1 grudnia 2015

[Recenzja] Pink Floyd - "1965: Their First Recordings" EP (2015)



Bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi, w ostatni piątek do sklepów trafiło nowe wydawnictwo grupy Pink Floyd, limitowane do zaledwie 1300 sztuk (z czego trzysta przeznaczono do dystrybucji w Wielkiej Brytanii, a tysiąc w innych europejskich krajach). "1965: Their First Recordings" to dwie siedmiocalowe płyty winylowe, zawierające w sumie sześć utworów, nigdy wcześniej niepublikowanych. To prawdziwa gratka dla fanów, szkoda jednak, że tylko naprawdę nieliczni mogą stać się posiadaczami tego wydawnictwa. Co prawda, zespół już zapowiedział, że pod koniec następnego roku wszystkie zawarte tutaj utwory staną się łatwiej dostępne (także w fizycznej formie), jednak to przecież szmat czasu. Póki co, pozostaje tylko pocieszanie się cyfrową kopią z nieoficjalnych źródeł.

Materiał zawarty na "1965: Their First Recordings" powstał dokładnie 50 lat temu, podczas pierwszej sesji nagraniowej grupy (wówczas noszącej jeszcze nazwę The Tea Set i występującej w pięcioosobowym składzie, z gitarzystą Rado Klosem, który odszedł niedługo po tej sesji). Stylistycznie jest to zupełnie inna muzyka od tej, jaką zespół wykonywał później - nawet od tej z debiutanckiego albumu, "The Piper at the Gates of Dawn" z 1967 roku. Co w sumie nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę, że rock psychodeliczny "dotarł" do Wielkiej Brytanii dopiero kilka, a może nawet kilkanaście miesięcy później. Nie powinno też dziwić, że grupie w tamtym czasie najbliżej było do rhythm 'n' bluesa - wówczas tylko Beatlesi cieszyli się większą popularnością, niż muzyka tego typu. Dowodem ówczesnych inspiracjach członków zespołu jest fakt nagrania przez nich własnej wersji "I'm a King Bee" z repertuaru Slima Harpo. Nie odbiegli daleko od oryginału, przestawiając go w stricte bluesowej wersji, z harmonijką. Główna różnica to dłuższe i bardziej uwypuklone w miksie gitarowe solówki.

Pozostałe utwory to autorskie kompozycje członków grupy - cztery Syda Barretta i jedna Rogera Watersa. Zacznę od tej ostatniej, bo "Walk with Me Sydney" to wyjątkowy utwór w repertuarze zespołu, wyróżniający się... damsko-męskim duetem wokalnym. Barrett śpiewa tutaj razem z niejaką Juliette Gale (późniejszą żoną Ricka Wrighta). Pod względem muzycznym jest to natomiast prosta, rhythm 'n' bluesowa piosenka, o nieco popowej melodii. Znalazło się w niej miejsce dla klawiszowej solówki - to jeden z nielicznych fragmentów wydawnictwa, w których Wright wyraźnie zaznacza swoją obecność. Co ciekawe, przez wiele lat sądzono, że utwór ten w ogóle nie został zarejestrowany - dopiero podczas podczas pracy nad kampanią "Why Pink Floyd...?" (seria reedycji, wydawanych w latach 2011-12) odnaleziono obecne tu demo. Z kawałków Barretta najlepsze wrażenie robi dynamiczny, przebojowy "Lucy Leave", oparty na mocnym rytmie i ozdobiony nieco orientalizującą solówką. "Double O Bo" w zamyśle - co sugeruje tytuł - miał brzmieć jak połączenie stylu Bo Diddleya z muzyką z filmów o agencie 007, Jamesie Bondzie. Szczerze mówiąc, słyszę tylko wpływ tego pierwszego. Kolejny utwór, "Remember Me", wypada nieco chaotycznie, zwłaszcza przez bełkotliwą partię wokalną. Jednak w tle całkiem przyjemnie pobrzmiewają klawisze Wrighta. Wolniejszy, melodyjny "Butterfly" to z kolei utwór najbliższy późniejszym dokonaniom Pink Floyd z Barrettem. Jakby zapowiedź takich utworów, jak "Arnold Layne" czy "See Emily Play", jednak mocniej osadzona w rhythm 'n' bluesowym brzmieniu.

"1965: Their First Recordings" można oceniać na dwa sposoby. Z jednej strony wydawnictwo ma ogromną wartość historyczną - po 50 latach w końcu wydano najstarsze dokonania jednego z najsłynniejszych zespołów rockowych. Dzięki niemu w końcu można dowiedzieć się, jak muzycy grali na samym początku swojej kariery. Żaden fan Pink Floyd (szczególnie wielbiciele okresu z Barrettem) nie przejdzie obok tego faktu obojętnie. Z drugiej strony, jeśli oceniać te nagrania wyłącznie pod względem artystycznym - większych emocji raczej nie wzbudzają. To poprawne granie rhythm 'n' bluesowe, momentami słychać tutaj nawet trochę indywidualności, ale tak naprawdę niewyróżniające się szczególnie na tle dokonań innych ówczesnych wykonawców. Przyjemnie się tego słucha, ale z pewnością nie jest to muzyka, na którą warto wydać kilkaset złotych (najtańszy egzemplarz, jaki widziałem na eBayu, kosztuje 400 złotych z wysyłką; są też egzemplarze za ponad półtora tysiąca). Posłuchać jednak trzeba koniecznie.

Ocena: 7/10



Pink Floyd - "1965: Their First Recordings" EP (2015)

EP1: 1. Lucy Leave; 2. Double O Bo; 3. Remember Me
EP2: 1. Walk with Me Sydney; 2. Butterfly; 3. I'm a King Bee

Skład: Syd Barrett - wokal i gitara; Rado Klose - gitara; Roger Waters - bass, dodatkowy wokal; Nick Mason - perkusja i instr. perkusyjne; Rick Wright - instr. klawiszowe
Gościnnie: Juliette Gale - wokal (EP2: 1)
Producent: Andy Jackson


1 komentarz:

  1. Bez względu na wartość muzyczną wydawnictwo to jest symbolicznym pożegnaniem i historycznym źródłem. Pół wieku w służbie rocka. Wielki szacunek dla Pink Floyd!

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.