20 sierpnia 2015

[Recenzja] Ghost - "Meliora" (2015)



Bezimienne upiory ze Szwecji powracają z trzecim albumem. Trudno uznać to za wielkie wydarzenie, warto jednak poświęcić mu kilka słów. Nawet jeśli cała marketingowa otoczka wokół Ghost - z ukrywaniem tożsamości muzyków pod dziecinnymi pseudonimami i przebraniami na czele - przysporzyła grupie więcej przeciwników, niż zwolenników, nie wspominając już o tym, że ciężko stwierdzić, do kogo twórczość zespołu jest właściwie skierowana. Metalowców odrzuca popowa barwa głosu Papy Emeritusa i przebojowe melodie w stylu The Beatles lub nawet grupy ABBA; z kolei dla słuchaczy popu raczej niezbyt przyswajalne jest metalowe brzmienie gitar, podobnie jak nachalne epatowanie satanizmem. A jednak, właśnie to połączenie dwóch, teoretycznie bardzo odległych muzycznych światów, czyni Ghost jednym z najciekawszych zjawisk na współczesnej scenie rockowej. Pewnie, bardzo podobnie grał niegdyś (i chyba dalej gra) zespół Blue Öyster Cult, jednak u Ghost brzmienie jest znacznie cięższe, zaś melodie - być może nawet bardziej chwytliwe.

Poprzedni album Szwedów, wydany dwa lata temu "Infestissumam", mógł budzić obawy, że zespół ma zamiar zwrócić się w stronę bardziej popowej i pogodnej muzyki. Nic z tych rzeczy. "Meliora" to nie tylko powrót mrocznego klimatu w stylu debiutanckiego "Opus Eponymous", ale także najcięższy longplay w dotychczasowej twórczości Ghost. I co najważniejsze, udało się przy tym zachować dotychczasową przebojowość. Nie zabrakło też kilku niespodzianek. Całość rozpoczyna się jednak od bardzo typowego dla grupy "Spirit" - klawiszowy wstęp kojarzący się z muzyką z horrorów, po którym wchodzi ciężki gitarowy riff i kontrastująca z nim, bardzo melodyjna partia wokalna. Utwór poprawny, choć bez rewelacji. Znacznie ciekawiej wypadają dwie kolejne kompozycje, znane już z singli poprzedzających wydanie albumu. "From the Pinnacle to the Pit" otwiera ciężka partia basu, po której rozbrzmiewa całkiem chwytliwy motyw przewodni; w dalszej części utwór łączy ciężkie zwrotki z metalowym riffowaniem z bardzo chwytliwym refrenem. Bardzo ciężko, jak na ten zespół, wypada także "Cirice". Rozbudowany wstęp, ze stopniowo budowanym napięciem, przywodzi na myśl wolniejsze utwory Slayera ("South of Heaven", "Seasons in the Abyss") i nawet typowa dla Ghost partia wokalna w zwrotkach nie odbiera utworowi nic z jego ciężaru - jedynie w refrenach robi się bardziej delikatnie, popowo. To chyba najlepszy, najbliższy doskonałości utwór w dotychczasowym dorobku zespołu. Kompozycja, aranżacja, melodia - wszystko jest tutaj na najwyższym poziomie.

Wspominałem o niespodziankach. Pierwszą z nich jest "Spöksonat". To niespełna minutowa, instrumentalna miniaturka, zaaranżowana na gitarę akustyczną, z delikatnym klawiszowym tłem. Stanowi ona wstęp do kolejnego utworu, "He Is", w którego instrumentarium również dominuje gitara akustyczna i klawisze. Nie przypomina to niczego, co zespół nagrał wcześniej (chociaż dzięki partii wokalnej od razu słychać, że to Ghost). Wszystko wraca do normy w cięższym "Mummy Dust". Chociaż... Wokal Papy Emeritusa brzmi tutaj bardziej złowieszczo, zaś partie klawiszy kojarzą się z latami 80., co stanowi kolejną niespodziankę - do tej pory zespół preferował raczej klawiszowe brzmienia w stylu filmów grozy lub rocka z przełomu lat 60./70. Następny utwór, "Majesty", rozpoczyna się niemal jak kompozycja Deep Purple - klasycznie hard rockowym riffem wspartym organowym tłem. Później jednak dryfuje w bardziej typowe dla Ghost rejony. Kawałek wyróżnia się kolejnym bardzo chwytliwym refrenem, tym razem o nieco bardziej podniosłym charakterze. "Devil Church" to znów minutowa miniaturka, tym razem zdominowana przez organy i niby kościelne chóry. "Absolution" to jeszcze jeden przykład łączenia ciężkich zwrotek z melodyjnym refrenem, a dodatkowo pojawia się tu znów nieco elektroniki w klimacie lat 80. Do muzyki z tej dekady najbliżej jest jednak w finałowym "Deus in Absentia" - najbardziej piosenkowym i przebojowym utworze na albumie, któremu najbliżej do bardziej pogodnego grania z poprzedniego longplaya. Chociaż odrobina mroku też się pojawia - we fragmentach śpiewanych a capella przez chór.

"Meliora" zawiera wszystkie zalety poprzednich dwóch albumów, jednocześnie wprowadzając do twórczości Ghost nowe elementy. Longplay pokazuje, że zespół cały czas się rozwija, nie tracąc nic ze swojego charakterystycznego stylu. Bez wątpienia jest to pozycja warta poznania. Na chwilę obecną, "Meliora" mieści się na podium mojej listy najlepszych albumów wydanych w 2015 roku.

Ocena: 8/10



Ghost - "Meliora" (2015)

1. Spirit; 2. From the Pinnacle to the Pit; 3. Cirice; 4. Spöksonat; 5. He Is; 6. Mummy Dust; 7. Majesty; 8. Devil Church; 9. Absolution; 10. Deus in Absentia

Skład: Papa Emeritus III - wokal; Nameless Ghoul - gitara; Nameless Ghoul ⚪ - gitara; Nameless Ghoul  - bass; Nameless Ghoul - perkusja; Nameless Ghoul - instr. klawiszowe
Producent: Klas Åhlund


5 komentarzy:

  1. Muszę też przesłuchać ten album i u mnie też może pojawi się recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały album! Nie znałem ich muzyki, więc najpierw w całości przesłuchałem ich pierwszy album Opus Eponymous. Trzeba przyznać że poczynili duży postęp.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi tam nie przeszkadza barwa głosu wokalisty połączona z metalowymi riffami. Lubię dziwne i przeciwstawne mieszanki.

    OdpowiedzUsuń
  4. też jestem bardzo zadowolony z tej płyty. śmieszą mnie narzekania fanów metalu - przecież to nie jest metalowy zespół w zasadzie. im dużo bliżej do hard rocka. nie wiem czy bedzie moje top 10, bo to mocarny rocznik jest, ale na pewno bedzie kandydatem do top 10

    OdpowiedzUsuń