27 stycznia 2016

[Recenzja] Witchwood - "Litanies From the Woods" (2015)



Minął ledwie miesiąc odkąd opublikowałem swoje podsumowanie zeszłego roku, a już żałuję nieuwzględnienia w nim kilku albumów. Albumów, które odkryłem zdecydowanie za późno. Wśród nich znajduje się "Litanies From the Woods" - debiutanckie dzieło młodego włoskiego zespołu o nazwie Witchwood. Grupa czerpie garściami z klasycznego rocka lat 70., głównie z takich stylów, jak hard-, prog- i folk rock. W utworach nie brakuje wyrazistych riffów, ani zachwycających solówek gitarowych. W bogatych aranżacjach słychać zaś inspirację zarówno takimi wykonawcami, jak Deep Purple i Uriah Heep (wszechobecne Hammondy), jak i Jethro Tull (w składzie jest nawet muzyk grający na flecie). Nie brzmi to może szczególnie oryginalnie, jednak na tle licznych współczesnych zespołów nawiązujących do tamtej dekady, Witchwood zdecydowanie się wyróżnia. Muzykom nie można zarzucić ani talentu wykonawczego, ani kompozytorskiego. A szczególnie brak tego drugiego jest widoczny w ostatnich czasach wśród młodych zespołów.

Longplay rozpoczyna się od trzech najbardziej dynamicznych kawałków. "Prelude / Liar" to hardrockowy riffowiec, przyjemnie ubarwiony "purpurowymi" organami. Świetny jest fragment w środku, kiedy milkną wszystkie instrumenty, z wyjątkiem basu, do którego po chwili dołącza partia fletu i organowe tło, a następnie także perkusja - przypomina to nieco twórczość Traffic. Przynajmniej do czasu ponownego wejścia gitary, gdy utwór znów zaczyna nabierać dynamiki. Instrumentalnie jest więc naprawdę rewelacyjnie - gorzej wypada warstwa wokalna. Riccardo Dal Pane niestety nie posiada szerokiej skali głosu, szczególnymi umiejętnościami też nie może się pochwalić. W zupełności wynagradza to jednak muzyka. W kolejnym utworze, "A Place for the Sun", główny riff gitarowy uzupełniany jest fletem i organami, przez co brzmi jak skrzyżowanie mocniejszego Jethro Tull z Deep Purple. Utwór jest ciekawie urozmaicany spokojniejszymi refrenami, znów też pojawia się świetny fragment instrumentalny - tym razem z gitarą akustyczną i prześlicznymi solówkami na gitarze i organach. "Rainbow Highway" to kolejny riffowiec, tym razem o nieco podfunkowionym rytmie. I w tym utworze pojawia się ciekawe zwolnienie w środku - tym razem z klasycyzującą partią pianina, oraz kolejną świetną solówką gitarową.

"The Golden King" rozpoczyna spokojniejszą część albumu. To bardzo klimatyczny, nieco orientalizujący utwór o wciągającym, transowym charakterze. Świetna rzecz. Mieszane odczucia mam natomiast w stosunku do 11-minutowego "Shade of Grey". Z jednej strony są w nim naprawdę śliczne partie gitary akustycznej, a także nadające folkowego klimatu ozdobniki na flecie i mandolinie. Z drugiej - w utworze nie dzieje się zbyt wiele, a zaostrzenia w drugiej połowie wypadają dość topornie. Zdecydowanie przydałoby się skrócić tą kompozycję. Tym bardziej, że album i tak jest bardzo długi. "The World Behind Your Eyes" to bardziej piosenkowy utwór, z łagodnymi, akustycznymi zwrotkami i ostrzejszym, przebojowym refrenem. Warto zwrócić uwagę na kapitalną, choć krótką, solówkę wieńczącą utwór. Najbardziej intrygującym utworem jest "Farewell to the Ocean Boulevard". Mimo, że to ponad kwadrans całkowicie instrumentalnej muzyki, jest zdecydowanie najbardziej chwytliwą kompozycją na albumie, z licznymi zapadającymi w pamięć motywami i fantastycznymi popisami muzyków (jest tu nawet solo perkusyjne - rzecz praktycznie niespotykana na współczesnych albumach). Słabo na tle całości wypada "Song of Freedom" - dziewięciominutowa kompozycja, w której panuje straszny chaos, jakby muzycy chcieli wymieszać ze sobą jak najwięcej muzycznych gatunków - słychać i country, i folk, i blues, i rock... Poziom wraca w podniosłym finale albumu, "Handful of Stars", złożonym z kilku części: wokalnej "The Gates of Slumber"; instrumentalnego popisu na granicy hard- i prog rocka, "Nox Erat..."; a także intrygującego zakończenia "Epilogue: Litanies for a Starless Night", z "kosmiczną" partią syntezatora Mooga.

"Litanies From the Woods" to jak dotąd najlepszy rockowy debiut XXI wieku (przynajmniej z tych, które słyszałem). A także jeden z najlepszych albumów z tego okresu nagranych przez młody zespół. Mimo wszystko, nie pozbawiony wad. Ta największa to długość - 78 minut muzyki to przecież materiał na dwa longplaye. Na miejscu muzyków zrezygnowałbym z kilku utworów - jeden odłożył do dopracowania na następny album ("Shade of Grey"), inny w ogóle bym sobie darował ("Song of Freedom"). I wówczas album sprawiałby jeszcze lepsze wrażenie. Być może następnym razem członkowie Witchwood nie popełnią takiego błędu i wydadzą bardziej zwarty, w pełni udany album. Na razie są największą nadzieją na przyszłość rocka. Oby tego nie zmarnowali.

Ocena: 8/10



Witchwood - "Litanies From the Woods" (2015)

1. Prelude / Liar; 2.  A Place for the Sun; 3. Rainbow Highway; 4. The Golden King; 5. Shade of Grey; 6. The World Behind Your Eyes; 7. Farewell to the Ocean Boulevard; 8. Song of Freedom; 9. Handful of Stars

Skład: Riccardo Dal Pane - wokal, gitara, mandolina, instr. perkusyjne; Luca Celotti - bass; Andrea Palli - perkusja i instr. perkusyjne; Stefano Olivi - instr. klawiszowe; Samuele Tesori - flet, harmonijka
Gościnnie: Alessandro Celli - gitara; Alessandro Aroni - bass (7); Matteo Zambrini - instr. perkusyjne; Tiziana Franzoni - dodatkowy wokal
Producent: Witchwood


1 komentarz:

  1. Wszedłem sobie wczoraj z ciekawości w Twoją recenzję. Opis tego albumu był zachęcający, więc postanowiłem, że sobie tego posłucham. Jak przesłuchałem całą płytę to normalnie nie mogłem uwierzyć, że dzisiaj też można tworzyć tak wspaniałą muzykę. Ten album to podróż do najlepszych lat muzyki rockowej, a "Handful of Stars" to dla mnie w ogóle arcydzieło. Jedynie ten kawałek instrumentalny jest dla mnie trochę nudny. Ode mnie 9/10. Ogromne dzięki za polecenie tak wspaniałego albumu! Z niecierpliwością czekam na kolejne dzieła tej grupy!

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.