29 lutego 2016

[Recenzja] The Rolling Stones - "Steel Wheels" (1989)



Po wydaniu "Dirty Works" grupa The Rolling Stones praktycznie przestała istnieć. Nie było promującej trasy koncertowej, Mick Jagger w pełni poświęcił się karierze solowej (w 1987 roku wydał drugi album, "Primitive Cool"), a nawet Keith Richards zaczął działać na własny rachunek (w 1988 roku zadebiutował albumem "Talk Is Cheap"). Punktem zwrotnym okazało się wprowadzenie zespołu do Rock and Roll Hall of Fame. Muzycy nie tylko wystąpili razem podczas ceremonii, ale także puścili w niepamięć wszystkie spory. Pogodzeni Richards i Jagger udali się razem na Barbados, gdzie w ciągu dziesięciu dni skomponowali około pięćdziesięciu nowych utworów. W marcu 1989 roku rozpoczęła się sesja nagraniowa kolejnego albumu, zatytułowanego "Steel Wheels". Albumu będącego niespodziewanym powrotem do formy. Bo jest to bez wątpienia najlepsze dokonanie Stonesów od czasu wydanego jedenaście lat wcześniej "Some Girls".

W przeciwieństwie do kilku poprzednich albumów, "Steel Wheels" jest bardzo spójny stylistycznie. Nie licząc jednego bardziej eksperymentalnego kawałka, mamy tutaj głównie do czynienia z typowo stonesowskim rockiem, czerpiącym bezpośrednio z rhythm and bluesa i rock and rolla. Żadnego reggae, disco, czy nowoczesnych, elektronicznych aranżacji. A co więcej, album aż kipi od świetnych melodii. Udało się z niego wykroić kilka bardzo chwytliwych singli, jak "Mixed Emotions", "Rock and a Hard Place" czy "Terrifying". Co prawda, w notowaniach radziły sobie średnio (z wyjątkiem pierwszego z nich, który doszedł do 5. miejsca w Stanach), ale to po prostu nie były dobre czasy dla takiej muzyki, będącej dla ówczesnych słuchaczy - a przynajmniej według kreujących modę dziennikarzy muzycznych - reliktem minionej epoki. W lepszych czasach mogłyby to jednak być spore przeboje. Zresztą kawałków z przebojowym potencjałem jest tutaj więcej niż wspomniane single. Wyróżnić trzeba przede wszystkim dynamiczny "Sad Sad Sad", który w roli otwieracza sprawdza się równie dobrze co "Brown Sugar" czy "Start Me Up". Na kolejnych miejscach plasują się "Can't Be Seen" i "Hearts for Sale".

Zaskoczeniem jest natomiast wspomniany wcześniej eksperyment, czyli kompozycja "Continental Drift". Nagrana z pomocą marokańskich muzyków, grających na tradycyjnych afrykańskich instrumentach, które nadają utworowi niezwykłego, orientalnego klimatu i transowego charakteru. To jedna z najbardziej niesamowitych i oryginalnych kompozycji w repertuarze zespołu. Niestety, album ma też słabsze momenty, jak "Break the Spell" czy bardzo sztampowy rock and roll "Hold On to Your Hat". Nie najlepiej wypadają ballady, które aż lepią się od produkcyjnego lukru. W singlowym "Almost Hear You Sigh" jest przynajmniej całkiem ładna melodia, podczas gdy pozostałym dwóm, "Blinded By Love" i "Slipping Away", brakuje czegokolwiek wyróżniającego na plus. Największą wadą albumu jest zatem jego czas trwania, przekraczający pięćdziesiąt minut - spokojnie można było pominąć ze dwa, a najlepiej cztery, słabsze utwory.

Ogólnie jednak "Steel Wheels" pozostawia raczej pozytywne wrażenie. Cieszy, że muzycy pokonali kryzys i nagrali album na całkiem przyzwoitym poziomie - dalekim od największych dokonań zespołu, ale też równie odległym od tych najsłabszych. Warto więc zapoznać się z tym materiałem, choć w żadnym wypadku nie jest to obowiązkowa pozycja.

Ocena: 7/10



The Rolling Stones - "Steel Wheels" (1989)

1. Sad Sad Sad; 2. Mixed Emotions; 3. Terrifying; 4. Hold On to Your Hat; 5. Hearts for Sale; 6. Blinded by Love; 7. Rock and a Hard Place; 8. Can't Be Seen; 9. Almost Hear You Sigh; 10. Continental Drift; 11. Break the Spell; 12. Slipping Away

Skład: Mick Jagger - wokal, gitara, harmonijka, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne; Keith Richards - gitara, wokal (8,12), dodatkowy wokal; Ronnie Wood - gitara, bass, dodatkowy wokal; Bill Wyman - bass; Charlie Watts - perkusja
Gościnnie: Chuck Leavell - instr. klawiszowe; Matt Clifford - instr. klawiszowe; Luis Jardim - instr. perkusyjne; Phil Beer - mandolina, skrzypce; Roddy Lorimer - trąbka; Sarah Dash, Lisa Fischer, Bernard Fowler, Sonia Morgan, Tessa Niles - dodatkowy wokal
Producent: Chris Kimsey, Mick Jagger, Keith Richards


1 komentarz:

  1. Dobry album zwiastujący powrót do formy. Osobiście ja też nie przepadam za zawartymi tam balladami. Wyjątkiem jest Almost Hear You Sigh. Zgadzam się z oceną :D.

    OdpowiedzUsuń