14 października 2015

[Recenzja] Lynyrd Skynyrd - "1991" (1991)



Chociaż wydawało się, że po katastrofie lotniczej z 1977 roku, w wyniku której zginęło dwóch muzyków zespołu, dalsza działalność Lynyrd Skynyrd jest niemożliwa, dokładnie dziesięć lat później zespół powrócił. W składzie znaleźli się niemal wszyscy muzycy, którzy przeżyli katastrofę, z wyjątkiem gitarzysty Allena Collinsa, który w 1986 roku po pijanemu spowodował wypadek samochodowy, w wyniku którego został sparaliżowany od pasa w dół i miał ograniczoną władzę w rękach (zmarł cztery lata później w wyniku powikłań). Na jego miejscu pojawił się jednak inny dawny członek grupy, Ed King. Trzecim gitarzystą, w miejsce zmarłego Steve'a Gainesa, został polecony przez Collinsa Randall Hall. Nowym wokalistą został natomiast Johnny Van Zant, młodszy brat Ronniego, posiadający niemal identyczną barwę głosu. Odrodzony zespół wyruszył w trasę (udokumentowaną koncertówką "Southern by the Grace of God", wydaną w 1988 roku), a kilka lat później muzycy postanowili wejść do studia, by stworzyć premierowy materiał.

Największą zaletą "1991" jest fakt, że - poza kilkoma bardziej eksperymentalnymi kawałkami - doskonale słychać jaki to zespół. Mimo kilkunastu lat przerwy i dwóch nowych muzyków, wciąż słychać tutaj charakterystyczny styl Lynyrd Skynyrd. Trzy pierwsze utwory - pełne porywających partii gitar, uwypuklonych brzmień klawiszowych i żeńskich chórków - mogłyby zostać nagrane zaraz po "Street Survivors" (oczywiście produkcja jest w nich bardziej nowoczesna). I wówczas miałyby szansę stać się kolejnymi klasycznymi utworami grupy. W 1991 roku nie miały już szans by stać się hymnami na miarę "Saturday Night Special" czy "That Smell" (do "Free Bird" i "Sweet Home Alabama" celowo ich nie porównuję, bo to nie ten poziom). Mimo, że otwierający "Smokestack Lightning" był największym singlowym przebojem zespołu w Stanach, a "Keeping the Faith" (także wydany na singlu, ale będący nieco mniejszym przebojem) i "Southern Women" bynajmniej nie ustępują mu pod względem przebojowości, muzycy szybko przestali wykonywać je na żywo, tym samym skazując je na zapomnienie.

Gdyby cały album był utrzymany na poziomie powyższych kawałków, można by mówić o naprawdę wielkim powrocie. Niestety, tuż po nich zaczyna się bardziej eksperymentalna część albumu. Łagodny "Pure & Simple" nie ma uroku klasycznych ballad grupy - zamiast tego zbliża się do komercyjnego pop rocka w stylu Bryana Adamsa. Jeszcze gorszy jest "I've Seen Enough", wzbogacony o niemal hip hopowe "gadki". Czy rzeczywiście takie unowocześniane brzmienia było grupie potrzebne? Dawnych fanów mogło to tylko zniechęcić, a wątpię, by pomogło grupie zdobyć nowych. Później zespół wraca na właściwe tory, ale cóż z tego, skoro melodie są miałkie ("Good Thing") i wyraźnie zaczyna brakować pomysłów (sztampowy blues "Money Man"). Dopiero zadziorny "Backstreet Crawler" może się równać z początkiem albumu. A tuż po nim rozbrzmiewa najbardziej chyba chwytliwy kawałek - oparty na wyrazistym rytmie, ostry "It's a Killer". Niestety, na nim kończą się pozytywy albumu. Na koniec zespół zaproponował dwie bardzo przeciętne ballady, "Mama (Afraid to Say Goodbye)" i "End of the Road". W przeciwieństwie do "Pure & Simple" przynajmniej słychać, że to Lynyrd Skynyrd, ale brakuje im dobrych melodii i porywających solówek.

Gdyby nie koszmarne "I've Seen Enough" i "Pure & Simple", byłby to całkiem przyzwoity album, z kilkoma naprawdę niezłymi utworami i kilkoma niedrażniącymi wypełniaczami. Niestety, oba wspomniane kawałki znacząco obniżają poziom całości. W rezultacie "1991" w chwili wydania był najsłabszym albumem Lynyrd Skynyrd.

Ocena: 6/10



Lynyrd Skynyrd - "1991" (1991)

1. Smokestack Lightning; 2. Keeping the Faith; 3. Southern Women; 4. Pure & Simple; 5. I've Seen Enough; 6. Good Thing; 7. Money Man; 8. Backstreet Crawler; 9. It's a Killer; 10. Mama (Afraid to Say Goodbye); 11. End of the Road

Skład: Johnny Van Zant - wokal; Gary Rossington - gitara; Ed King - gitara; Randall Hall - gitara; Leon Wilkeson - bass; Artimus Pyle - perkusja i instr. perkusyjne; Kurt Custer - perkusja; Billy Powell - instr. klawiszowe
Gościnnie: Dale Krantz-Rossington, Stephanie Bolton, Susan Marshall - dodatkowy wokal; Eric Martin - dodatkowy wokal (4)
Producent: Tom Dowd


Brak komentarzy

Prześlij komentarz