16 listopada 2015

[Recenzja] The Who - "Quadrophenia" (1973)



Pomimo sukcesu albumu "Who's Next", wynikającego między innymi z powrotu do mniej pretensjonalnego grania, Pete Townshend uparł się, aby następny album The Who był kolejną "operą rockową". Niestety, "Quadrophenia" odsłania wszystkie słabości zespołu. Album powstał praktycznie według tego samego schematu, co wydany cztery lata wcześniej "Tommy". Jednak to, co wtedy było nowatorskie i - poprzez element zaskoczenia - mogło zachwycać, tutaj jest już tylko odgrzewanym kotletem. Chociażby powtórzenia niektórych tematów, mające nadać całości spójności - nie dość, że nie są już niczym zaskakującym, to tym razem są tak nachalne, że czasami wręcz irytują. Weźmy utwór tytułowy - w dwóch trzecich składa się z instrumentalnego fragmentu "Love Reign o'er Me", który przewija się na albumie jeszcze kilkakrotnie, zanim na sam koniec usłyszymy go w pełnej wersji. Jak tu się nie znudzić, ciągle słysząc to samo? Nie pomaga patetyczny charakter albumu, wymuszona podniosłość. Tylko obnaża to braki warsztatowe muzyków, którzy po prostu nie mieli wystarczających umiejętności do tworzenia oper, nawet rockowych. Dużo tutaj także bezsensownych eksperymentów (np. "I Am the Sea", w którym Rogera Daltrey śpiewa fragmenty innych utworów, jedynie z akompaniamentem szumu morza). Gwoździem do trumny jest natomiast nieciekawa fabularnie historia opowiedziana w tekstach, którą można by streścić w jednym utworze.

Mimo wszystko, spora część zawartych tutaj utworów broni się sama w sobie. Może i nie wszystkie jednak spokojnie wystarczyłoby ich na jednopłytowy album.  A dwa z nich to prawdziwe perły. Po pierwsze, "The Real Me" - bardzo chwytliwy kawałek hardrockowy, napędzany rewelacyjną partią basu Johna Entwistle'a, ekspresyjnie zaśpiewany przez Daltreya. A skoro już mowa o ekspresyjnym śpiewie, to mało który utwór (i to nie tylko z dorobku The Who) może równać się z drugą perłą albumu - finałowym "Love Reign o'er Me". Partia wokalna Rogera z tego utworu to prawdziwe mistrzostwo. A i warstwa instrumentalna wypada interesująco - z początku jest to klawiszowa ballada, która jednak wspaniale się rozkręca, nabiera dynamiki i dramaturgii. Na wyróżnianie zasługuje także kilka innych utworów, choć nie są to już rzeczy tak rewelacyjne. Chociażby "The Punk and the Godfather" - stylistycznie zbliżony do "The Real Me" (w warstwie muzycznej znów dominują popisy Entwistle'a), ale zepsuty zwolnieniami ze smętnym śpiewem Townsenda. Nie rozumiem czemu gitarzysta miał takie parcie na mikrofon, skoro dysponował barwą głosu, delikatnie mówiąc, nieciekawą i praktycznie żadnymi umiejętnościami wokalnymi. Choć muszę przyznać, że w "I'm the One" (jedynym utworze z tego albumu, gdzie śpiewa sam) poradził sobie całkiem przyzwoicie. To kolejny z tych bardziej udanych fragmentów, łączący fragmenty akustyczne z zaostrzeniami. Warto też wyróżnić przyjemne melodycznie "The Dirty Jobs" i "Sea and Sand".

Nie przekonuje mnie koncept i rozbudowana forma, zaproponowana przez zespół na "Quadrophenii", jednak album ma naprawdę mocne punkty, które nie pozwalają go nisko ocenić. Trzeba też pamiętać, że zespół już nigdy później nie nagrał niczego lepszego. To ostatni album The Who, który mogę polecić z czystym sumieniem.

Ocena: 7/10



The Who - "Quadrophenia" (1973)

LP1: 1. I Am the Sea; 2. The Real Me; 3. Quadrophenia; 4. Cut My Hair; 5. The Punk and the Godfather; 6. I'm One; 7. The Dirty Jobs; 8. Helpless Dancer; 9. Is It in My Head?; 10. I've Had Enough
LP2: 1. 5:15; 2. Sea and Sand; 3. Drowned; 4. Bell Boy; 5. Doctor Jimmy; 6. The Rock; 7. Love, Reign o'er Me

Skład: Roger Daltrey - wokal (LP1: 1,2,4,5,7-10, LP2: 1-5,7); Pete Townshend - gitara, instr. klawiszowe, wokal (LP1: 4-6,10, LP2: 1,2), bandżo, wiolonczela; John Entwistle - bass, instr. dęte, wokal (LP1: 9); Keith Moon - perkusja i instr. perkusyjne, wokal (LP2: 4)
Gościnnie: Chris Stainton - pianino (LP1: 7, LP2: 1,3)
Producent: The Who, Kit Lambert, Glyn Johns


2 komentarze:

  1. "Love Reign o'er Me" wymiata !

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak bardzo się z Tobą nie zgadzam, oj jak bardzo... :(

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.