6 listopada 2015

[Recenzja] The Jeff Beck Group - "Truth" (1968)



Jeff Beck to jeden z trzech słynnych gitarzystów - obok Erica Claptona i Jimmy'ego Page'a - którzy w początkach swojej kariery przewinęli przez grupę The Yardbirds. Podobnie jak pozostała dwójka, niedługo po odejściu z tego zespołu, Beck stworzył swój własny - nazwany po prostu The Jeff Beck Group. Chociaż nie tworzył z nim tak prekursorskiej muzyki, jak Clapton z Bluesbreakers i Cream czy Page z Led Zeppelin, to niewątpliwie trzeba zaliczyć ją do bluesrockowej klasyki. Szczególnie interesujący jest debiutancki album The Jeff Beck Group (sygnowany jedynie nazwiskiem Becka, nazwa grupy się na nim nie pojawia), zatytułowany "Truth". Zdecydowana większość obecnych na nim utworów została zarejestrowana w ciągu zaledwie czterech dni w maju 1968 roku, w składzie obejmującym wokalistę Roda Stewarta (tak, tego samego Roda Stewarta, który później zasłynął takimi popowymi przebojami, jak "Da Ya Think I'm Sexy" czy "Sailing"), basistę Ronniego Wooda (obecnego gitarzystę The Rolling Stones), oraz perkusistę Micky'ego Wallera.

Aż sześć z dziewięciu utworów zawartych na "Truth" to covery. Już na otwarcie pojawia się nowa, ulepszona wersja przeboju The Yardbirds, "Shapes of Things". Znacznie cięższa brzmieniowo i zagrana bardziej energetycznie. Najbardziej różni się jednak pod względem wokalnym - bezbarwną partię Keitha Relfa zastąpił ekspresyjny śpiew Stewarta. Jego szorstki głos idealnie pasuje do tego typu muzyki i w sumie szkoda, że później zwrócił się w stronę bardziej komercyjnego grania. W 1968 roku nic jeszcze tego nie zapowiadało. Zespół sięgnął tutaj także po dwa bluesowe klasyki Williego Dixona - napisany przez niego dla Muddy'ego Watersa "You Shock Me" i stworzony dla Howlin' Wolfa "I Ain't Superstitious". W tych wersjach brzmią oczywiście mocniej, więcej w nich porywających popisów instrumentalnych (zwłaszcza w tym drugim). Podobno Beck długo nie mógł wybaczyć muzykom Led Zeppelin, że rok później również nagrali "You Shock Me", rzekomo kopiując jego aranżację. Jednak w rzeczywistości wersja Led Zeppelin o wiele bardziej odbiega od oryginału, jest bardziej rozbudowana, zwłaszcza jeśli chodzi o partie gitary. Jedyne, co łączy oba covery - oczywiście poza tym, co czerpią z oryginału - to udział Johna Paula Jonesa, grającego w obu wersjach na organach.

Zaskakujący jest wybór pozostałych coverów. Muzycy sięgnęli po folkowy utwór "Morning Dew" Bonnie Dobson i musicalowy "Ol' Man River" autorstwa  Jerome'a Kerna i Oscara Hammersteina II (oba zagrane oczywiście mocniej, z rockową zadziornością; pierwszy ponadto ciekawie wzbogacono brzmieniem dud, nadającym szkocki klimat), a nawet po XVI-wieczną pieśń "Greensleeves" (przepięknie zagraną przez Becka na gitarze akustycznej). Na albumie znalazły się także trzy "własne" kompozycje, podpisane pseudonimem Jeffrey Rod, pochodzącym oczywiście od imion Becka i Stewarta. Cudzysłów wziął się natomiast stąd, że w rzeczywistości są to nieco zmodyfikowane opracowania cudzych utworów: przebojowy, zachowujący jednak bluesrockowy charakter, "Let Me Love You" opiera się na tak samo zatytułowanej kompozycji  Buddy'ego Guya; energetyczny "Rock My Plimsoul" czerpie z "Rock Me Baby" B.B. Kinga; natomiast rozimprowizowany "Blues Deluxe" (z dodanymi odgłosami "publiczności") przypomina inny utwór Kinga, "Gambler's Blues". Wszystkie trzy są świetne, ale podpisanie ich jako własnych kompozycji to spore nadużycie. Jimmy Page za przypisywanie sobie autorstwa mniej podobnych do oryginałów utworów lądował na ławie oskarżonych. To spora rysa na honorze Becka i Stewarta, a także jedyny zarzut, jaki mam wobec tego albumu.

Na "Truth" umieszczony został także jeden utwór zarejestrowany dużo wcześniej, bo w maju 1966 roku. "Beck's Bolero" to pozostałość po planach stworzenia supergrupy, w której składzie znaleźć mieli się Beck, Page, pianista Nicky Hopkins, sekcja rytmiczna The Who - John Entwistle i Keith Moon - a także Steve Winwood (Traffic, Blind Faith) lub Steve Marriott (Small Faces) w roli wokalisty. Skończyło się na zarejestrowaniu tego jednego utworu, w dodatku bez udziału Entwistle'a (jego miejsce zajął John Paul Jones) i bez żadnego wokalisty. "Beck's Bolero" to instrumentalny utwór, z początku opierający się na rytmie... "Bolera" Maurice'a Ravela, później jednak przyśpieszający i nabierający hardrockowego ciężaru. To właśnie tutaj Page po raz pierwszy zagrał na gitarze smyczkiem. W 1966 było to naprawdę innowacyjne nagranie. Wyprzedzające swój czas tak bardzo, że po wydaniu dwa lata później na "Truth" wciąż zaskakiwało. Autorstwo "Beck's Bolero" przypisane jest Page'owi, jednak Beck twierdzi, że pracowali nad nim razem - dlatego nie może wybaczyć Jimmy'emu wykorzystania fragmentu "Beck's Bolero" w "How Many More Times" z pierwszego albumu Led Zeppelin.

"Truth" to naprawdę rewelacyjny, fantastycznie wykonany album bluesrockowy. Rozwijający patenty Bluesbreakers i Cream, a zarazem przygotowujący grunt pod rewolucyjny debiut Led Zeppelin. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich sympatyków takiego grania.

Ocena: 9/10



The Jeff Beck Group - "Truth" (1968)

1. Shapes of Things; 2. Let Me Love You; 3. Morning Dew; 4. You Shook Me; 5. Ol' Man River; 6. Greensleeves; 7. Rock My Plimsoul; 8. Beck's Bolero; 9. Blues Deluxe; 10. I Ain't Superstitious

Skład: Rod Stewart - wokal; Jeff Beck - gitara, dodatkowy wokal (2), bass (5); Ronnie Wood - bass (1-4,7,9,10); Micky Waller - perkusja (1-5,7,9,10)
Gościnnie: Nicky Hopkins - pianino (3,4,8,9); John Paul Jones - organy (4,5), bass (8); Keith Moon - instr. perkusyjne (5), perkusja (8); Jimmy Page - gitara (8)
Producent: Mickie Most


8 komentarzy:

  1. Wziąłeś się za Becka. Świetnie. Sądzę, że w takim razie pociągniesz całą jego dyskografię. Jeżeli tak to czekam z niecierpliwością na opis albumu Blow By Blow, który jest moim ulubionym jeśli idzie o jego dorobek. I jednym z ulubionych w ogóle.
    Sam miałem wziąć się za nią na swoim blogu, ale jakoś tak zawsze było coś innego. A teraz zaczekam na Ciebie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blow By Blow super, podobnie jak Wired i koncertówka z Jaśkiem Hammerem, czy też, z nieco innych, bardziej rockowych klimatów grupa Beck, Bogert & Appice.

      Usuń
  2. Wieść niesie, że Ledzi zrzynali z Truth ile wlezie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego, że także nagrali "You Shock Me" w żadnym wypadku nie można nazwać "zrzynaniem" - ich wersja jest przecież zupełnie inna ;) Z "Beck's Bolero" i "How Many More Times" sprawa jest już zupełnie inna - ale w sumie czemu Page nie mógłby wykorzystać ponownie fragmentu utworu, który sam kiedyś napisał? Beck może sobie teraz twierdzić, że on także brał udział w jego komponowaniu, jednak dziwnie późno sobie o tym przypomniał, skoro pozwolił, żeby na "Truth" utwór był podpisany jedynie nazwiskiem Page'a ;)

      Usuń
  3. Bardzo lubię ten album. Jest to kawał świetnego blues rockowego grania. Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie wokal Roda Stewarta. Nie sądziłem że on tak fantastycznie dawał sobie radę w takiej muzyce. Wielka szkoda że potem poszedł w innym kierunku. Natomiast nie potrafię zrozumieć fenomenu Jeffa Becka. Moim zdaniem nic specjalnego tutaj nie pokazuje. Jego partie są po prostu niezłe i nic więcej. Dlaczego zatem jest on tak bardzo ceniony? Uważam że ówczesne płyty blues rockowe są zdecydowanie ciekawsze pod względem gitarowym. Mam tu na myśli np. The Allmann Brothers Band, Keef Hartley Band czy Roryego Gallaghera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beck grał bardzo nowatorsko w The Yardbirds - już w 1965 roku kombinował ze sprzężeniem zwrotnym, przesterami i innymi efektami. Wyprzedził tym Hendrixa, który zresztą przyznawał się do inspiracji Jeffem. Brzmienie "Truth" też jest dość nowatorskie, bardzo ciężkie, jak na 1968 rok. Gra Becka nie jest tutaj skomplikowana i wirtuozerska, jest po prostu bluesowa, co doskonale się tutaj sprawdza ;) Allmani, KHB i Gallagher debiutowali później, więc musieli podnieść poprzeczkę. Choć dla mnie "Truth" to ten sam poziom, co "The Allman Brothers Band", "At Fillmore East", "Halfbreed", "Rory Gallagher" i "Irish Tour' 74". Dla pełnego obrazu dodam jeszcze "Happy Trails" Quicksilver Messenger Service - jeden z najwspanialszych albumów, jeśli chodzi o gitarowe partie.

      Wracając do "Truth", cichym bohaterem tego albumu jest dla mnie Ronnie Wood. Na basie był zdecydowanie lepszy, niż jako gitarzysta ;) I trochę szkoda, że przed wejściem do studia ze składu odszedł Aynsley Dunbar - z takim perkusistą mogłoby być jeszcze wspanialej.

      Usuń
  4. Jeśli chodzi o brzmienie to faktycznie jest ono szorstkie i ciężkie co naprawde robi wrażenie zwłaszcza że to 68 rok. Dzięki za podpowiedź z płytą Happy Trails, na pewno postaram się do niej dotrzeć. Słucham ostatnio trochę Becka i niestety nie zrobił on na mnie takiego wrażenia jak inni gitarzyści tamtych czasów. Może faktycznie trzeba sięgnąć po Yardbirds by w pełni docenić jego talent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam album "Have a Rave Up with The Yardbirds". Jego druga połowa, z koncertowymi nagraniami z Claptonem, to zwykły blues. Ale pierwsza połowa, ze studyjnymi nagraniami z Beckiem, naprawdę robi wrażenie, jak na 1965 rok. Jeśli gdzieś szukać najwcześniejszych przykładów (prawie) w pełni wykształconego hard rocka, to właśnie tam ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.