojem Stonesów z lat 80. (choć i tak odniósł mniejszy sukces od przebojów z poprzednich dekad).

Kolejne utwory, niestety, już tak nie zachwycają. Od biedy można wyróżnić dość chwytliwy "Hang Fire". Pozostałym brakuje wyrazistości, co zresztą nie powinno dziwić, skoro mamy do czynienia z odrzutami. Dużo tutaj sztampowego rock and rolla (np. śpiewany przez Richardsa "Little T&A", albo "Neighbours") i równie nieciekawego rhythm and bluesa ("Slave", "Black Limousine"). Podobnie nijako wypadają utwory z drugiej części albumu. Eksperymentalny, oniryczny "Heaven" (zarejestrowany bez udziału Richardsa i Wooda - na gitarach grają Jagger i Wyman) intryguje, ale niestety także irytuje falsetową partią wokalną. Ten sam problem dotyczy także "Worried About You", chociaż tutaj nieciekawa - po prostu nudna - jest także warstwa instrumentalna. Dość mdło wypadają "Tops" i "Waiting on a Friend". Zupełnie nie dziwi, że muzycy odłożyli je na tyle lat do archiwum - zwłaszcza, że w tamtym czasie muzycy stworzyli kilka znacznie lepszych ballad ("Angie", "Coming Down Again"). Warto jednak odnotować, że w "Waiting on a Friend" pojawiają się naprawdę ładne partie saksofonu w wykonaniu słynnego jazzmana Sonny'ego Rollinsa. Całości dopełnia smętny "No Use in Crying".

"Tattoo You" to typowy album z odrzutami, na którym przeważają nieciekawe popłuczyny po poprzednich longplayach. Jeden naprawdę udany utwór nie ratuje sytuacji. Choć szczerze mówiąc, całość wypada odrobinę lepiej od albumów "Black and Blue" i "Emotional Resque". Daleko jej jednak do "Some Girls", nie wspominając o dokonaniach Stonesów z Mickiem Taylorem.

Ocena: 6/10



The Rolling Stones - "Tattoo You" (1981)

1. Start Me Up; 2. Hang Fire; 3. Slave; 4. Little T&A; 5. Black Limousine; 6. Neighbours; 7. Worried About You; 8. Tops; 9. Heaven; 10. No Use in Crying; 11. Waiting on a Friend

Skład: Mick Jagger - wokal, gitara (9,10), harmonijka (5); Keith Richards - gitara, bass (4), wokal (4), dodatkowy wokal; Ronnie Wood - gitara, bass (2), dodatkowy wokal; Mick Taylor - gitara (8,11); Bill Wyman - bass, gitara (9), syntezator (9); Charlie Watts - perkusja
Gościnnie: Michael Carabello - instr perkusyjne (1,3,11); Ian Stewart - pianino (2,4-6); Sonny Rollins - saksofon (3,6,7); Billy Preston - instr. klawiszowe (3,7); Ollie Brown - instr. perkusyjne (3,7); Pete Townshend - dodatkowy wokal (3); Wayne Perkins - gitara (7); Jimmy Miller - instr. perkusyjne (8); Chris Kimsey - pianino (9); Nicky Hopkins - instr. klawiszowe (8,10,11)
Producent: Mick Jagger i Keith Richards


5 komentarzy:

  1. Okropna recenzja!!! Ta płyta jest dobra jak nie bardzo dobra i najlepsza obok Steel Wheels z płyt Stonsów z lat osiemdziesiątych. Jestem w szoku ,że autor tak gładko przeleciał się po takim albumie. To tak jakby zarzucić Leonardo daVinci że Mona Lisa to słaby obraz. Nie sugerujcie się tą recenzją, tylko przesłuchajcie kilka razy album jak na składak to zrobiony jest lepiej niż Let it Be przez Spectora. Dla mnie 8/10 napewno, a był taki czas, że 10/10 super płyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Infantylny i niemerytoryczny komentarz. Na szczęście nie żyjemy w świecie, gdzie każdy musi mieć taką samą opinię. Dla mnie ten album jest bardzo przeciętny, dla ciebie wspaniały. Ale ja tylko dzielę się moją opinią, a ty chcesz swoją narzucać innym (nie podając nawet żadnych merytorycznych argumentów dlaczego ten album jest dobry).

      "Najlepsza obok Steel Wheels z płyt Stonsów z lat osiemdziesiątych" to akurat żadne wyróżnienie, bo zespół przez całą tą dekadę prezentował nieszczególny poziom. "Emotional Resque" i "Undercover" są żenująco słabe, "Dirty Work" mniej więcej na poziomie "Tattoo You", a "Steel Wheels" to powrót do formy, choć niepozbawiony wad.

      Usuń
  2. Ja naprawdę lubię ten album. Jedynie Worried About You mnie drażni :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedna z najlepszych w historii stron B a tu 6/10 :)... Wolne żarty... Do recenzji zawsze dystans..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żartem są takie komentarze. Bez żadnej merytorycznej wartości i wspomnianego dystansu.

      Usuń