5 sierpnia 2015

[Recenzja] UFO - "No Place to Run" (1980)



"No Place to Run" przeważnie oceniany jest słabiej, niż albumy UFO nagrane z Michaelem Schenkerem. Nie tyle jednak, jak sądzę, ze względu na swoją zawartość, a właśnie przez nieobecność niemieckiego gitarzysty. Dla mnie jednak "No Place to Run" jest potwierdzeniem, że Schenker to przeciętny gitarzysta, pozbawiony własnego stylu, którego bez problemu można zastąpić. A Paul Chapman jako jego następca spisał się wzorowo. Praktycznie nie słychać różnicy - zarówno w sposobie grania riffów, solówek, jak i w kwestii kompozytorskiej. Nowy muzyk idealnie wpasował się w styl grupy - może dlatego, że grał już w niej wcześniej, i to u boku Schenkera (przez kilka miesięcy na przełomie lat 1974/75 jako drugi gitarzysta). Sam album jest zresztą bardziej gitarowy od kilku poprzednich - tym razem obyło się bez żadnych orkiestracji, a klawisze są niemal nieobecne (większą rolę odgrywają tylko w pełniącym rolę intra "Alpha Centuri", oraz w "Gone in the Night").

Zaletą albumu "No Place to Run" jest jego melodyjność. To naprawdę świetny zbiór zgrabnych, wpadających w ucho utworów - i to bez popadania w popowy banał (no, może z wyjątkiem singlowego "Young Blood" i "Money, Money"), co w przeszłości grupie zdarzało się bardzo często. Podejrzewam, że to przede wszystkim zasługa producenta - zespół zatrudnił do tej roli samego George'a Martina, słynnego współpracownika The Beatles. Oprócz typowych dla UFO, szybkich hardrockowych kawałków (np. "Lettin' Go", wspomniany "Young Blood"), znalazło się tutaj kilka kompozycji, którym warto poświęcić więcej uwagi. Pierwszym z nich jest "Mystery Train" - cover Juniora Parkera. Rozpoczęty akustycznym wstępem, w którym słychać bluesowego ducha oryginału, ale po chwili nabierający hardrockowej mocy. Wolniejszy "Gone in the Night", z naprawdę piękną melodią i fajnie uwypuklonym basem, to kolejny mocny punkt albumu. Ciekawie wypada także tytułowy "No Place to Run", z chwytliwą linią melodyczną, świetnymi partiami Chapmana i aranżacyjnymi smaczkami, jak niespodziewane przejście z gitarą akustyczną. Ballada "Take It or Leave It" jest z kolei bardzo stereotypowa, ale naprawdę ciężko oprzeć się jego urokowi. A na sam koniec czeka jeszcze jeden udany utwór - oparty na dynamicznych kontrastach "Anyday", w którym znów nie brak ani chwytliwej melodii, ani gitarowych popisów Chapmana.

"No Place to Run" nie jest oczywiście jakimś wybitnym osiągnięciem zespołu, bo od takich dzieł, jak "UFO II: Flying" i "Strangers in the Night", dzieli go przepaść. Za to spokojnie można go postawić na równi z "Phenomenon" i "Lights Out", zaś od pozostałych studyjnych albumów z Schenkerem jest już zdecydowanie lepszy. Krótko mówiąc, "No Place to Run" to bardzo przyjemny hardrockowy album, na którym może i nie ma niczego odkrywczego, ale o to przecież w tym stylu trudno - wszystko zostało już wymyślone na przełomie lat 60. i 70.

Ocena: 7/10



UFO - "No Place to Run" (1980)

1. Alpha Centauri; 2. Lettin' Go; 3. Mystery Train; 4. This Fire Burns Tonight; 5. Gone in the Night; 6. Young Blood; 7. No Place to Run; 8. Take It or Leave It; 9. Money, Money; 10. Anyday

Skład: Phil Mogg - wokal; Paul Chapman - gitara; Paul Raymond - gitara, instr. klawiszowe; Pete Way - bass; Andy Parker - perkusja
Producent: George Martin


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.