22 września 2015

[Recenzja] Chris Cornell - "Higher Truth" (2015)



Ogromna krytyka albumu "Scream", eksperymentu ze stylistyką R&B, spowodowała, że Chris Cornell szybko postanowił wrócić do swoich rockowych korzeni. Dwa lata po premierze wspomnianego longplaya wyruszył na solową trasę, na której wykonywał akustyczne wersje swoich (także tych nagranych z zespołami Soundgarden, Temple of the Dog i Audioslave) i cudzych utworów. Występował bez żadnych dodatkowych muzyków - tylko on i jego gitara. Trasa ta (udokumentowana koncertówką "Songbook", wydaną pod koniec 2011 roku) uświadomiła mu, że właśnie taką muzykę chciałby wykonywać jako solista. Nagranie premierowego materiału w takiej stylistyce opóźniła reaktywacja Soundgarden, jednak w końcu Chris znalazł trochę czasu, by stworzyć coś na własny rachunek.

Album "Higher Truth" to dwanaście utworów, w których dominującymi elementami są wokal i gitara akustyczna. W większości z nich pojawiają się jednak także dodatkowe instrumenty, jak perkusja, pianino, organy, mandolina, harmonijka i skrzypce, a z rzadka także gitary elektryczne (największą rolę pełniące w "Murder of Blue Skies" i tytułowym "Higher Truth"). Najbardziej wyróżniającym się utworem jest finałowy "Our Time in the Universe", który za sprawą wykorzystania perkusyjnych loopów, przetworzonej gitary i liry korbowej, niemal zbliża się do zawartości "Scream". Zupełnie jakby Cornell chciał podkreślić, że nie żałuje nagrania tamtego albumu, że nie odcina się od tamtego etapu swojej kariery. W pozostałych kompozycjach muzyk nawiązuje natomiast do swoich dwóch ulubionych zespołów: The Beatles (w najbardziej melodyjnych "Nearly Forgot My Broken Heart", "Circling", oraz przede wszystkim "Let Your Eyes Wander" z gitarowym motywem w stylu George'a Harrisona) i Led Zeppelin (np. "Dead Wishes", "Worried Moon" i "Through the Window", z partiami gitar charakterystycznymi dla folkowych utworów tej grupy). Cornell posiada jednak własny styl komponowania, dzięki czemu nie ma tu mowy o żadnym podrabianiu innych artystów.

Mimo wszystko, zaproponowana na tym albumie konwencja jest mocno ograniczająca. Większość utworów jest do siebie bardzo podobna. W praktyce różnią się właściwie tylko smaczkami, wykorzystaniem wspomnianych wyżej instrumentów.  Także wszystkie melodie są do siebie bardzo zbliżone, większości brakuje wyrazistości, a niektóre wręcz ocierają się o popowy banał (szczególnie "Our Time in the Universe", "Only These Words" i "Josephine", ale też np. refren "Worried Moon"). W rezultacie ten nieprzesadnie długi, niespełna 50-minutowy album, dość szybko zaczyna nużyć. Nadaje się najwyżej do puszczenia "w tle", ale na pewno nie do słuchania w skupieniu. Jest tutaj jednak kilka naprawdę przyjemnych utworów - z "Nearly Forget My Broken Heart", "Dead Wishes" i "Let Your Eyes Wander" na czele - dzięki którym nie sposób uznać "Higher Truth" za porażkę. Na pewno jest to znacznie lepszy album od "Scream". Chris Cornell najlepiej jednak wypada w cięższej, rockowej muzyce. Dlatego mam nadzieję, że w przyszłości poświęci więcej czasu na Soundgarden, niż solową karierę.

Ocena: 6/10

PS. Rozszerzona wersja albumu zawiera cztery bonusowe utwory: całkiem ładną balladę "Bend in the Road", nudne  "Wrong Side" i "Misery Chain", oraz niewiele różniący się od wersji albumowej remiks "Our Time in the Universe".



Chris Cornell - "Higher Truth" (2015)

1. Nearly Forgot My Broken Heart; 2. Dead Wishes; 3. Worried Moon; 4. Before We Disappear; 5. Through the Window; 6. Josephine; 7. Murder of Blue Skies; 8. Higher Truth; 9. Let Your Eyes Wander; 10. Only These Words; 11. Circling; 12. Our Time in the Universe

Skład: Chris Cornell - wokal, gitara, bass, mandolina, instr. perkusyjne, harmonijka
Gościnnie: Brendan O'Brien - gitara, bass, perkusja i instr. perkusyjne, instr. klawiszowe, lira korbowa; Matt Chamberlain - perkusja; Patrick Warren - pianino; Ann Marie Simpson - instr. smyczkowe
Producent: Brendan O'Brien


7 komentarzy:

  1. Tak się zastanawiam co musiałby nagrać Cornell żeby ludzie przestali marudzić;) Od ciężkiej jego odsłony mamy Soundgarden, drugiego "Scream" nie nagrał(swoją drogą jak człowiek odetnie się od wszelakich uprzedzeń to tego krążka całkiem przyjemnie się słucha - dotarło to do mnie dopiero niedawno;), także chyba nie ma co narzekać a "Higher Truth" jest wydawnictwem na prawdę solidnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko szczerze napisałem, co o tym albumie myślę ;) Czy każda nieentuzjastyczna opinia to zaraz marudzenie? Trochę mnie ten album wynudził, więc dałem niższą ocenę, niż bardziej różnorodnemu "Euphoria Morning". A "Higher Truth" i tak, jak dotąd, mieści się w mojej dziesiątce najlepszych albumów 2015 roku ;)

      Usuń
    2. Akurat Twoja to niekoniecznie marudzenie;) Ale ogólnie większość tekstów to gorzkie żale na temat tego, że to mało soundgardenowe itp. A trzeba oswoić się z myślą, że nie wszystko co spłodzi Cornell będzie grunge'm. To tak jakby oczekiwać od Veddera, że na soundtracku do Into The Wild będzie śpiewał "oooooooooo I'm still alive!!!!!!!!!!!";)
      Co do rankingu top 10 z 2015 roku to troszkę smutne ale faktycznie - mnie też duża część oczekiwanych premier zwyczajnie zawiodła...

      Usuń
    3. Rozumiałbym takie żale przy poprzednich trzech albumach, ale teraz, jak Soundgarden znów istnieje? Bez sensu żeby i z zespołem, i solo grał to samo ;)

      Usuń
    4. Czy to, że "HT", oceniony na chłodne 6, mieści się w Twojej dziesiątce najlepszych albumów nie świadczy przypadkiem, że wyjątkowo słaby to rok w muzyce? Nie wiem czy to miarodajny utwór ,ale skręcam się, słysząc co chwila w radio "Nearly Forgot My Broken Heart". Możesz się uśmiać, ale jedyny album z 2015, który byłem w stanie słuchać to... solowe wydawnictwo Noela Gallaghera (dawniej Oasis)... w zeszłym roku aż tak mizernie nie było :D

      Usuń
    5. Oczywiście, że tak - jest to bardzo słaby rok, jeśli chodzi o ilość dobrych albumów z "moich" gatunków. Ale przecież nie ilość, a jakość się liczy ;) A ukazały się w tym roku cztery naprawdę mocne albumy, które trudno będzie mi ułożyć we właściwej kolejności w podsumowaniu roku.

      Usuń
  2. Dobra płyta fajnie się jej słucha o niebo lepsza od ediego

    OdpowiedzUsuń