5 października 2015

[Recenzja] The Who - "A Quick One" (1966)



Utwory zawarte na drugim albumie The Who można podzielić na dwie kategorie, Do pierwszej, bardziej obszernej, zaliczają się kawałki, które stylistycznie nie odbiegają od zawartości debiutanckiego "My Generation". Jest wśród nich spora dawka melodyjnego grania w stylu The Beatles ("I Need You", "Whiskey Man", "Don't Look Away", "See My Way", "So Sad About Us", oraz cover "Heat Wave" z repertuaru soulowej grupy Martha and the Vandellas), ale też odrobina surowego rhythm'n'bluesa bliższego The Rolling Stones ("Run Run Run"). Zdecydowanie mniej liczna druga kategoria obejmuje utwory bardziej eksperymentalne. Jak "Boris the Spider" autorstwa Johna Entwistle'a, z intrygującą linią wokalną w zwrotkach i złowieszczym refrenem, który mógł przyczynić się do powstania death metalu... Jeszcze bardziej eksperymentalny jest instrumentalny "Cobwebs and Strange" Keitha Moona, w którym słuchać głównie perkusję i przeróżne instrumenty dęte, na których zagrali wszyscy członkowie grupy. Niestety, brzmi to bardzo chaotycznie (zresztą zupełnie nie przekonał mnie też drugi utwór Moona, śpiewany zbyt wysoko "I Need You").

Najważniejszym utworem jest natomiast "A Quick One, While He's Away", skomponowany przez głównego kompozytora grupy, Pete'a Townshenda. To tak naprawdę sześć utworów - wyraźnie odrębnych pod względem muzycznym, ale opowiadających jedną historię - połączonych w jedną, ponad 9-minutową kompozycję. W czasach, gdy czymś niedorzecznym było nagrywanie piosenek dłuższych niż trzy, najwyżej cztery minuty, umieszczenie na albumie takiego kolosa było bardzo odważnym posunięciem (aczkolwiek szlak przetarli już Stonesi swoim 11-minutowym "Goin' Home", wydanym kilka miesięcy wcześniej). Kompozycja w znaczny sposób przyczyniła się do powstania nurtu rocka progresywnego, a także idei nagrywania tzw. albumów koncepcyjnych. Z drugiej jednak strony, jest to mocno niedoskonały prototyp takiego grania - brakuje tutaj jakiegoś motywu przewodniego, dzięki któremu całość zyskałaby spójność. Gdyż niestety, zbyt duża ilość zawartych tutaj różnych motywów wprowadza za dużo chaosu.

"A Quick One" wypada według mnie odrobinę słabiej od debiutanckiego "My Generation" - nie ma tutaj tak przebojowego kawałka, jak "The Kids Are Alright", ani hymnu na miarę "My Generation". Jest tu co prawda prekursorski "A Quick One, While He's Away", ale - jak wyżej wspomniałem - nie jest to utwór pozbawiony wad. Zresztą cały album sprawia wrażenie nie do końca przemyślanego, wbrew temu, co muzycy The Who zawsze chcieli osiągnąć.

Ocena: 6/10

PS. W Stanach longplay został opublikowany pod tytułem "Happy Jack" - od utworu, który na tym wydaniu zajął miejsce "Heat Wave"; jednego z największych przebojów The Who, choć to tylko prosta, banalna piosenka, nawet niemająca dobrej melodii.



The Who - "A Quick One" (1966)

1. Run Run Run; 2. Boris the Spider; 3. I Need You; 4. Whiskey Man; 5. Heat Wave; 6. Cobwebs and Strange; 7. Don't Look Away; 8. See My Way; 9. So Sad About Us; 10. A Quick One, While He's Away

Skład: Roger Daltrey - wokal, puzon, instr. perkusyjne; Pete Townshend - gitara, instr. klawiszowe, flażolet, dodatkowy wokal; John Entwistle - bass, instr. klawiszowe, waltornia, trąbka, dodatkowy wokal; Keith Moon - perkusja, instr. perkusyjne, tuba, dodatkowy wokal
Producent: Kit Lambert


2 komentarze:

  1. Pojawi się tu kiedyś recenzja "Endless Wire"? Jestem ciekaw Twojej opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plan jest taki, żeby dojść do końca dyskografii, ale przeważnie takie albumy - nagrane po wielu latach przerwy - są tak kiepskie, że często nie jestem w stanie przesłuchać ich do końca, a co dopiero opisać ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.