30 lipca 2015

[Recenzja] UFO - "Strangers in the Night" (1979)



Recenzję tego albumu powinienem zacząć tak samo, jak opisanego wczoraj "At Fillmore East" The Allman Brothers Band. Bo "Strangers in the Night" równie powszechnie jest zaliczny do najlepszych albumów koncertowych wszech czasów. Mimo że więcej je dzieli, niż łączy. Na przykładzie tych dwóch wydawnictw idealnie słychać jak bardzo w ciągu tych niespełna ośmiu dzielących je lat zmieniło się podejście do koncertów. Na podstawie "Strangers in the Night" (ale też np. wydanego w tym samym czasie "Live and Dangerous" Thin Lizzy) można zauważyć, że pod koniec dekady lat 70. najbardziej podczas występów liczyło się, aby zaprezentować jak najwięcej utworów - głównie singlowych przebojów. Odbyło się to kosztem długich improwizacji. Większość zaprezentowanych tutaj utworów jest zgodna z oryginalnymi wersjami, najwyżej różni się smaczkami (np. całkowicie zmieniony wstęp "Doctor Doctor"). Właściwie tylko "Rock Bottom" jest tutaj rozbudowany w stosunku do studyjnego pierwowzoru - trwa ponad jedenaście minut, z czego niemal połowa to solówka Michaela Schenkera.

Kolejna różnica to fakt poprawiania materiału w studiu, czego muzycy UFO bynajmniej nie ukrywają. Posunięto się nawet do tego, że utwory "Mother Mary" i "This Kid's" to stuprocentowo studyjne nagrania, do których doklejono oklaski publiczności... Podobno Schenker odszedł z zespołu (jeszcze przed premierą "Strangers in the Night") właśnie dlatego, że był przeciwny takiemu oszukiwaniu słuchaczy. Z moralnego punktu widzenia takie manipulacje rzeczywiście mogą budzić kontrowersje, jednak osobiście uważam, że lepiej dostać koncertówkę ze studyjnymi dogrywkami, niż pełen niedociągnięć bootleg. Niewątpliwą zaletą "Strangers in the Night" jest natomiast ogromna energia bijąca od tych nagrań. Zyskują dzięki temu te słabsze, w wersjach studyjnych, utwory, jak "Natural Thing", "Only You Can Rock Me" czy "Shoot Shoot". Ale najbardziej porywające są wykonania takich klasycznych kompozycji, jak "Lights Out", "Let It Roll", oraz już wspomnianych "Doctor Doctor" i "Rock Bottom". Niespodzianką może być natomiast obecność "Love to Love" - utworu, zdawałoby się, zupełnie nie nadającego się do grania na żywo. A wyszedł niemal równie pięknie, co w wersji studyjnej - jedyne imitacja brzmień orkiestrowych z syntezatora, zamiast prawdziwej sekcji smyczkowej, może nieco irytować. Ale nadrabia to przepiękna partia wokalna Phila Mogga i natchniona solówka Schenkera.

"Strangers in the Night" to pod względem repertuaru prawdziwe "the best of UFO" z czasów Michaela Schenkera, a zarazem świetne zwieńczenie i podsumowanie tego okresu. Owszem, mogłoby się tutaj znaleźć więcej mniej znanych kawałków, ale zespół niestety unikał takich na koncertach (mimo że np. "Too Much of Nothing" i "Reasons Love" świetnie by się sprawdziły na żywo). To jednak jedyny mankament tego wydawnictwa - a i przecież nie wpływa on na odbiór zawartej tu muzyki. A ta jest wykonana naprawdę dobrze - poza "Love to Love" wszystkie utwory przewyższają swoje studyjne odpowiedniki. Pozycja obowiązkowa.

Ocena: 9/10



UFO - "Strangers in the Night" (1979)

LP1: 1. Natural Thing; 2. Out in the Street; 3. Only You Can Rock Me; 4. Doctor Doctor; 5. Mother Mary; 6. This Kid's; 7. Love to Love
LP2: 1. Lights Out; 2. Rock Bottom; 3. Too Hot to Handle; 4. I'm a Loser; 5. Let It Roll; 6. Shoot Shoot

Skład: Phil Mogg - wokal; Michael Schenker - gitara; Paul Raymond - gitara i instr. klawiszowe; Pete Way - bass; Andy Parker - perkusja
Producent: Ron Nevison


2 komentarze:

  1. Lubię tę płytę. Uważam, że jeżeli ktoś chce szybko i skrótowo się dowiedzieć, o co chodzi z tym całym UFO, to powinien zacząć właśnie od niej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialna koncertówka. Solo Schenkera z Rock Bottom stawia go w ekstrakasie rockowych gitarzystów.

    OdpowiedzUsuń