28 lipca 2015

[Recenzja] UFO - "Obsession" (1978)



Album "Obsession" to prawdziwa sinusoida. Na zmianę, z niewiarygodną wręcz precyzją, pojawiają się tutaj utwory gorsze i lepsze. W takiej właśnie kolejności. Zupełnie jakby muzycy próbowali zatrzeć złe wrażenie po każdym nieudanym kawałku. Inna sprawa, że nawet te lepsze fragmenty albumu nieszczególnie porywają. Ot, hard rockowa średnia, do której UFO zdążyło już przyzwyczaić słuchaczy kilkoma poprzednimi longplayami. Z tym, że na nich takie utwory były wypełniaczami, pomiędzy którymi zdarzało się kilka ciekawszych kompozycji. Tymczasem na "Obsession" nie ma ani przebojów na miarę "Doctor Doctor" i "Rock Bottom", ani intrygujących utworów w stylu "Too Much of Nothing", ani bardziej ambitnego podejścia do grania, jak w "Love to Love" (o "UFO II: Flying" nawet nie warto wspominać, bo to już nie te czasy).

Album rozpoczyna przebój "Only You Can Rock Me" - pierwszy singiel grupy, któremu udało się wejść do brytyjskiego notowania (doszedł do 50. miejsca). To akurat jeden z tych słabszych utworów - strasznie banalny i irytujący kiczowatą partią syntezatorów (takie brzmienia w muzyce rockowej stały się modne dopiero kilka lat później, ale nie sposób uznać to za zaletę). Poziom odrobinę wzrasta w "Pack It Up (And Go)" - ciężkim, stricte hard rockowym utworze; może trochę chaotycznym, ale przynajmniej dalekim od popowego banału poprzedniego kawałka. Nieco gorzej wypada instrumentalna miniaturka "Arbory Hill", oparta na brzmieniu gitary akustycznej i fletu - eksperyment nie do końca pasujący do reszty albumu. Po chwili rozbrzmiewa jednak całkiem udany, typowy dla zespołu "Ain't No Baby", z solidnym, hard rockowym brzmieniem i dość zgrabną melodią. "Lookin' Out for No. 1" to dla odmiany przesłodzona, niemiłosiernie ckliwa ballada, zdominowana przez nachalne brzmienia instrumentów smyczkowych, po której złe wrażenie zaciera energetyczny "Hot 'n' Ready" - utwór sam w sobie kiepski, ale po dawce kiczu z poprzedniego kawałka, słucha się go całkiem przyjemnie. Podobny duet stanowią dwa kolejne utwory: pop rockowy "Cherry" i ostrzejszy "You Don't Fool Me" (który zwraca uwagę uwypukloną partią gitary basowej). Dziwaczną, orkiestrowo-gitarową miniaturkę "Lookin' Out for No. 1 (Reprise)" zestawiono natomiast z najlepszym na albumie "One More for the Rodeo", w którym zespół pokazał, że jest w stanie stworzyć autentycznie przebojowy utwór bez ocierania się o popowy banał, a zachowując hard rockowy charakter. Natomiast finałowy "Born to Lose" jest tylko odrobinę słabszy - to całkiem zgrabna ballada, znów z orkiestracją, ale tym razem mniej wyeksponowaną, a zatem bardziej znośną.

"Obsession" to najsłabszy z wydanych do tamtej pory albumów w dyskografii UFO. To longplay, który zadowolić może chyba tylko najmniej wymagających wielbicieli hard rocka oraz, oczywiście, najbardziej oddanych fanów zespołu i/lub Michaela Schenkera (chociaż mojej uwagi nie zwróciła żadna jego solówka z tego albumu). Dla wszystkich pozostałych przesłuchanie "Obsession" będzie najprawdopodobniej nieodżałowaną stratą czasu.

Ocena: 6/10



UFO - "Obsession" (1978)

1. Only You Can Rock Me; 2. Pack It Up (And Go); 3. Arbory Hill; 4. Ain't No Baby; 5. Lookin' Out for No. 1; 6. Hot 'n' Ready; 7. Cherry; 8. You Don't Fool Me; 9. Lookin' Out for No. 1 (Reprise); 10. One More for the Rodeo; 11. Born to Lose

Skład: Phil Mogg - wokal; Michael Schenker - gitara, flet (3); Paul Raymond - gitara i instr. klawiszowe; Pete Way - bass; Andy Parker - perkusja
Gościnnie: Alan McMillan - aranżacja instr. smyczkowych (5,9,11)
Producent: Ron Nevison


Brak komentarzy

Prześlij komentarz