29 lipca 2015

[Recenzja] The Allman Brothers Band - "At Fillmore East" (1971)



Jeden z najsłynniejszych koncertowych albumów wszech czasów. I zarazem podręcznikowy przykład, jak wyglądały rockowe koncerty na przełomie lat 60. i 70. Po pierwsze, utwory znane ze studyjnych albumów były tylko punktem wyjścia do długich, przeważnie kilkunastominutowych improwizacji, podczas których wszyscy muzycy mogli zaprezentować swoje umiejętności ("In Memory of Elizabeth Reed", "Whipping Post"). Po drugie, na repertuar składały się także kompozycje spoza regularnych wydawnictw, głównie covery - oczywiście również znacząco różniące się od pierwowzorów ("Statesboro Blues" Blind Williego McTella, "Done Somebody Wrong" Elmore'a Jamesa, "Stormy Monday", T-Bone'a  Walkera, "You Don't Love Me" Williego Cobbsa), ale czasem także autorskie utwory ("Hot 'Lanta"). To właśnie sprawia, że koncertówki z tamtych lat są wartościowymi pozycjami w dyskografiach i nierzadko przyćmiewają studyjne wydawnictwa. W przeciwieństwie do współczesnych albumów "na żywo", na których utwory są odgrywane nuta w nutę, zgodnie ze studyjnymi wersjami.

"At Fillmore East" został zarejestrowany podczas serii koncertów grupy w nowojorskim Fillmore East, w marcu 1971 roku. Oryginalne wydanie składało się z siedmiu utworów umieszczonych na dwóch płytach winylowych - pierwszą wypełniły cudze kompozycje, autorskie trafiły natomiast na drugą. Początek jest jeszcze dość zachowawczy. "Statesboro Blues" i "Done Somebody Wrong" zostały zaprezentowane w niewiele ponad czterominutowych wersjach. Tyle jednak wystarczyło, by wydobyć z tych klasycznych bluesów wszystko, co najlepsze, jednocześnie wzbogacając je o rockową energię. A prawdziwa magia zaczyna się od ośmiominutowego wykonania "Stormy Monday", z rozbudowaną częścią środkową, z porywającymi solówkami obu gitarzystów i Gregga Allmana na organach. To jednak dopiero przedsmak tego, co ci muzycy potrafili osiągnąć na koncertach. Z każdym kolejnym utworem osiągają wyższy poziom zespołowego grania. Już dwudziestominutowe wykonanie "You Don't Love Me" - z tym pięknym momentem, kiedy milknie wszystko, poza gitarą Duane'a Allmana - wydaje się absolutnym szczytem takiego grania.

A przecież potem jest jeszcze lepiej. Instrumentalny jam "Hot 'Lanta", mimo że skondensowany do pięciu minut, jeszcze lepiej pokazuje talent muzyków do wspólnego improwizowania - kolejno prezentują tutaj swoje popisy, nie zapominając jednak o zachowaniu interakcji z pozostałymi. Jednak i ten utwór udało się przebić - genialnym wykonaniem "In Memory of Elizabeth Reed". Utwór rozrósł się tutaj ponad dwukrotnie, muzycy fantastycznie rozbudowali znane już tematy i wprowadzili zupełnie nowe, dzięki czemu kompozycja nabrała zupełnie nowej jakości. A potem znów okazuję się, że można zagrać jeszcze bardziej porywająco. Bo tutejsze wykonanie "Whipping Post", trwające ponad dwadzieścia minut, to jeden z najwspanialszych momentów w historii muzyki rockowej, jak i bluesowej - prawdziwa esencja obu tych stylów. Te wszystkie liczne gitarowe solówki, zagrane z niesamowitą pasją, to niespodziewane, klimatyczne zwolnienie w połowie - tego się nie da opisać słowami. Ilu rockowych wykonawców potrafiło wspiąć się na ten poziom? Może nawet dałoby się ich policzyć na palcach dwóch rąk. Album w tym miejscu słusznie się kończy - bo już nic lepszego nie mogłoby się na nim znaleźć.

Cóż więcej można dodać? "At Fillmore East" to po prostu klasyczny album, który każdy szanujący się wielbiciel rocka i bluesa powinien znać. Nie jest to może moja ulubiona koncertówka, ale w przeciwieństwie do większości tych, których słucham częściej - nie znajduję na niej żadnych wad. Dlatego też ocena musi być maksymalna.

Ocena: 10/10



The Allman Brothers Band - "At Fillmore East" (1971)

LP1: 1. Statesboro Blues; 2. Done Somebody Wrong; 3. Stormy Monday; 4. You Don't Love Me
LP2: 1. Hot 'Lanta; 2. In Memory of Elizabeth Reed; 3. Whipping Post

Skład: Gregg Allman - wokal, instr. klawiszowe; Duane Allman - gitara; Dickey Betts - gitara; Berry Oakley - bass; Jai Johanny Johanson - perkusja, instr. perkusyjne; Butch Trucks - perkusja, instr. perkusyjne
Gościnnie: Thom Doucette - harmonijka (LP1: 2-4); Jim Santi - tamburyn
Producent: Tom Dowd


Brak komentarzy

Prześlij komentarz