22 października 2015

[Recenzja] Robert Plant - "Now and Zen" (1988)



"Now and Zen" to kolejny album Roberta Planta zdominowany przez brzmienia elektronicznie. O ile jednak poprzedni w dyskografii "Shaken 'n' Strirred" miał bardziej eksperymentalny charakter, tak tutaj jest zdecydowanie bardziej komercyjnie. Zawartość tego albumu to głównie banalne, popowe piosenki o typowym dla lat 80. plastikowym brzmieniu. Trzeba jednak odnotować, że więcej tutaj niż na poprzedniku brzmień gitarowych. Nowy gitarzysta w zespole Planta, Doug Boyle, wyraźnie zaznacza swoją obecność w większości utworów, a w dwóch z nich - "Heaven Knows" i "Tall Cool One" - gitarowe solówki zagrał sam Jimmy Page. Ich partie są jednak tylko dodatkiem, a utwory zachowują popowy charakter. "Tall Cool One" jest zresztą jednym z najbardziej koszmarnych kawałków w dorobku Planta. Powstał jako odpowiedź na nieautoryzowane wykorzystanie sampli z utworów Led Zeppelin przez hip hopowców z Beastie Boys. W "Tall Cool One" również pojawiają się sample dawnej grupy Planta (m.in. z "Whole Lotta Love" i "Black Dog"), a także niby rapowane partie wokalne i obrzydliwe, kiczowate brzmienia syntezatorów. Wyszło z tego coś, co określiłbym jako dyskotekową parodię rocka. To określenie idealnie pasuje także do - chyba jeszcze bardziej koszmarnego - "Why".

Nieco bardziej rockowo wypadają utwory "Helen of Troy" i "Billy's Revenge", w których brzmienia gitarowe zdecydowanie dominują nad - wciąż jednak obecnymi - syntezatorami. O ile jednak pierwszy z nich broni się za sprawą dobrej melodii, tak drugi sprawia wrażenie nieudanego nawiązania do projektu The Honeydrippers - nieudanego głównie przez typową dla lat 80. produkcję, która zupełnie nie pasuje do tego typu grania. Album zawiera jednak także dwie wyjątkowo udane kompozycje - "The Way I Feel" i "Ship of Fools" - bardziej stonowane, klimatyczne, z tym charakterystycznym dla Planta orientalizującym nastrojem. Wrażenie robi zwłaszcza drugi z nich, wyróżniający się naprawdę prześliczną linią wokalną. To także jedyny utwór, w którym brzmienia klawiszowe nie kojarzą się z dyskoteką lat 80. - ich rola ograniczona jest do klimatycznego tła. To prawdziwa perła, nie tylko na tym albumie, ale w całej dyskografii Roberta Planta. Trudno uwierzyć, że powstała w tym samym czasie, co obleśne "Tall Cool One" i "Why".

"Now and Zen" to wielka artystyczna porażka Roberta Planta. Jeden wspaniały utwór i dwa dobre tylko odrobinę podnoszą poziom. Przesłuchanie całości i tak jest ogromną męczarnią. Ten album zawiera wszystko, co najgorsze z plastikowej dekady w której powstał.

Ocena: 4/10



Robert Plant - "Now and Zen" (1988)

1. Heaven Knows; 2. Dance on My Own; 3. Tall Cool One; 4. The Way I Feel; 5. Helen of Troy; 6. Billy's Revenge; 7. Ship of Fools; 8. Why; 9. White, Clean and Neat; 10. Walking Towards Paradise

Skład: Robert Plant - wokal; Doug Boyle - gitara; Phil Scragg - bass; Chris Blackwell - perkusja i instr. perkusyjne; Phil Johnstone - instr. klawiszowe
Gościnnie: Jimmy Page - gitara (1,3); David Barratt - instr. klawiszowe; Marie Pierre, Toni Halliday, Kirsty MacColl - dodatkowy wokal
Producent: Robert Plant, Tim Palmer, Phil Johnstone


Brak komentarzy

Prześlij komentarz