11 stycznia 2016

[Recenzja] The Rolling Stones - "Some Girls" (1978)



"Some Girls" bywa uznawany za kolejne - i już definitywnie ostatnie - wielkie dzieło Stonesów. Czy jednak słusznie? Przy pierwszych przesłuchaniach nie byłem do tego przekonany, jednak album zyskiwał z kolejnymi odsłuchami. Bez wątpienia jest to znacznie lepszy longplay od poprzedniego w dyskografii "Black and Blue". Nowy skład zdążył się już zgrać, a także odnaleźć w nowej muzycznej rzeczywistości, w której królowały disco i punk - wśród nowych utworów zespołu (a powstało ich tyle, że starczyło ich jeszcze na następne albumy) wielbiciele obu tych stylów mogli znaleźć coś dla siebie. Warto też dodać, że muzycy nagrali ten album niemal całkiem samodzielnie, nie wspierając się - jak przy okazji siedmiu poprzednich longplayów - licznymi muzykami sesyjnymi. Na "Some Girls" muzycy spoza zespołu wystąpili tylko w czterech utworach, z których tylko w jednym ich wkład decyduje o charakterze kompozycji.

Ten utwór to oczywiście "Miss You" - najbardziej znany fragment albumu i ostatni naprawdę wielki przebój zespołu. A także jeden z najlepszych w całej dyskografii zespołu, pomimo ewidentnie tanecznego charakteru. Mick Jagger w tamtym czasie był stałym bywalcem klubów disco i po nasiąknięciu tamtejszymi dźwiękami, postanowił stworzyć coś w tym stylu (w komponowaniu pomógł mu Billy Preston, jednak utwór tradycyjnie został podpisany nazwiskami Jaggera i Keitha Richardsa, mimo że ten drugi nie brał udziału w jego tworzeniu). Na szczęście, w utworze zostały wykorzystane wyłącznie prawdziwe instrumenty. Z członków zespołu najbardziej błyszczy Bill Wyman - ta funkowa linia basu to jego największy popis w karierze. Utwór jest jednak przede wszystkim popisem zaproszonych gości - Iana McLagana (ex-Small Faces), który gra charakterystyczny motyw przewodni na pianinie elektrycznym, a także Mela Collinsa (ex-King Crimson) i Jamesa "Sugar Blue" Whitinga, którzy ubarwiają kompozycję saksofonem i harmonijką. Wyszedł naprawdę świetny, chwytliwy kawałek, z jednej strony idealny na parkiet, a z drugiej - nieodrzucający rockowych (czy też np. bluesowych) słuchaczy.

Innym interesującym utworem jest "Beast of Burden", wydany zresztą jako drugi singiel. Utwór zdradza inspirację soulem i pomimo dość melancholijnego charakteru, zachwyca piękną melodią. Ten kawałek także nieźle sprawdziłby się na parkiecie, do wolniejszego tańca. Jeżeli chodzi natomiast o wspomniane we wstępnie naleciałości punkowe, to wymienić trzeba przede wszystkim agresywne "Lies" i "Respectable". Sporo energii pojawia się także w typowo stonesowskich utworach, jak "When the Whip Comes Down", "Shattered" czy śpiewanym przez Richardsa, autobiograficznym "Before They Make Me Run" (gitarzysta rzeczywiście musiał wówczas uciekać - przed prawem, w wyniku różnych narkotykowych wpadek). Muzycy po raz kolejny sięgnęli do repertuaru The Temptations, tym razem czerpiąc z niego kompozycje "Just My Imagination (Running Away with Me)", której nadali bardziej rockowego charakteru. W tytułowym "Some Girls" przypominają natomiast o swojej fascynacji bluesem - jest tu i fajny motyw na harmonijce, i mocny podkład rytmiczny (ten bas!), i dłuższe solówki gitarowe. Niestety, muzycy przypominają tutaj także o swoim uwielbieniu dla country - w najsłabszym na albumie, banalnym "Far Away Eyes".

W sumie jednak "Some Girls" jawi się jako całkiem udany longplay. Nawiązanie do ówczesnych trendów mogło być strzałem do własnej bramki (bo tak zazwyczaj kończą się takie eksperymenty), jednak zespół wyszedł z tej próby zwycięsko, zachowując własną tożsamość. A przede wszystkim muzycy przypomnieli sobie jak pisać dobre utwory i wykonywać je z dawną energią. Może trochę brakuje tutaj solówek Micka Taylora, jednak nie da się ukryć, że Ronnie Wood lepiej od niego wpasował się do reszty zespołu. 

Ocena: 8/10



The Rolling Stones - "Some Girls" (1978)

1. Miss You; 2. When the Whip Comes Down; 3. Just My Imagination (Running Away with Me); 4. Some Girls; 5. Lies; 6. Far Away Eyes; 7. Respectable; 8. Before They Make Me Run; 9. Beast of Burden; 10. Shattered

Skład: Mick Jagger - wokal, gitara, pianino (6); Keith Richards - gitara, bass (4,8), pianino (6), wokal (8), dodatkowy wokal; Ronnie Wood - gitara, bass (10), dodatkowy wokal; Bill Wyman - bass (1-3,5-7,9), syntezator (4); Charlie Watts - perkusja
Gościnnie: Ian McLagan - instr. klawiszowe (1,3); Mel Collins - saksofon (1); Sugar Blue - harmonijka (1,4); Simon Kirke - kongi (10)
Producent: Mick Jagger i Keith Richards


1 komentarz:

  1. Świetna płyta i w mojej opinii nie ostatnia na takim poziomie. Również daję 8/10 :D.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.