13 listopada 2015

[Recenzja] Scorpions - "50th Anniversary Deluxe Editions" (2015)

Z okazji obchodów 50-lecia działalności zespołu Scorpions (chociaż profesjonalną karierę zaczął dopiero w 1972 roku, istnieje od 1965), do sklepów właśnie trafiły reedycje ośmiu albumów grupy, oryginalnie wydanych w latach 1977-88. Znów zatem pominięto cztery pierwsze longplaye grupy, czyli fantastyczny debiut "Lonesome Crow", oraz prawie tak samo dobre (z naciskiem na "prawie") "Fly to the Rainbow", "In Trance" i "Virgin Killer". Być może zespół nie posiada praw do ich wydawania. Osiem albumów, które obejmuje seria najnowszych reedycji, to dokładnie te same longplaye, które zostały wznowione w 2001 roku. Wówczas z amatorskim remasteringiem, przez który zupełnie nie dało się ich słuchać (zwłaszcza "Animal Magnetism"), nielicznymi bonusami i wydane wyłącznie w wersji CD. Najnowsze reedycje brzmią znacznie lepiej (wciąż jednak gorzej od oryginalnych wydań winylowych), zawierają mnóstwo dodatkowych utworów (w większości wcześniej niepublikowanych) i zostały wydane w dwóch różnych formatach: CD+DVD (z wyjątkiem "Taken by Force", "Tokyo Tapes" i "Animal Magnetism", które nie zawierają płyty DVD) oraz CD+Winyl. Ilość dysków różni się w zależności od albumu, a wszystkie szczegóły podaję poniżej. W opisach skupiam się przede wszystkim na dodatkowym materiale, ponieważ ich podstawową zawartość już omówiłem w osobnych recenzjach.


"Taken By Force" (1977)

Ostatni studyjny album zespołu nagrany ze świetnym gitarzystą Ulim Jonem Rothem. Przyniósł takie perełki, jak rewelacyjna półballada "We'll Burn the Sky", czy ciężki "The Sails of Charon" z bardzo inspirującą grą Rotha. Znalazł się tu także niemal thrash metalowy "He's a Woman - She's a Man", jak również eksperymenty zespołu z funkiem ("I've Got to Be Free", "Your Light") i folkiem ("Born to Touch Your Feelings").

W najnowszej reedycji w końcu przywrócono oryginalną okładkę, dotychczas z niewiadomych przyczyn cenzurowaną. Jako jedyna pozycja z całej serii zawiera bonusowy utwór na płycie winylowej - jest nim "Suspender Love", oryginalnie strona B singla "He's a Woman...". Kawałek melodyjny, ale dość banalny - stąd pewnie jego brak na oryginalnym wydaniu. Płyta CD, poza "Suspender Love", zawiera także kilka innych bonusów - pięć wcześniej niewydanych wersji demo. Największym zaskoczeniem jest obecność wśród nich "Believe in Love" - utworu wydanego dopiero jedenaście lat później, na albumie "Savage Amusement". W tutejszej wersji brzmi znacznie lepiej, nie jest tak przesłodzony jak w późniejszej. Szkoda tylko, że zamiast tekstu pojawia się tylko wokaliza bez słów. Podobnie zresztą jak w dwóch innych bonusach - hardrockowym "Busy Guys" i naprawdę fajnym ciężkim bluesie "Midnight Jam Blues". Poza tym znalazł się tutaj instrumentalny "Blue Dream", przypominający o fascynacji Rotha Jimim Hendrixem (momentami przywodzi na myśl "Yellow Raven" z poprzedniego albumu Scorpions, "Virgin Killer"), a także wczesna wersja "Born to Touch Your Feelings" - lepsza od albumowej, bo bardziej przejmująco zaśpiewana i pozbawiona nudnej, rozwleczonej końcówki.


"Tokyo Tapes" (1978)

Pierwsza koncertówka Scorpions to zarazem pożegnanie z Ulim Jonem Rothem i świetne podsumowanie okresu, kiedy był on gitarzystą zespołu. Znalazła się tutaj większość najlepszych utworów z wczesnych albumów grupy, jak np. "Speedy's Coming", "In Trance", "Pictured Life", "He'a a Woman - She's a Man" czy "We'll Burn the Sky", zagranych w o wiele bardziej porywających wersjach. Repertuaru dopełniło kilka niealbumowych nagrań, jak "Suspender Love", nieposiadający wersji studyjnej "All Night Long", a także przeróbki rock and rollowch "Hound Dog" i "Long Tall Sally", oraz japońskiej pieśni "Kojo No Tsuku".

W przeciwieństwie do poprzedniej reedycji (z powodu ograniczeń czasowych skróconej o utwór "Polar Nights"), najnowsza także w wersji CD zawiera wszystkie 18 utworów obecnych na oryginalnym wydaniu winylowym - aczkolwiek finałowy "Robot Man" został przeniesiony na drugi dysk. Poza tym znalazło się na nim siedem nieopublikowanych do tej pory oficjalnie nagrań, pochodzących z tych samych koncertów, w tym "Hell-Cat", "Catch Your Train" i interpretacja japońskiego hymnu "Kimi Ga Yo", a także inne wykonania utworów "Polar Nights", "He's a Woman...", "Top of the Bill" i "Robot Man".


"Lovedrive" (1979)

Pierwszy album zespołu z nowym gitarzystą, Matthiasem Jabsem (w kilku utworach zamiast niego zagrał oryginalny gitarzysta grupy, Michael Schenker) to zwrot ku bardziej komercyjnej muzyce. Muzycy, mający za sobą pierwszą wizytę w Stanach, mocno zainspirowali się tamtejszą sceną rockową (o wiele za mocno, bo "Always Somewhere" to praktycznie plagiat "Simple Man" Lynyrd Skynyrd). Dość dobrze jednak odnaleźli się w takiej stylistyce, a "Lovedrive" przyniósł kilka świetnych utworów, z których warto przede wszystkim wyróżnić instrumentalny "Coast to Coast", ze zgrabnymi gitarowymi unisonami, przebojowy utwór tytułowy, oraz ładną balladę "Holiday".

Reedycja zawiera tylko dwa bonusowe utwory w wersjach demo. Pierwszy z nich, ciężki "Cause I Love You", to całkiem niezła rzecz i szkoda, że zespół nie dopracował jej i nie umieścił na albumie (np. zamiast słabszego "Can't Get Enough"). Dopiero po latach muzycy przypomnieli sobie o nim i nagrali go w 2002 roku na kompilację "Bad for Good: The Very Best of Scorpions". Drugi bonus to oryginalna wersja "Holiday" - dłuższa o trzy minuty (czyli trwająca w sumie dziewięć i pół), z rozbudowaną częścią instrumentalną. Dodatkowe DVD zawiera przede wszystkim niewydaną wcześniej oficjalnie rejestrację występu z 5 czerwca 1979 roku w Tokio. Repertuar obejmuje osiem utworów, głównie z albumu "Lovedrive" (tytułowy, "Is There Anybody There", "Another Piece of Meat", "Can't Get Enough"), ale też kilka starszych kompozycji ("We'll Burn the Sky", przepiękne "Life's Like a River" i zagrane zaledwie w dwuminutowym fragmencie "Fly to the Rainbow"), oraz interpretację japońskiej pieśni "Kojo No Tsuki". Ponadto płyta zawiera współczesny wywiad z członkami grupy (Klausem Meinem, Rudolfem Schenkerem, Matthiasem Jabsem, oraz ówczesnym perkusistą, Hermanem Rarebellem).


"Animal Magnetism" (1980)

Album wyraźnie słabszy od poprzednich, przyniósł głównie sztampowy hard rock, przeważnie pozbawiony dobrych melodii. Wyjątkowo słabo wypadło tym razem także balladowe oblicze grupy (przesłodzony, kiczowaty "Lady Starlight"). Całość ratują tylko trzy ostatnie utwory: bardzo chwytliwy "Only a Man", ciężki, ale również przebojowy "The Zoo", oraz złowieszczy utwór tytułowy, z zaskakująco mrocznym, jak na ten zespół, klimatem.

Nowe wydanie zawiera sześć bonusów. Znalazł się wśród nich znany z licznych kompilacji utwór "Hey You" (częściowo zaśpiewany przez Rudolfa Schenkera drażniącym, bardzo wysokim głosem). Nie jest to jednak wersja singlowa (do dziś niewydana oficjalnie na płycie kompaktowej), a bardziej zwarty remiks, przygotowany na kompilację "Best of Rockers n' Ballads". Pozostałe bonusy to niepublikowane wcześniej nagrania demo. W tym pierwotne wersje "Animal Magnetism" (szybsza i pozbawiona mroku albumowej wersji, wypada po prostu nijako) i "Twentieth Century Man" (z innym tekstem i tytułem "Restless Man"). Prosta i niezapadająca w pamięć ballada "Get Your Love" to z kolei pierwowzór "Heroes Don't Cry" - utworu nagranego dopiero w latach 90. (wydanego na "Live Bites" z 1995 roku). Całkowitymi nowościami są natomiast "American Girls" i (niemający absolutnie nic wspólnego z tak samo zatytułowanym utworem z "Tokyo Tapes") "All Night Long". Pierwszy z nich wypada najciekawiej ze wszystkich bonusów na tym dysku - ma dość wyrazistą melodię i zróżnicowaną dynamikę. W sumie wypada lepiej niż większość utworów z podstawowego wydania "Animal Magnetism". Niestety, nie można tego powiedzieć o "All Night Long" - strasznie banalnym i sztampowym kawałku.


"Blackout" (1982)

Longplay jeszcze bardziej komercyjny od dwóch poprzednich. To właśnie tutaj znalazł się pierwszy amerykański przebój zespołu - "No One Like You". A także inne uwielbiane przez fanów utwory, jak tytułowy "Blackout" czy ballada "When the Smoke Is Going Down". Do najciekawszych fragmentów zaliczyć można rozpędzony "Dynamite", oraz powolny, ciężki "China White". Niestety, sporo tu także hardrockowej sztampy ("Can't Live Without You", "Now!").

Reedycja zawiera dodatkowo pięć utworów demo: wczesną wersję utworu "Blackout" (prawie identyczną jak albumowa, ale gorszą brzmieniowo i słabszą wokalnie), a także cztery nieznane dotąd kawałki - "Running for the Plane", "Sugar Man", "All My Love" i "Searching for the Rainbow" - poprawne, ale na albumie byłyby tylko wypełniaczami. Więcej atrakcji przynosi płyta DVD, zawierająca przede wszystkim rejestracje występu z 17 grudnia 1983 roku w Dortmundzie na emitowanym przez niemiecką telewizję festiwalu Rock Pop In Concert. Zespół zagrał wówczas dziesięć utworów, m.in. "Blackout", "Always Somewhere", "Dynamite", "The Zoo", oraz - jeszcze wtedy niewydany na płycie - "Coming Home". DVD zawiera także dwa teledyski ("No One Like You" i nieznany wcześniej "Arizona"), oraz współczesny wywiad.


"Love at First Sting" (1984)

Opus magnum zespołu z okresu największej popularności. To z tego albumu pochodzą wielkie przeboje "Still Loving You" i "Rock You Like a Hurricane". Ale właściwie większość utworów charakteryzuje się przebojowymi melodiami, żeby wspomnieć tylko o chętnie wykonywanych na żywo "Bad Boys Running Wild" i "Big City Night", czy mniej znanych, ale równie dobrych "Coming Home" i "I'm Leaving You". I tym razem nie zabrakło jednak słabszych fragmentów, jak chaotyczny "The Same Thrill" czy rozwleczony "As Soon As the Good Times Roll".

Reedycja "Love at First Sting" jest najobszerniejsza z całej serii i obejmuje aż dwie płyty CD oraz jedną DVD. Pierwsza, poza oryginalnym albumem, zawiera pięć utworów demo, w tym wczesne wersje "Coming Home" (jeszcze bez balladowego wstępu) i "Still Loving You" (niemal identyczną jak albumowa), oraz trzy nieznane wcześniej nagrania. "Living at Night" to całkiem przyjemny, choć banalny, kawałek nieodstający stylistycznie od ówczesnej twórczości Scorpions. Ale już "First Sting Jam No. 1" to nudny i zupełnie niepotrzebny półtoraminutowy jam, z którego absolutnie nic nie wynika. Mieszane odczucia wywołuje natomiast "Anytime (You Want It)" - utwór ewidentnie niedopracowany (w dodatku źle wykonany, z łamiącym się głosem Meine'a), z którego mogło jednak wyjść całkiem intrygujące nagranie. Drugie CD zawiera fragment występu grupy w nowojorskim Madison Square Garden z 6 lipca 1984 roku. Krótko mówiąc, jest to po prostu uboższa o siedem utworów, gorsza brzmieniowo i słabsza wokalnie wersja albumu "World Wide Live". Fakt, są to inne wykonania tych dziesięciu (intra "Countdown" nie liczę) kompozycji, ale bardzo podobne. Po raz kolejny najciekawsze dodatki zawiera płyta DVD. Trafiły na nią cztery teledyski ("Rock You Like a Hurricane", "I'm Leaving You", "Big City Nights", "Still Loving You"), trzy utwory z występów telewizyjnych ("Rock You Like a Hurricane", dwa różne wykonania "Still Loving You"), oraz jeden z festiwalu Monsters of Rock '86 ("Big City Nights"), a także współczesny wywiad z muzykami.


"World Wide Live" (1985)

Założenie było proste - uchwycić zespół będący na szczycie. Druga koncertówka Scorpions to podsumowanie czterech albumów wydanych po "Tokyo Tapes" (nie ma tu żadnego starszego utworu), z naciskiem na te największe przeboje, jak "The Zoo", "Blackout", "No One Like You", "Rock You Like a Hurricane" czy "Still Loving You". Niestety, większość utworów zagrana jest wiernie studyjnym pierwowzorom, a nieliczne zmiany to częściej upraszczanie kompozycji ("Coming Home", "Holiday"), niż rozbudowywanie ich ("Dynamite").

Jako jedyny album z najnowszej serii reedycji, "World Wide Live" nie zawiera żadnych bonusów na dysku CD (i tak już wypełnionym po brzegi). Dodatkowe DVD zawiera natomiast dziesięć utworów pochodzących z tak samo zatytułowanej kasety VHS (wydanej w 1985 roku i nigdy później nie wznawianej), a także współczesny wywiad z muzykami.


"Savage Amusement" (1988)

Najsłabszy z wznowionych albumów. Zespół nie popisał się pod względem kompozytorskim (ponad niski poziom całości wybijają się nieliczne utwory, jak "Rhythm of Love", "Don't Stop at the Top", "Passion Rules the Game" i "Believe in Love"), a złe wrażenie jeszcze bardziej pogarsza plastikowe brzmienie (które stało się przyczyną rozstania z producentem Dieterem Dierksem po kilkunastu latach współpracy).

Reedycja zawiera aż siedem bonusów: bardzo fajny cover "I Can't Explain" The Who, wydany już wcześniej na singlu i wielu składankach, a także sześć nagrań demo. Trzy z nich to utwory znane już w innych wersjach: ballada "Living for Tomorrow" była wydana na singlu w 1989 roku (w wersji koncertowej, później powtórzonej na "Live Bites" i kilku kompilacjach); "Edge of Time" został nagrany ok. 1995 roku na składankę "Deadly Sting" (umieszczono go także na kilku innych kompilacjach); natomiast o "Dancing with the Moonlight" zespół przypomniał sobie całkiem niedawno - najpierw muzycy zagrali go podczas akustycznych występów, których fragmenty wypełniły album "MTV Unplugged In Athens", wydany dwa lata temu, a następnie nagrali w studiu elektryczną wersję, która trafiła na rozszerzone wydanie tegorocznego albumu "Return to Forever". "Edge of Time" jest niemal identyczny jak późniejsza wersja, "Dancing with the Moonlight" ma tutaj zdecydowanie więcej energii, z kolei "Living for Tomorrow" jest nieco uproszczony, wszystkie trzy mają jednak spory potencjał i szczerze mówiąc, wypadają lepiej od większości utworów z "Savage Amusement". Gdyby zespół je dopracował i umieścił na albumie zamiast kilku słabszych kompozycji, mogłyby znacznie podnieść poziom. To samo zresztą dotyczy dwóch nieznanych wcześniej utworów: przebojowego "Taste of Love" (niestety, zepsutego sztampowym refrenem) i agresywnego instrumentala "Fast and Furious". Dodatkowe DVD zawiera cztery wideoklipy ("Rhythm of Love", "Passion Rules the Game", "Believe in Love", "I Can't Explain"), wydany niegdyś na kasecie VHS dokument "To Russia With Love And Other Savage Amusements" o pierwszej wizycie zespołu w Rosji, a także przeprowadzony na potrzeby tego wydawnictwa wywiad z muzykami.



Na zakończenie pozwolę sobie na jeszcze kilka ogólnych refleksji. Bardzo dobrym pomysłem było wznowienie tych albumów, gdyż od wielu lat w sklepach były dostępne wyłącznie te nieszczęsne remastery z 2001 roku. Nowe wydania są nie tylko lepsze pod względem brzmieniowym, ale także wizualnym - wersje CD+DVD zapakowano w eleganckie digipacki z grubymi książeczkami, natomiast wersje winylowe to wierne repliki oryginalnych wydań, z dodatkowymi płytami CD w papierowych kopertach. Mam jednak kilka zarzutów. Po pierwsze - czy konieczne było dodawanie płyt CD do wersji winylowych? Podwyższa to ich cenę, a ktoś kto zbiera płyty analogowe wcale nie musi chcieć posiadać także wersji kompaktowej. Fakt, owe CD zawierają  (z wyjątkiem "World Wide Live") dodatkowe utwory, których nie ma na winylu, jednak czy nie lepiej byłoby po prostu dodać drugi winyl z bonusami? Moim zdaniem miałoby to o wiele więcej sensu.

W przypadku wydań niewinylowych rażą natomiast pewne konsekwencje. Przede wszystkim brak płyt DVD w reedycjach "Taken By Force", "Tokyo Tapes" i "Animal Magnetism". Ok, rozumiem, że nie istnieją nagrania wideo z japońskich występów w 1978 roku i że zespół może nie mieć praw do dysponowania telewizyjnymi materiałami z okresu "Taken..." i "Animal..." (dostępnymi na YouTube), ale można było się pokusić o dodanie samych wywiadów, skoro takowe powstały na potrzeby pozostałych reedycji. Niekonsekwencją jest także obecność drugiego dysku CD w reedycji "Love at First Sting". Czemu w takim razie np. "Lovedrive" nie zawiera dodatkowego dysku CD z zapisem występu w Tokio z '79 roku, w tym utworów które nie zostały sfilmowane (a więc nie ma ich na dołączonym DVD)? Lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby wszystkie reedycje (poza niezawierającym bonusów "WWL") zawierały drugie CD, na którym umieszczono by wszystkie bonusy. Bo nie dość, że odstają one brzmieniowo od podstawowej zawartości lonplayów, to jeszcze przeważnie (z wyjątkiem "Savage Amusement" i nielicznych bonusów z pozostałych) prezentują znacznie niższy poziom - w rezultacie niepotrzebnie wydłużają i niszczą spójność albumów. Najlepszym rozwiązaniem byłoby natomiast wydanie wszystkich bonusów na osobnych wydawnictwach (CD/winylu z niepublikowanymi wcześniej demówkami, oraz DVD z całym materiałem audiowizualnym). Wówczas fani nie musieliby po raz kolejny kupować tych samych albumów, dla kilku dodatkowych utworów. Oczywiście z wyjątkiem tych, którzy posiadają wydania z 2001 roku - ci jak najszybciej powinni się ich pozbyć i zakupić najnowsze reedycje (lub oryginalne wydania winylowe, pod warunkiem posiadania sprzętu do ich odtwarzania).



2 komentarze:

  1. Trzeba przyznać, że kawał roboty włożyłeś w tą recenzję. Niestety póki co ceny powyższych wydawnictw są absolutnie nie do przyjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, wersje winylowe kosztują tyle, że za równowartość jednego albumu można by kupić 2-3 oryginalne wydania winylowe (akurat te albumy są powszechnie dostępne, w przeciwieństwie do takiego "Lonesome Crow" - ja mam hiszpańskie wydanie, z inną okładką, bo tylko takie udało się kupić za rozsądną cenę).

      A wydania CD i CD/DVD będzie pewnie można niedługo kupić w serwisach z aukcjami za pół ceny ;) Choć lepiej chyba poczekać aż bonusowy materiał zostanie wydany osobno - a podejrzewam, że będzie.

      Usuń